Facebook Google+ Twitter

Pocałuj mnie, gdy wybije północ

Wilson i Vivian – zagubione dusze w Mieście Aniołów. Na życiowym zakręcie szukają bliskości, zrozumienia i pocieszenia. Ale czy znajdą miłość?

Plakat reklamujący film "Pocałunek o północy" / Fot. VivartoGłównego bohatera (Scoot McNairy) poznajemy, gdy onanizuje się nad zdjęciem ukochanej swojego najlepszego kumpla. Mimo iż dziewczyna owe wydarzenie potraktowała jako komplement, to znajomi poczuli się w obowiązku znalezienia Wilsonowi partnerki. Jak na XXI wiek przystało odpowiednim miejscem jest portal randkowy – i faktycznie, po chwili przychodzi propozycja randki. Tajemnicza nieznajoma (Sara Simmonds) zaprasza chłopaka na casting, podczas którego wybierze towarzysza na sylwestrową noc.

Nie mają nic do stracenia – mogą być szczerzy, spontaniczni, otwarci. Wędrują uliczkami Los Angeles, zatrzymują się w kawiarniach i klubach, spędzają czas na plaży i cieszą się chwilą, lecząc zranione serca. Opowiadają bez skrępowania o przebiegu swojego życia, pokazują swoje prawdziwe oblicze i wręcz krzyczą „pokochaj mnie”. Może to chemia między nimi, może to magia 31 grudnia, ale jest w tym filmie coś na tyle elektryzującego, że przenika przez ekran i trafia do widza.

Nietrudno powiązać „Pocałunek o północy” z „Przed wschodem słońca” Richarda Linklatera – podobna historia i podobna wrażliwość głównych postaci. Ale pojawiające się w prasie odwołania do twórczości Jima Jarmuscha to jednak lekka przesada. Zastanawiający jest fakt użycia czarno-białej taśmy. Z pewnością jest to techniczne „odcięcie się” od hollywoodzkich komedii romantycznych, ale może również chęć przedstawienia w nowym świetle Wielkiego Miasta – wszystkie miejsca znane z pocztówek nie przytłaczają i nie błyszczą. Nie ma drogich samochodów, nie ma palm, elegancji i luksusu.

Reżyser, Alex Holdridge starał się by przepych metropolii nie odciągał nas od interakcji międzyludzkich. Najbardziej zapada w pamięci wnętrze opuszczonego teatru – duch sztuki i zabytkowe wnętrze zbliża do siebie bohaterów. Ale z drugiej strony dzieje kiełkującego między nimi uczucia można by zamknąć w filmie krótkometrażowym.

Niemniej, „Pocałunkiem...” można się delektować, a inteligentne dialogi, cięty humor i nietypowe zachowania bohaterów (jak fotografowanie porzuconych butów) potrafią rozbawić. Słodko-gorzka opowieść wzbogacona indie-rockowymi kawałkami zrelaksuje każdego. W kinach już od 26 grudnia.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Za ładne oczy?? ;-))) nieeee

pozdrówki

Komentarz został ukrytyrozwiń

ciekawa zapowiedź i z chęcią wybiorę się do kina:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.