Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

164444 miejsce

Początek roku szkolnego ze strajkiem w tle?

Polskiej szkole grozi jesienny paraliż. Coraz bardziej prawdopodobny jest strajk nauczycieli. O wszystkim zadecydują rozpoczynające się dziś rozmowy Związku Nauczycielstwa Polskiego z rządem.

Tak mogą wyglądać sale lekcyjne w październiku, jeśli nauczyciele nie dogadają się z rządem / Fot. Kerosene / http://commons.wikimedia.org/wiki/Image:Japanese_classroom.jpgTo już nie są żarty. Rządowi pozostało zaledwie kilka dni, by dojść do porozumienia ze Związkiem Nauczycielstwa Polskiego i oświatową „Solidarnością”. – Jeśli zarząd ZNP nie będzie zadowolony z wyniku rozmów, podejmiemy dalsze kroki protestacyjne – mówi Magdalena Kaszulanis, rzeczniczka ZNP. Już 1 września ma odbyć się manifestacja nauczycieli pod siedzibą MEN, będąca dzwonkiem ostrzegawczym. W przypadku braku porozumienia, bardzo możliwy jest masowy, wielodniowy strajk nauczycieli. Udało nam się ustalić, że może się rozpocząć już pod koniec września lub na początku października, a weźmie w nim udział ponad połowa polskich nauczycieli.

Teraz wszystko w rękach kierownictwa MEN oraz zarządu ZNP. Dziś rozpoczyna się kolejna tura rozmów. Z przedstawicielami resortu edukacji dyskutują też związkowcy z oświatowej „Solidarności”. Negocjacje są na tyle trudne, że włączył się do nich Michał Boni z kancelarii premiera. O osiągnięcie porozumienia będzie jednak ciężko, gdyż obydwie strony podkreślają, że w kluczowych kwestiach nie zamierzają iść na kompromis.

Zarobią więcej, ale... mniej


Tych kluczowych kwestii jest kilka i wszystkie wiążą się z rządowymi planami. Nauczyciele protestują przeciwko nowelizacji Karty Nauczyciela. Proponowane zmiany umożliwią bowiem zwiększenie pensum z 18 do 22 godzin tygodniowo. Dodatkowo, nauczyciele będą mieli ustawowy obowiązek uczestniczyć w przeprowadzaniu egzaminów, m.in. maturalnego i gimnazjalnego. – Co w zamian oferuje MEN? Podwyżkę dwa razy po 5 proc., która ma otrzeć łzy nauczycielom. Tyle że podwyżka będzie pomniejszona o skutki wzrostu czasu pracy – twierdzi prezes ZNP Sławomir Broniarz na stronie internetowej związku. I skrupulatnie wylicza, że czas pracy wzrośnie o 22 proc., a zarobki – tylko o 10 proc. Tymczasem dzisiejsza „Rzeczpospolita” informuje, że MEN powoli wycofuje się ze swojego pomysłu i proponuje stopniowe zwiększanie pensum, np. o jedną godzinę rocznie.

Według ZNP, opisane wyżej plany przyczynią się do masowego zwalniania nauczycieli. Pracę może stracić nawet co piąty pedagog, czyli w sumie ok. 100 tys. osób. - Nie dojdzie do takiej sytuacji – zapewniała już kilkanaście dni temu wiceminister edukacji Krystyna Szumilas, cytowana na stronie internetowej MEN. Jej zdaniem, pomoże w tym obniżenie wieku szkolnego, zwiększenie opieki świetlicowej oraz przygotowanie przedszkolne dla pięciolatków. – Dzięki temu będą dodatkowe godziny pracy dla nauczycieli i dodatkowe etaty.

