Facebook Google+ Twitter

Pociągi bez specjalnego nadzoru

PKP, tak samo jak wielu innych przewoźników kolejowych, do Europy jeszcze nie dojechała.

Od dwóch lat Polska jest w Unii Europejskiej. Od dwóch lat Polacy nie potrzebują nawet paszportów, aby lecieć do Portugalii. Od dwóch lat obowiązują w Polsce standardy europejskie. W górach mamy transgraniczne drogi rowerowe, małe przejścia graniczne, na lotniskach sprawną odprawę (chyba że lecimy tak zwaną tanią linią lotniczą) i odprawy na drogowych przejściach granicznych na zachodniej granicy niemal zawsze odbywają się bez zakłóceń. Autokary do Niemiec, Hiszpanii i Anglii są schludne, szybkie i komfortowe. Tylko jeden przewoźnik jeszcze nie zauważył, że jesteśmy już w tak zwanej Europie: PKP i spółka.

Kiedyś na łamach prasy kpiłem z brzydkich dworców PKP. Dlatego ucieszyłem się, znalazłszy w internecie dowód na to, że PKP same doszły do wniosku, że podróżującym należy możliwie oszczędzać pobyt na dworcu. Spółka intercity rozpoczęła sprzedaż internetową biletów na pociągi intercity. Program nie tylko funkcjonuje ale pociąga za sobą nawet rozmaitsze pozytywne skutki: osobom o zbyt niskim ciśnieniu błyskawicznie je podnosi, osoby nieśmiałe w kilka minut przemienia w furie, ludziom, którzy nie wiedzą, co robić z nadmiarem pieniędzy lub czasu, PKP zabiera i jedno i drugie. Program internetowej sprzedaży biletów jest tak skuteczny, że Ministerstwo Zdrowia powinno go wpisać na listę leków refundowanych.

Wystarczy zalogować się na stronie www.intercity.pl i rezerwować miejsce. Nie należy jednak stawiać za dużo wymagań – jeśli chcemy zarezerwować miejsce, które już nie jest wolne, program odsyła do początku, i wszystko trzeba robić od nowa: Wpisać datę, pociąg, dworce etc. Musimy też pamiętać, że intercity jako monopolista może, ale nie musi akceptować naszą kartę kredytową. Więcej: Może ją akceptować dziś, ale jutro już nie. Jeśli program jest łaskawy, to przyjmie nasze pieniądze. Wtedy wydrukujemy bilet, zabieramy go do pociągu i jedziemy.

Schody zaczynają się przy rezygnacji z raz zakupionego biletu. Wtedy musimy wydrukować rezygnację i kupić nowy bilet i z kopiami tego wszystkiego udać się do jednego z wyznaczonych przez spółkę intercity punktów. Nie do byłej kasy, tylko do tej, która maleńką naklejką jest oznaczona jako okienko „e-ic”. Klienci ze wsi mają pecha, bo takie okienka są tylko na największych dworcach. Tam jednak nic nie załatwiamy bez kopii dowodu osobistego. Dopiero potem urzędnik przystępuje do sporządzania protokołu. Możemy też wysłać całą dokumentację na specjalny adres ukryty w gąszczu paragrafów regulaminu. Wcześniej powinniśmy uzyskać potwierdzenie od urzędnika spółki intercity lub od notariusza (owszem!) że kopia naszego dowodu osobistego odpowiada oryginałowi. Jeśli jesteśmy absolwentami prawa i rozumiemy regulamin sprzedaży e-biletów, to się dowiemy, że spółka intercity może nam odliczyć pewną część wartości biletów, chyba że uzna, że nie mieliśmy wpływu na powody rezygnacji z biletu. Jest to jedyny przypadek, w którym sprzedawca internetowy żąda od klienta zaświadczenia lekarskiego w przypadku rezygnacji z zakupu. To logiczne, bo każdy klient intercity powinien się już przed podróżą przebadać, czy wytrzymuje kontakt z tą firmą. Jest to bowiem spółka o szczególnie ograniczonej odpowiedzialności, szczególnie dla obcokrajowców, którzy zagranicą w Internecie mogą kupić bilety na polskie intercity, ale aby je oddać, muszą złożyć reklamację w kraju i udać się do polskiego notariusza.

Tyle złych wiadomości. Teraz dobra wiadomość: Ani PKP, ani jej nieco schludniejsza córka nie są tu odosobnione. Deutsche Bahn kazała mi przykładowo płacić za kartę uprawniającą do 50procentowej ulgi. To było dwa miesiące temu, a karty dotąd nie otrzymałem. Dwa lata po wejściu do UE ani czeskie, ani słowackie ani austriackie koleje nie potrafiły się dogadać ze służbami ochrony granicy tych krajów co do wspólnej odprawy w pociągach nocnych. Jadąc z Warszawy do Wiednia, urzędnicy cztery razy przerywają sen podróżnych, najpierw polska straż graniczna, potem czeska, potem znowu czeska (na granicy austriackiej) i w końcu austriacka. Bóg wie, dlaczego na tej trasie PKP w ogóle sprzedaje miejsca na kuszetki i sypialne. Spać się tam nie da. Wbrew pozorom nie ma to nic wspólnego z faktem, że Polska jeszcze nie jest pełnoprawną stroną protokołów z Schengen. Schengen jeszcze nie istniał, a na granicy austriacko-niemieckiej jeszcze miała miejsce odprawa celna, kiedy w pociągach nocnych z Wiednia do Monachium konduktorzy w nocnych pociągach zabierali pasażerom deklarację celną i paszport, załatwiali dla nich wszystkie formalności ze strażą graniczną i z celnikami w Salzburgu i rano oddawali im dokumenty razem z małym śniadaniem.

Od dwóch lat jesteśmy już w UE. Teraz czekamy, aż koleje dojadą…

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Bo w PKP panuje tak zwany "niedasizm". Niedasie to ulubiony zwrot dyrektorów z minionego ustroju.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Sama o PKP mogę mówić godzinami. Może kiedyś też napiszę artykul?:) Pozdrawiam. +

Komentarz został ukrytyrozwiń

O PKP możnaby napisać książkę. Dobrze wiedzieć, że Deutsche Bahn też popelnia blędy. Sama ich odświadczylam. Wracając niedawno z Monachium do Norymbergii zaliczylam blisko godzinne opóźnienie.
Co do tanich linii - ja nimi regularnie latam i jest ok. :-) Mam szczęście?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.