Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

24010 miejsce

Pocztówka z Szanghaju

Szanghaj rozbudowuje się w błyskawicznym tempie. Jest to właściwie jeden wielki plac budowy Podejrzewam jak całe Chiny. I mimo wszelkich różnic warto to zobaczyć.

W Szanghaju - jednym z największych chińskich miast - byłam tylko 3 dni. Zrozumiałe jest, że nie zdołałam go w pełni poznać, wrażenia są subiektywne. Odniosłam wrażenie, że jest on bardziej „światowy” niż Pekin. Komunizm nie rzucał się tu tak w oczy. Ale o tym, że były to tylko pozory, miałam okazję się przekonać bardzo szybko.widok z bulwaru Bund na Perłę Orientu i zabudowania obok niej. / Fot. Klara Maj

Na ulicach różnorodność ludzi, mnogość sklepów, galerii handlowych więcej niż w Warszawie, choć może wydaje się to niemożliwe, a jednak :) Wjazd do miasta odbył się w nastroju miłego podniecenia, z myślą: - O, nareszcie wielkomiejska cywilizacja! Hotel obok Perły Orientu, tunel pod rzeką Huang Po, widoki na ścieśnione wieżowce po drodze kazały mniemać, że przyjechaliśmy prawie do Nowego Jorku. Ale jak to mówią: prawie, robi dużą różnicę.

Przede wszystkim słynna Perła Orientu jest straszliwie kiczowata. Jakieś różowe błyskotki na niej, pełno Rosjan wokół chętnych, by się zabawić. No nie wiem. Ja uciekłam do pobliskiej galerii handlowej napić się kawy w Starbucksie i rozkoszować się klimatyzacją. Powietrze ciężkie, rzeka Huang Po brudna okrutnie. Z okien hotelu widzę słynny bulwar Bund, który z bliska okazał się lepiącą się od brudu promenadą z turystami. Po rzece pływają zardzewiałe barki z węglem.

W Szanghaju mieliśmy ochotę na prawdziwe zakupy. Ale strzeżcie się ci, którzy wchodzicie w neonowe i z pozoru wielkomiejskie ulice handlowe. Zaraz wyrastają panowie w kapciach, z petami w ręku, którzy nagabują, by iść za nimi. widok z 88 piętra / Fot. Klara Maj

Zatem jeśli ktoś ma ochotę na podróbkę torebki Chanel albo zegarka Omega, to szczęścia życzę. Poszliśmy raz za takim panem, o naiwności ludzka. I kiedy zamknął nas w malutkim pomieszczeniu, w którym trzeba było schylać głowy i zaczął roztaczać nam przed oczyma swój podrabiany towar, a rzecz działa się z zapyziałym podwórku, tuż-tuż na zapleczu wielkiego centrum handlowego, to myślałam, że umrę ze strachu.

Perła Orientu / Fot. Klara MajNie, nie bawią mnie przygody. Zwłaszcza tego typu. Nadmienię, że panowie od podróbek nie mówią po angielsku ani słowa. Gorszy od tego był bazar, tak zwany Jedwabny. Nieufność wzbudził w nas brak białych ludzi. Ciągle ktoś nas zaczepiał, szarpał za łokieć. Przeżycie ekstremalne, też nie polecam. Do tego zaczął padać ni stąd ni zowąd rzęsisty deszcz, nie było widać taksówki, zrobiło się nieprzyjemnie. Pojechaliśmy w to miejsce ufni jak dzieci. Żeby kupić taniej. Ale należy pamiętać, że Szanghaj, Chiny w ogóle, to nie Ameryka.

Nie mieliśmy czasu na zwiedzanie. Zresztą w takim upale, wilgoci szczerze mówiąc nic się nie chce. Ale wybraliśmy się przejechać się superszybką kolejką maglev. Ten cud techniki, niemieckiej zresztą, rozwija prędkość do 430 km. Jej początkowa stacja znajduje się na przedmieściach miasta a koniec na lotnisku międzynarodowym, potężnym zresztą. To po to, by turystom mieszkającym w centrum w hotelach było łatwiej z bagażami. Od stacji tej kolejki do lotniska jest ok. 50 km, czyli jakieś 50 minut samochodem. Maglev pokonuje tę odległość w... 7 minut. Pół drogi się rozpędza, pół drogi hamuje i wszyscy krzyczą jak drga. Bo a nuż wypadnie z byle jak zbitych przęseł, na których jest zawieszona? Dlatego tym cudem jeżdżą chyba tylko pasjonaci, bo na lotnisko nie opłaca się tak podróżować. Samochodem jest bardziej komfortowo, bo nie trzeba się z bagażami przesiadać i czekać na te kolejkę w poczekalni bez klimatyzacji.

Generalnie dziwny kraj, dziwni w nim ludzie i ich miasta. To co, że 88 pięter ma budynek, w którym mieści się hotel Hyatt. To co, że jest tam najszybsza winda świata. Skacze ciśnienie w uszach, maglev / Fot. Klara Majkiedy jedzie z dołu na ostatnie piętro w parę sekund. Ale za to jak starą windą wjedzie się na Empire State Building w Nowym Jorku to ujrzy się panoramę będącą kwintesencją wielkiego miasta. Ale na jak długo taką kwintesencję widok ten stanowić będzie? Szanghaj rozbudowuje się w błyskawicznym tempie. Jest to właściwie jeden wielki plac budowy. Podejrzewam, że jak całe Chiny. I mimo wszelkich różnic warto to zobaczyć.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (13):

Sortuj komentarze:

Jola, no to taki typowy dośc paradoks, z jakim mierzy się wiekszość ludzi:D

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+) Piszesz, że nie bawią Cię przygody, może i nie bawią, ale lubisz, gdy adrenalina rośnie: "Poszliśmy raz za takim panem..." Klaro, uważaj na siebie. :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

emene, to namiot w moim przypadku i polany odpadają:) ja postanowiłam pójśc na łyżwy do Rockefeller center i dopnę swego;]

Komentarz został ukrytyrozwiń

aaaaaaa:)
ale. na sylwestra lecę do Nowego Jorku, zabierasz się?;]

Komentarz został ukrytyrozwiń

Klaro... To było a propos tego, ze wczoraj był materiał z Maroko dziś z Chin. Tak ogólnie... :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

pisząc "podróż" drugi raz, miałam na myśli lot:D

Komentarz został ukrytyrozwiń

bodpol:) to kwestia hierachii celów, jakie obierasz na dany moment w życiu:D podróż do Chin nie jest mega droga, Chiny są dość tanie, jedynie podróż, owszem, kosztuje. Ja zbierałam pieniądze na przelot od jesieni tamtego roku i miałam rezerwację od marca, żeby jeszcze bardziej się zdopingować;]

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+) - z nuta zazdrosci

Komentarz został ukrytyrozwiń

+;-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

ach, dziękuje Wam serdecznie:]

emene, ale ja w Maroku nie byłam:D to chyba inna jakas pani;] Jakoś do krajów arabskich, powiem ci, nie ciągnie mnie:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.