Facebook Google+ Twitter

Poczęstunek

Państwo M. mieszkali na sąsiedniej posesji w małym domku. Od strony ulicy domek miał ganek, ale domownicy używali wejścia od strony ogrodu. Ogród był rozległy, ukwiecony przy domu, w swej dalszej części bogaty w drzewa i krzewy owocowe.

W ogrodzie państwa M., który rozciągał się za płotem, bawiła się jak zawsze latem, mała dziewczynka.
Miała na imię Ania i była córeczką pięknej pani Marysieńki; jej babcia była panią Marią, a przygarbiony omnibus do wszelkiej roboty – Marynią.

Na tym wyczerpywały się warianty maryjne, bo już dama z wcześniejszego stulecia, mieszkająca z nimi prababcia, była Antoniną, od nazwiska ostatniego nieboszczyka męża zwana „babcią Królewską”. Babcia Królewska dreptała latem w jedwabnych pantofelkach, z których każda para - gdybyż mówić potrafiły - z innego balu w Petersburgu wspomnienia snuć mogła. Nosiła siwe loczki, białego pekińczyka, japońską parasolkę od słońca oraz mitenki.

Pani Maria dla odmiany posiwiałe włosy przycięte miała na pazia, zawsze czarną spódniczkę z bluzeczką rozjaśnioną nienagannie wykrochmalonym kołnierzykiem z białej piki, kameę oraz słodki uśmiech osoby całkowicie pogodzonej z życiem. Od słońca nosiła płócienny kapelusik.

Marynia, zawsze w białej chustce na głowie, nosiła błękitny fartuch w prążki i miotała się z koszykiem na zakupy, motyką do pielęgnowania klombów, wiadrami z wodą oraz niezachwianym przekonaniem, że bez niej to wszystko się rozleci.

Postacią najważniejszą i niezwykle imponującą był jednak pan Stefan, czyli dziadek Ani. Pan Stefan palił fajkę, budował drogi, a do pracy jeździł na poniemieckim motorze - potworze z koszem, który chyba sprawiał mu niejakie kłopoty, gdyż pani Maria często witała męża okrzykiem:
- Ach Stefku! Znowu był za ciasny zakręt! Zaraz to przemyjemy wodą utlenioną.

Siedmioletnia Elżunia obserwowała zza płotu życie w sąsiednim domu, podziwiała pergole z pnących różyczek, trzymała ręce z daleka od złośliwego pieska babci Królewskiej, uciekała czym prędzej na widok ryczącej maszyny i dygała grzecznie na widok pani Marii.

Ania bywała gościem wakacyjnym w domu dziadków i pani Maria chętnie zapraszała Elżunię do zabawy z wnuczką. Przy takich to okazjach Elżunia poznała dokładniej sąsiedzki dom, gdzie był parkiet, piękne półeczki z książkami (własnoręczne dzieło pana Stefana), prawdziwa alkowa małżeńska z dwoma łóżkami i Madonną, olejny portret pani Marii, a przede wszystkim ogromne biurko pana domu z telefonem! Czarnym pudełkiem z kablem i korbką. Zafascynowana patrzyła, jak pan Stefan kręci, potem mówi coś do słuchawki, słucha czegoś, czego słychać nie było, a potem komunikuje pani Marii:
- A wiesz Mario, dzisiaj na podwieczorek zapowiedzieli się doktorostwo Z.
- No widzisz Stefku, jak to miło z ich strony, odpowiadała pani Maria i dysponowała:
- Maryniu, niech Marynia obierze jabłka, trzeba szarlotkę upiec.

Pewnego dnia jednak przyjechała w odwiedziny Marysieńka i nastąpiło niezwykłe zamieszanie: panie szlochały, służąca chlipała, pan Stefan ryczał wykrzykując różne brzydkie słowa, a wszyscy naraz pojękiwali:
- Odszedł, jak tak można, taki wstyd, tak się nie godzi, co za haniebny postępek, niewybaczalne…
W końcu tak się porobiło, że i Ania zaczęła ryczeć wniebogłosy, a Elżunia oznajmiła, że idzie domu, bo głodna.
Pierwsza oprzytomniała pani Maria.
- Jezus Maryja, przecież czas na kolację, wykrzyknęła - i zaganiając wszystkich do stołu oznajmiła:
- Elżunia dzisiaj zje z nami.

Tak więc mała sąsiadka została posadzona przy stole i ujrzała przed sobą eleganckie nakrycie, serwetkę a na talerzyku...
- Lubisz zimne nóżki, prawda? – upewniała się pani Maria nakładając jej solidny kawałek galarety.
- Nie wiem psze pani, nie jadłam takiego jeszcze nigdy.
- To bardzo smaczne, nabij sobie kawałek na widelec i wsadź do buzi. Zobaczysz, że ci posmakuje.