Kolejną drażliwą kwestią w ustawie o nowelizacji Karty Nauczyciela są wynagrodzenia. Rząd planuje zwiększyć zarobki stażystów do 100 proc. kwoty bazowej, ale stracą na tym pozostali nauczyciele – kontraktowi, mianowani i dyplomowani. Ten pomysł ostro krytykuje nie tylko środowisko pedagogiczne, ale również opozycja. – Rząd zabiera dyplomowanym i daje stażystom, by powstał psychologiczny efekt, że ktoś dostaje podwyżkę – stwierdził poseł Zbigniew Giżyński (PiS) w programie „Kwadrans po ósmej” w TVP.

Przypomnijmy, że minister edukacji Katarzyna Hall obiecała nauczycielom podwyżki w 2009 r. dwukrotnie po 5 proc., czyli w sumie o 10,25 proc. Według ZNP to za mało. – Wciąż aktualny jest postulat, w którym domagamy się 50-proc. podwyżek do 2010 r. – twierdzi Magdalena Kaszulanis z ZNP. Zwróciliśmy się do MEN z pytaniem, czy spełnienie tak wygórowanych warunków jest w ogóle finansowo możliwe. Odmówiono nam jednak komentarza w tej sprawie.

Jesienna nauka polskich uczniów jest zagrożona / Fot. Genis / http://commons.wikimedia.org/wiki/Image:Nens_escola.png

Niebezpieczne samorządy


Poza zmianami w Karcie Nauczyciela, protesty wywołują również plany resortu edukacji dotyczące samego systemu polskiej oświaty, o których pisaliśmy w lipcu. Niepokój nauczycieli wzbudza szczególnie przekazanie niektórych uprawnień samorządom. – W projekcie MEN jest kilka groźnych zapisów, które mogą prowadzić m.in. do likwidacji szkół lub przekazywania ich fundacjom oraz stowarzyszeniom – wyjaśnia Magdalena Kaszulanis. – A te będą decydować o losie placówek, np. jeśli stwierdzą, że utrzymywanie szkoły nie opłaca im się dłużej niż przez siedem lat, to później będą mogły zamknąć szkołę.

Wzmocnienie roli samorządów zwiększy również ich wpływ na wybór dyrektorów szkół. Według ZNP, grozi to upolitycznieniem tej funkcji – zwłaszcza że dyrektorem będzie teraz mogła zostać osoba niebędąca nauczycielem. Do tej pory decyzje takie (podobnie jak te o likwidacji szkół) trzeba było uzgadniać z kuratorem oświaty. Gdy zmiany planowane przez MEN wejdą w życie, nie będzie to konieczne. ZNP ma ponadto obiekcje dotyczące posyłania sześciolatków do szkół, o czym również informowaliśmy.

Ostatnim z postulatów nauczycieli jest utrzymanie uprawnień emerytalnych. Obecnie nauczyciel może przejść na emeryturę po przepracowaniu 30 lat (w tym co najmniej 20 w oświacie). Rząd zamierza taką możliwość zlikwidować. Również na tym polu ciężko będzie o kompromis, gdyż sceptyczny wobec emerytur pomostowych jest sam premier Donald Tusk. – Przypominają beczkę bez dna, z której wyciekają pieniądze, a tracą je wszyscy obywatele – stwierdził w niedawnym wywiadzie dla tygodnika „Przekrój”.

Negocjacje z prezydentem w tle


Jak się dowiedzieliśmy, poniedziałkowe spotkanie jest tylko jednym z kilku, które odbędą się w tym tygodniu. Ewentualnego porozumienia można więc spodziewać się nie wcześniej jak za kilka dni. Trzeba dodać, że podobnych spotkań było już wiele w minionych miesiącach, jednak nie przyniosły większych rezultatów. Po ostatnim z nich (19 sierpnia) Michał Boni zapowiedział wycofanie ze społecznych konsultacji projektów nowelizacji Karty Nauczyciela i nowelizacji oświaty, ale – jak podkreśla Sławomir Broniarz – nie jest to równoznaczne z wycofaniem się z realizowania tych ustaw.

