Facebook Google+ Twitter

Pochwała PKP, czyli jeżdżę, bo lubię

O Polskich Kolejach Państwowych napisać można wiele, choć niewiele dobrego. O tym, co złe, pisze się zresztą częściej, a i czyta chętniej. Średnio to jednak uczciwe.

Pociągi da się lubić

W porównaniu z innymi środkami lokomocji, pociągi są naprawdę wygodne - w czasie jazdy można rozprostować nogi, przejść się po przedziałach, przy oknie zaczerpnąć świeżego powietrza. Do dyspozycji podróżnych są też toalety, co w przypadku dłuższych tras okazuje się nie bez znaczenia. Toalety w stanie oczywiście opłakanym, ale w sytuacjach skrajnego zapotrzebowania lepsze przecież coś, niż nic. Pociągi nie stoją też w korkach, nie łapią gumy, nie kończy im się paliwo - jeśli więc odbiorą nas ze stacji punktualnie, istnieje duże prawdopodobieństwo, że punktualnie nas na miejsce dowiozą (choć mowa tu wciąż o prawdopodobieństwie, jako rzeczy niekoniecznie pewnej). Nie pomylą też trasy, co - o zgrozo - zdarza się kierowcom busów i autobusów. Najłatwiej też zapomnieć w nich o chorobie lokomocyjnej, no i nie przekraczają zwykle dozwolonej prędkości, ba - zwykle nie osiągają nawet dozwolonej prędkości! Niekoniecznie w myśl zasady: "Wolniej jedziesz, dalej zajedziesz". Częściej jest to kwestia wadliwego pojazdu czy starych torów, niż przezorności, ale efekt w końcu ten sam.

Punktualność rzadko spotykana?

Najczęstszym chyba zarzutem, jaki pada pod adresem PKP, jest absolutny brak punktualności, karygodne opóźnienia i postoje na trasie. Nie przeczę, że sytuacje takie mają miejsce. Niemniej mało sprawiedliwe jest to, że o wszystkich tych opóźnieniach i niedogodnościach ochoczo piszemy, ale o kursach udanych - praktycznie wcale. Rozumiem, że poszanowanie rozkładu jazdy i wywiązywanie się z czasowych obietnic powinny być normą, za którą pochwały się żadne nie należą, ale nie oszukujmy się - w Polsce to normą nigdy nie było i zapewne przez długi jeszcze czas nie będzie. Dlatego też z wielką przyjemnością pochwalę się, że trasę Legnica - Wrocław - Legnica pokonuję bez żadnych - powtarzam - żadnych trudności. A więc jednak się da. Bez minutki opóźnienia, z miłym konduktorem, który zawsze chętnie wypisze bilet, z wygodnymi siedzeniami i czystymi przedziałami. Dlatego tupię nogą, gdy wszyscy dokoła na te nasze koleje narzekają, bo są jednak trasy (niezbyt może długie i niezbyt trudne do pokonania), na których sprawdzają się bez zarzutu. I wierzę, że moja trasa nie jest tą jedyną.

Chaos na Głównym, czyli remont czas zacząć

Na wieść o ruszającym (w końcu) remoncie Dworca Głównego we Wrocławiu, wielu wpadło w panikę. Ja zresztą też. Od razu widziałam siebie, błądzącą gdzieś po tym nieszczęsnym dworcu tymczasowym, zupełnie nieoznakowanym, popadającym w ruinę i nieprzystosowanym do przyjęcia takiej liczby podróżnych. O dziwo, obawy te okazały się bezpodstawne. Zadbano chyba o wszystko - teren aż roi się od strzałek i żółto-czarnych tabliczek, wskazujących drogę, a dworzec tymczasowy jest schludny, odpowiednio duży i zaopatrzony w wystarczającą ilość kas. Nie sposób się więc zgubić, o bilet łatwiej niż wcześniej, a i czyściej i przytulniej, niż dotąd. Niestety, wielu moich znajomych, przerażonych wizją pewnego chaosu na dworcu, zrezygnowało z usług PKP, przesiadając się do busów i autobusów i nie sprawdzając nawet, jak rzecz się faktycznie ma. A tu proszę - Polskie Koleje Państwowe potrafią jednak mile zaskoczyć.