Elżunia nieufnie nabiła na widelec trzęsący się kawałek czegoś, wsadziła do buzi i…zamarła.
Świat się zatrzymał; mówić się nie da, wypluć nie wypada, uszy pieką, oczy łzawią, wszyscy patrzą, żadnego sposobu żeby się tego pozbyć! Gula rosła w gardle, żołądek podchodził coraz wyżej, a w podniebieniu tkwiła szczotka. Szczotka !
- Co ci jest, czy coś się stało? – zauważyła troskliwie pani Maria, ale na wyjaśnienia było już za późno.
Talerzyk zapełnił się ponownie, towarzystwo zamarło i po chwili w grobowej ciszy zagrzmiał pan Stefan:
- Niewychowany bachor!
- Ależ Stefku! - zaszemrała pani Maria, wyprowadzając Elżunię do kuchni.
- No już dobrze, dobrze, akurat nieogolony kawałeczek ci się trafił, kręciła głową słuchając wychlipanego nieszczęścia.
- A to pech!
- Maryniu - niech Marynia uprzątnie, bo się Elżuni niedobrze zrobiło - zadysponowała.
- No pewnie - burczała Marynia.
- Posadzili takie do stołu i się porzygało.

Tego dnia Elżunia wróciła do domu z kawałkiem ciasta na pociechę i zapiekłą nienawiścią do wszystkiego, co się na talerzu trzęsie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (26):

Sortuj komentarze:

Pociąg mi uciekł, Jadwigo, ale nie martw się, pojadę pekaesem, tym o 5.30, już na pewno Ci nie zginę, hahaha!
Pani Irenno, całuję śliczne rączki, Agnieszka jednak prawdę mówiła, że gdzie jak gdzie, ale tu na pewno żonę znajdę, taki żarcik z tą żoną, pani Irenno, hahaha!
Przecież wcale się nie znamy, hahaha!
Też Panią pozdrawiam, Irenno, i słodkich snów o...
xxx Marian

Komentarz został ukrytyrozwiń

No to się dopchałam +

Pozdrowienia dla Pana Mariana!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jadwigo,
Agnieszka dopiero za godzinę przyjedzie i muszę powiedzieć, że jej też upał szkodzi, mimo że tu u nas upału nie ma. Bo inaczej jak można wytłumaczyć jej groźby karalne, telefonicznie kierowane do mnie, które wszystkie nagrałem?
Co do naszego spotkania w Busku Zdroju, no, skoro nie może góra do bin Ladena, musi Bin Laden do góry, prawda? hahaha!
Jadwigo, muszę Ci powiedzieć, że ja mam opinię bardzo wesołego czowieka, takiego żartownisia, o czym sama już wkrótce się przekonasz, hahaha! w realu, hahaha!
muszę iść, za godzinę mam pociąg, a Ty tymczasem napisz mi tutaj adres, to ja w kafejce sobie przeczytam,
Całuję delikatnie,
Marian
Twój
King Kong z Konga...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Oj nie bywam ja w Lęborku nawet niekiedy, Ty niecnoto Marianie!
Teraz, kiedy nadużyłeś Marianie a la'Borat gościnnosci laptopowej niejakiej Agnieszki Wu., bywać nie zamierzam rownież czasem.
Izbyś gościnnosci nie udzielonej, na osobie mojej nie nadużył sposobem chytrym.
Zagryzaj tedy zawód swój (po komuszej zawodówce) kwieciem sztucznie barwionym, a ja tymczasem na pocztę skokiem sie udam.
Do właścicielki laptopa naduzytego:
Pani Agnieszko - poniewaz możemy tak do skonczenia świata, dotychczasowe wykwity zamieszczam w kupie, kupe w dokumencie i posyłam wszystko poczta eteryczną.
Ps. Strasznie mi upał szkodzi. :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jadwigo,
Tak po imieniu napisałem, bo jesteś mądrą Kobietą i zapewne się nie obrazisz, hahaha!
Piszę z laptopa Agnieszki, bo ona go u mnie zapomniała, hahaha! Wiem, będzie na mnie zła trochę, trzy razy z pociągu dzwoniła i prosiła, żebym go nie ruszał, ale widząc Twój życzliwy wpis nie potrafiłem się powstrzymać.
Co do Heleny C., to wszystko skończone. Istotnie, łączyła nas przyjaźń męsko damska, ale kiedy jej małżonek wyrzucił ją pod moim blokiem krzycząc „Marsz do tego łosia, k..wo!”, to ja już straciłem do niej serce. Jak zapewne wiesz, w każdym mężczyźnie kryje się drapieżnik, tu puszczam wesołe perskie oczko do Ciebie;) a to co łatwo przychodzi, ceny już nie ma, hahaha!
Bardzo śmiała i dowcipna z Ciebie kobieta, Jadwigo, uśmiałem się do łez, stojąc przed lustrem i wyobrażając sobie siebie w kostiumie Borata, hahahahaha!
Napisz, proszę, czy bywasz niekiedy w Lęborku?
Twój
Marian

