Facebook Google+ Twitter

"Pociąg do Stalinogrodu i inne opowiadania" - spacer po PRL

Opowiadania zebrane w książce "Pociąg do Stalinogrodu" są jak stare fotografie, nie tylko zatrzymują krótką chwilę w fizycznych ramach słowa pisanego, ale też oddają ducha 40 lat powojennej rzeczywistości.

 / Fot. Wydawnictwo WAMCzytając 22 króciutkie opowiadania Andrzeja Kozła, miałem nieodparte wrażenie, że autor był świadkiem każdej opisanej sytuacji. Analogia z fotografem wydaje mi się o tyle sensowna, że opowiadania dokumentują mniej lub bardziej istotne wydarzenia z życia opisywanych bohaterów. Spotykamy ich w ciasnych chwilach jednej rozmowy, podróży czy zmagania się z codziennością Polski ludowej. Całość doprawia wyraźny kontekst historyczny kojarzący się z Polską Kroniką Filmową.

Autor w swoim zbiorze ukazuje zwyczajnych, może nawet szarych ludzi. Bohaterka tytułowego opowiadania ucieka z pociągu do Stalinogrodu, bo chciała jechać do Katowic. Nie przyjmuje do wiadomości, że prąd zmian płynących po wojnie, może rozrywać na strzępy to, co było jej znane i oswojone. Emerytowany inżynier Misiaszek dziwi się, że wielka betonowa mapa Polski, zbudowana z jego inicjatywy na socjalistycznym blokowisku szybko popada w ruinę, zanieczyszczona psimi odchodami. A przecież podświetloną na czerwono Hutą im. Lenina czy Hutą Katowice miała pokazywać potęgę Polski ludowej.

Bohaterów możemy spotkać także we wszechobecnych w PRL kolejkach. W jednej z nich usłyszymy stwierdzenie obnażające naszą narodową wadę: "Pan chyba nie jesteś Polakiem! (...) Patrzcie, ludzie, ten facet zamiast wódki wziął kawę!" W innej przypomnimy sobie pustki w sklepach i frustrację związaną ze straconym czasem.
 / Fot. Wiadomości24
Obraz, jaki oglądamy jest smutny i daleki od huraoptymistycznej wizji Polski charakterystycznej dla ówczesnej propagandy. Nie wiem, czy było to intencją autora, ale swoimi opowiadaniami obala pokutujący jeszcze gdzieniegdzie mit o dobrobycie czasów PRL-u. Książce brak jednak zadęcia ideologicznego czy udowadniania na siłę, że "komuna była zła".

Lektura "Pociągu do Stalinogrodu i innych opowiadań" jest jak oglądanie albumu ze zdjęciami. Niesie ze sobą nostalgię i tęsknotę za tym, co w życiu minęło, budzi uśmiech, gdy zauważamy różnice w naszym ówczesnym i obecnym wyglądzie.

Ważnym uzupełnieniem opowiadań są ilustracje Wojciecha Kowalczyka, przypominające swym klimatem obrazy Zdzisława Beksińsiego. Potęgują one to, co Andrzej Kozioł wyraził słowami.

Książkę warto przeczytać. Jeżeli z racji wieku nie pamięta się czasów PRL ujrzy się to, co dla nich charakterystyczne. Jeżeli przeżyło się w nich większość życia będzie okazja do wspomnień i skonfrontowania "dziś" z "wczoraj".

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 13.09.2009 16:58

Teraz dopiszę już tylko, że warto powspominać, ale nie zawsze człowiek się zżyma na czasy PRL-u..... Cytuję: " Bohaterów możemy spotkać także we wszechobecnych w PRL kolejkach. W jednej z nich usłyszymy stwierdzenie obnażające naszą narodową wadę: "Pan chyba nie jesteś Polakiem! (...) Patrzcie, ludzie, ten facet zamiast wódki wziął kawę!" W innej przypomnimy sobie pustki w sklepach i frustrację związaną ze straconym czasem." Żaden ustrój, jak okazało się obecnie - nie jest doskonały.... :-))) Marr

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.