Niestety oczekiwanie na pociąg w zimnej hali dworca nie należy do najprzyjemniejszych przeżyć, szczególnie po dwóch nieprzespanych nocach w okolicy często uczęszczanej przez bezdomnych i pospolitych kminiarzy.
Jeśli dobrze pamiętam, co najmniej 4 razy zostaliśmy zaczepieni, z prośbą o jakieś grosze brakujące do wódki. Szczerze pałam pomocą dla potrzebujących, szczególnie bezinteresowną, a kiedy podchodzi do mnie ktoś i prosi o butelkę wody i pieniądze na bułkę, jestem w stanie to zrobić, lecz jeśli za 20 minut wraca do mnie z 'ćwiartką', to moje wielkie chęci bycia dobrym człowiekiem powoli zaczynają lec w w gruzach.
Do trzeciej udaje nam się wytrzymać i od razu kierujemy się do pociągu, który na nasze nieszczęście jest całkowicie zapełniony. Uf, tylko do Katowic, czyli dwie godziny drogi. Budzimy się dopiero w Krakowie, z wielką nietrzeźwością umysłu prawie przesypiamy stację. Lekko po piątej, bądź chwilę przed szóstą jesteśmy na miejscu, tak więc życie miejskie dopiero zaczyna się budzić, jeszcze przeciągając się po łóżku.
Mamy tylko trzy godziny, tak więc kierujemy się w stronę parku przy Krowoderskiej, by mieć dwie minuty do rynku. Tam szybkie jedzenie i można ruszyć. O Krakowie nie czuję potrzeby pisać, to nie był mój pierwszy raz w tym mieście, również nie ostatni. O siódmej nie dzieje się tam zbyt wiele, bardziej przypomina wymarłe niż studenckie i tętniące życiem miasto. Nasza trasa: Starówka, kościół Mariacki, kościół Św. Św. Piotra i Pawła, Wawel. Całość zajmuje nieco ponad dwie godziny i czas najwyższy ruszyć na dworzec, by nie przegapić jedynego o tej godzinie pociągu do Torunia, miasta, które obaj chcieliśmy zobaczyć najbardziej. Na szczęście przed nami ośmiogodzinna przejażdżka pociągiem, więc możemy nabrać sił i dać w końcu odpocząć nogom.
Na miejsce docieramy nie później niż 20 minut po szesnastej, moja prawa stopa chce mi powiedzieć: 'Stój! Dalej nie pójdziesz', jednak nie ulegnę, nie poddam się w miejscu, na które czekałem od początku wyjazdu. Siłą woli zniwelowałem ból i możemy powoli się poruszać. Kilka przystanków podmiejskim i jesteśmy w centrum, głównie interesuje Nas starsza część miasta, gdzie przebywa zazwyczaj najliczniejsza grupa ludzi. Przemierzając uliczkami właśnie starego miasta, obserwując zachowania ludzi i słuchając talentów ulicznych grajków, mogę śmiało powiedzieć: 'Tak, tego oczekiwałem, a nawet lepiej... to przeszło moje oczekiwania. Tu wrócę!'
Stawiając poszczególne miasta w rankingu, musiałbym brać pod uwagę style architektoniczne, atmosferę i własne odczucia. Wrocław podobny do Krakowa, Katowice nie zaliczają się do rankingu, Częstochowa zostaje usytuowana zaraz po Toruniu, który wygrywa konkurs zostawiając konkurencję daleko za sobą. Nie spodziewałem się, że trzy godziny na to miasto wystarczą mi na wyrobienie sobie takiej o nim opinii, podobnie do Częstochowy, lecz ona ujęła nas natychmiastowo, Toruń musiał zbierać punkty, a mimo to udało się. Szczerze mówiąc, to położenie miasta przy Wiśle, gotycka architektura i, tak jak już wspomniałem uliczni gitarzyści, którzy grają na prawdę nieźle, urzekły mnie na tyle, by podjąć taką decyzję. No nic, dobiega godzina 20.30 trzeba jechać do domu, trzeba wyrobić się przed końcową datą ważności biletu, aby nic nie dopłacać.
Przystanek w Poznaniu, dwie godziny przerwy, umierając w KFC, gdzie znajdowała się jedyna poczekalnia czynna po północy i ruszamy. Godzina 5.30 - Szczecin, czas się przesiąść w autobus, wiozący nas do domu, oczywiście nie obyło się bez komplikacji.
Autor: Karol Klimczak
Tekst pierwotnie opublikowany na stronie
moje-wlasne-dasein.com