Komentarz został ukrytyrozwiń

Agnieszko!
Stoję w pozycji "łapy na kark" oraz leżę w pozycji "morda w glebę" jak to czynią ludzie posądzani o niewinność przez oficerów TVP w osobie prmanentnie chlejącego herbatę z gwinta Pazury.
Wygrałaś w imieniu Mariana. Oddaję Ci palmę, tę samą która tak mi pieknie odbija.
Co do krzyżówek wspomnę mimochodem, iż Dziewczynka uznaje wyłącznie miczurinowską: stonogi z prosięciem; bezguzikowy Marian - (porada gratis) - niechaj nosi kostium Borata. Elastic marki metka. Wredna Helka wróci pędem.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Marian prosił, bym napisała, że on nie jest absolutnie nieudacznikiem, tylko po prostu oberwały mu się wszystkie guziki. Co do syntetycznych chabrów, to pozostawiła je u niego niejaka Helena C. i to ona go oszukała, obiecując mu małżeństwo, podczas gdy cały czas była szczęśliwą mężatką i dobrą matką. I ani razu nie ugotowała mu golonki, więc Twoje, Jadwigo, bezpodstawne przypuszczenia muszą pozostać bezpodstawnymi, chyba że do naszej dyskusji włączy się Helena C. i zweryfikuje wersję Mariana.
Co do dzieciństwa Mariana, jest ono owiane mrokiem tajemnicy, prawdopodobnie bolesnej, choć nawet po dziesięciu piwach nigdy niczego o szczotce w podniebieniu nie mówił. Być może działa tu mechanizm wypierania, ale Marian teraz zagląda mi przez ramię i nadmienia, ze pralkę sobie kupi na raty, kiedy jakaś niewiasta zechce w końcu go poślubić. Bo na razie to one są zainteresowane tylko jego ciałem, duszę i intelekt olewając dokładnie, co nie zawsze jest miłe.
Co do gorgonzoli, to na pewno dokona tego luksusowego zakupu, ale po bolesnych doświadczeniach z Heleną C. uczyni to dopiero po wspólnych igraszkach intelektualnych, czy zatem wspomniana przez Ciebie Dziewczynka moglaby przywieźć na randkę jakąś krzyżówkę?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Agnieszko!
I tu dochodzimy do sedna sprawy: dlaczego człowiek, ktoremu się z chabrami lub golonką nie układa, nazywa się potocznie nieudacznik, zamiast "nieukladnik"?

Jest to nawiązanie wprost do genialnego odkrycia mojego potomka, ktory w wieku ledwie-co-mówiącym orzekł był, iż z nieba leci nieboszczyk, a między deskami leży deszczyk.

W ten sposób, szerokim łukiem zawracamy do dzieciństwa, naznaczonego straszliwym piętnem szczotki w podniebienu pewnej grzecznej dziewczynki, która w wieku dojrzałym i dojrzalszym dojrzewa nieustannie.
Gorgonzolaaaaaaaaaaa!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jadwigo,
Marianowi, istotnie, nie uklada sie w życiu, ale nie dlatego, że jest nieuczciwy. Gdyby tak było, to na pewno nie musiałby stać na dworcu z bukietem sztucznych chabrów w dłoni, wierz mi.
Na Interii niedawno był piękny artykuł pt. "Dlaczego psychopaci nie zostali wyeliminowani przez ewolucję", bardzo pouczający. Nie zdarzyło się jeszcze, by psychopata w wieku rozrodczym pozostawał bezpotomnym, oczywiście o ile nie obżera się toksyczną golonką w galarecie.
Winne są temu tylko i wyłącznie kobiety, bo przecież nie owce bądź jakakolwiek mniejszość seksualna, które to (kobiety) na widok psychopaty doznają osobliwych sensacji.
Co do maków, można je równiez znaleźć na podomce Mariana, ozdobionej z tyłu napisem: "Drogie mężatki, pamietajcie o tem, że najpierw obowiązek, a przyjemność potem". Nosi ją rozpiętą, ponieważ oberwały mu się wszystkie guziki, ale to nie należy już do tematu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Agnieszko!
Zamiary jego oszukańcze są niechybnie, bo juz w żadnym polu chabra nie uswiadczy. Jeno maki sie ostały, a i to dopiero na Monte; Więc ona się na taki numer nie nabierze!
A poza tym jak chce, niech czeka, żelując fryz opadły wskutek trąby.
Zawszec tam na dworcu ktos wysiądzie i w zwiedłe kwiecie nosem zaryje. :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.