Trochę więcej wiary

Rozumiem, że na tle komunikacji kolejowej innych państw, nasze PKP wypadają blado. Żenująco blado, mówiąc szczerze. Jakość świadczonych usług, komfort podróży, jej czas w końcu - wszystko to pozostawia wiele do życzenia. Bazując na własnych doświadczeniach będę jednak uparcie twierdzić, że polskie koleje spisują się całkiem nieźle. Opóźnienia od dłuższego czasu niemal się nie zdarzają, jeździ się nawet przyjemnie, a i ceny biletów (przynajmniej ulgowych) nie są zbyt wygórowane. Nie piszmy więc w kółko, że dla PKP nie ma już nadziei, a podróże pociągami to istny dramat - na jeden nieudany kurs przypadają przecież dziesiątki, jeśli nie setki udanych. I naprawdę uważam, że lepsze takie PKP, niż żadne, choć co poniektórzy prezentują zdanie zgoła odmienne.


Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (18):

Sortuj komentarze:

Wczoraj akurat miałem przyjemność (!) skorzystać z PKP właśnie jadąc z Wrocławia. Myśl o remoncie, dworcu tymczasowym itp wywołała u mnie tak makabryczne myśli, że już widziałem siebie nocującego w oczekiwaniu na pseudodworcu. Tymczasem okazało się, że jakby każda stacja miała zamiast stacji taki dworzec tymczasowy, to kolej byłaby u nas po prostu uwielbiana;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Niezmiernie się cieszę, że jednak niektórym szczęście dopisuje i te nasze koleje dadzą się czasem lubić ;) Wszystkim innym, z Livią na czele, serdecznie współczuję. O ile dwie godziny w pociągu to nawet frajda, o tyle ośmiu już sobie nie wyobrażam...

Komentarz został ukrytyrozwiń

@Piotr Wierzbicki: ale z walizkami rowerem już trochę ciężko. :)

A co do PKP, to mam w związku z tą firmą całą masę złych doświadczeń i to na kilku regularnie uczęszczanych trasach. Ale mimo to jakoś lubię ten środek lokomocji bardziej niż inne.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Najsmutniejsze na kolei jest to że odkąd pamiętam a trochę już pamiętam nic się na niej nie zmienia na lepsze. Jedyny rodzynek to inter city ale cena przejazdu jest znacząca. Dużo jeżdżę po Polsce i nie zauważyłem jakoś nic co by mnie pozytywnie nastroiło. W sobotę wracałem z Rzeszowa do Poznania. Ponad 10 godzin jazdy w pociągu bez warsu. na całe szczęście miałem ze sobą butelkę wody ze szkolenia. W toaletach brud i smród.Można by długo. Dzięki 2012 na niektórych stacjach będzie trochę lepiej.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jestem MK (miłośnikiem kolei ) i to co widzę na torach to mnie przeraża zwłaszcza ostatnie poczynanie spółki PLK gdzie ogranicza wjazd interregio , gdzie co dzień tymi pociągami porusza się duża ilości polaków

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ja wolę rowerem. Te wulgarne napisy na dworcach kolejowych! Lepiej nie oglądać i pozytywnie myśleć o rodakach.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ja także znam "przyjemności" podróżowania koleją na trasie Wrocław - Jelenia Góra. Toż to istny koszmar, gdy pociąg wlecze się trzy godziny i z reguły z około godzinnym poślizgiem dociera do stacji końcowej. W tym przypadku podobno są winne tory, których stan jest tragiczny.
A co do mojego chwalenia podróży z Łodzi do Warszawy - być może - miałam wyjątkowe szczęście i obsługa pociągu (w te i wewte);)
miała dobry humor. Ale za takie atrakcje też trzeba słono bulić. Kiedyś były na tej trasie tzw. zniżki weckendowe, ale już ich nie ma. No cóż... Nie można mieć wszystkiego.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ostatni raz do czynienia z PKP miałem ponad rok temu w Muzeum Kolejnictwa. Obejrzałem salonkę Bieruta i inne eksponaty. Gdy kolej wycofała się z wożenia towarów a do tego została powstała kiedyś tam, to ja sam mam czym się poruszać. Gdy przeczytam kilka pochwalnych artykułów to może pojadę koleją do .... Władywostoku.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tymczasowy Dworzec Główny we Wrocławiu na mnie też zrobił bardzo pozytywne wrażenie.

Komentarz został ukrytyrozwiń
Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.