Facebook Google+ Twitter

Początek reaktywacji Italii

"Bambino d'Oro" (złote dziecko) - takiego przydomku w latach 60. dorobił się słynny Gianni Rivera, legenda Milanu i laureat Złotej Piłki z roku 1969. W dobie obecnego kryzysu "gwiazd" w Italii, możemy za taką uznać Antonio Cassano.

Nie ma się co rozpływać nad jego życiowymi zakrętami i niewykorzystanymi szansami, zarówno w Romie jak i Realu Madryt. Zapewne gdyby miał inny charakter, mimo 29 lat osiągnąłby znacznie więcej, znacznie wcześniej, ale jednocześnie nikt nie jest w stanie zapewnić, że jego geniusz byłby tak samo urzekający gdyby jego dusza była spokojna. Cassano z Riverą a także z Baggio łączy prócz niesamowitego talentu do gry eleganckiej i finezyjnej, dzięki której wspomniane ikony calcio porywały tłumy, identyfikują także warunki fizyczne, cała trójka mierzy nieco ponad 170 cm wzrostu.

Faktem jest natomiast, że fani włoskiej piłki w całym kraju chcieliby zobaczyć także kolejny argument podobieństw tych trzech panów, oczywiście powodem tym byłaby Złota Piłka dla Cassano, choć to akurat póki co pobożne życzenia. Postać Fantantonio ma być centralnym elementem w układance selekcjonera Prandellego, który widzi w zawodniku Sampdorii nie tylko "klasyczną 10." ale i lidera reprezentacji kraju. Azzurri zaczęli eliminacje dość przeciętnie, po ciężkim dla oka pojedynku, wymęczyli zwycięstwo na Estonii, a jedną z bramek uzyskał właśnie Cassano. Lepiej było już w kolejnym spotkaniu przeciwko Wyspom Owczym. Włosi z dużym spokojem, niekiedy z zapierającymi dech akcjami i przede wszystkim skutecznością rozprawili się z gośćmi aż 5:0. W tym spotkaniu także Cassano zdobył bramkę rzadkiej urody. Realizator od razu w skierował kamerę na lożę honorową, w której zasiadał sam "Il Codino" czyli Roberto Baggio, który klaskając wiwatowa kolejnego gola dla Squadra Azzurra.

Przeciwnik nie był wymagający, ale istotne jest to, że w końcu Włosi odblokowali się psychicznie i mimo, że rywal nie był z najwyższej półki, byli na tyle zdeterminowani, aby zdeklasować przyjezdnych w myśl zasady "skoro są słabi to im 5, a jak jeszcze słabsi to więcej". Patrząc na ostatnie wyniki piłkarskich mocarstw, nie każda nacja potrafiła tak zdecydowanie rozbić o wiele niżej sklasyfikowanego przeciwnika.

Włosi po dwóch kolejkach mają 6 punktów. Czekają ich jeszcze potyczki z Serbią i Słowenią, a to już z całą pewnością nie będą spacerki, jak wiadomo obie ekipy dysponują sporymi umiejętnościami technicznymi i wolą walki. Sytuacja w obecnej kadrze Italii się dopiero klaruje. Ciągle trwa selekcja. Allenatore Prandelli nie może na razie skorzystać z usług Buffona, który do gry powinien wrócić przed końcem roku, a Mario Balotelli wypadł na skutek urazu przed wspomnianymi potyczkami z Estonią i Wyspami Owczymi.

Droga powrotu na sam szczyt i próba otrząśnięcia się po koszmarnym mundialu w RPA, zdecydowanie będzie jeszcze wyboista. Zarówno mocarze z Półwyspu Apenińskiego, jak i Francuzi potrzebują spokoju i czasu na wdrążenie nowych pomysłów i koncepcji na odnoszenie sukcesów.
Pośpiech to przecież, zły doradca, a jak pokazał poprzedni turniej w RPA mając kiepskich wykonawców nawet catenaccio nie pomoże.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.