Na początku sierpnia Broniarz wystosował list do premiera Tuska. „Projektowane zmiany mogą skutkować obniżeniem jakości kształcenia oraz pogorszeniem warunków pracy i nauki w polskich szkołach”, napisał prezes ZNP. Kilka dni temu miało natomiast miejsce spotkanie zarządu ZNP z prezydentem Lechem Kaczyńskim. Jak poinformował Piotr Kownacki z kancelarii prezydenta, Kaczyński „wysłuchał opinii i ocen, a z wieloma z nich zgodził się”. Zapowiedział też, że prawdopodobnie utworzony zostanie edukacyjny okrągły stół, również z udziałem ekspertów i osób bezstronnych.

Tymczasem nauczyciele już zastanawiają się, jak będzie wyglądać ich protest, jeżeli nie uda się osiągnąć porozumienia. ZNP przeprowadza wśród nich anonimową ankietę na ten temat. W grę wchodzą m.in. pogotowie strajkowe, pikiety oraz strajk generalny. Jeśli będzie to konieczne, na podstawie wyników kierownictwo ZNP podejmie we wrześniu określone kroki protestacyjne.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (9):

Sortuj komentarze:

Ja tam ironię zrozumiałem:D
A pro po nauczycielskich rodzin. Bardzo często dzieci z takich rodzin się buntują:P

Komentarz został ukrytyrozwiń

To była ironia - ja jestem z nauczycielskiej rodziny, mi nie trzeba tego tłumaczyć, serio ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mash, wakacje w Polsce trwają 2 miesiące (jeśli nie są studenckie), nauczyciele nie zarabiają 3 tys. (nawet brutto chyba żaden nie osiąga takiej kwoty, jeśli nie jest dyrektorem lub pupilkiem pana dyrektora obdarzonym przezeń nadliczbówkami). A propos wakacji: kogo mają uczyć nauczyciele w lipcu i sierpniu jeśli uczniowie nie chodzą do szkoły? Zlikwidujmy wakacje dla uczniów, nie będą ich (wakacji) mieli takze nauczyciele. W innych krajach też nauczyciele mają wakacje, a jakoś nie płaci im się symbolicznych pensji. Życzę, byś wobec tak luksusowej sytuacji nauczycieli (wynika to z Twojej wypowiedzi) po prostu został belfrem.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Równie dobrze może zastrajkować pół Polski. I co wtedy?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pewnie, po co mają strajkować - w końcu "pracują 18 godzin tygodniowo, zarabiają 3000 zł i mają 3 miesiące wakacji", nie?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie popieram strajku, popieram za to wyrzucenie z MEN minister Hall.

Komentarz został ukrytyrozwiń

W artykule jest jedna nieścisłość: ZNP nie jest przeciwne posyłaniu 6-latków do szkoły, gdyż samo zgłosiło do Sejmu projekt reformy systemu edukacji, w którym jest zapisana obowiązkowa edukacja dzieci sześcioletnich. Przeciwni są rodzice, którzy uznają że szkoły nie są przygotowane do opieki nad sześciolatkami - szczegóły na stronie www.forumrodzicow.pl

W skrócie: MEN walczy o reformę, samorządy o oszczędności, nauczyciele o wyższe pensje - tylko o dzieciach nikt nie pamięta...

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ Drażliwy temat, ale świetnie opisany.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Obawiam się, że po kwietniowym strajku, za który nauczyciele mieli potrącone wynagrodzenie - ministerstwo może spać spokojnie (czytaj: dotkliwego strajku raczej nie będzie). Zaś jeśli chodzi o zainteresowanie Pana Prezydenta dolą nauczycieli, to ciekawym, czy rzeczywiście chodzi mu o pedagogów (wszak rząd Brata planował podwyżkę wynagrodzeń w oświacie o ledwie 3 %), czy to kolejna rozgrywka z Tuskiem i jego rządem?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.