Facebook Google+ Twitter

"Pod Mocnym Aniołem" czyli wypijmy za zdrowie Smarzowskiego [Recenzja]

Kolejny film Wojtka Smarzowskiego już 17 stycznia wejdzie od kin. Czy rzesza fanów talentu reżysera wyjdzie z seansu na radosnym rauszu czy raczej z wielkim kacem?

Pod mocnym aniołem / Fot. fot.materiały prasowe"Alkohol story". Bez wątpienia takie określenie pasuje do tego obrazu. Przez prawie 2 godziny mocne trunki przelewają się na oczach widza przez wyniszczane nałogiem ciała bohaterów. Dokładnie - przelewają. Naturalizm w pokazaniu, jak płyny "wchodzą i wychodzą" z organizmów może zniesmaczyć - zwłaszcza estetów. Ale, jak powiedział podczas konferencji prasowej sam reżyser, nie spodziewa się, że esteci i abstynenci odnajdą się w tej narracji. Nawet nie powinni. Bo film jest „o” (choć według mnie nie tylko "do") "klasykach picia" - jak określa siebie i znajomych z „detoksu” pisarz Jerzy, główny bohater grany bardzo wiarygodnie przez Roberta Więckiewicza.

Owi "klasycy picia" to ludzie różnych profesji, o różnym statusie społecznym, w rożnym wieku, którzy piją na umór, podlegając pełnej psychicznej, społecznej i fizycznej destrukcji powodowanej przez nałóg. Kierowcy, robotnicy, reżyserzy, księża, farmaceuci. W ich rolach plejada „gwiazd” polskiego kina - czy (jak też coraz częściej określa artystów, z którymi systematycznie pracuje reżyser) - „aktorzy Smarzowskiego” (m.in. Izabela Kuna, Iwona Wszołkówna, Kinga Preis, Agata Kulesza, Adam Woronowicz, Marian Dziędziel, Arkadiusz Jakubik). Twarze dobrze znane, charakterystyczne. Swoją pracę wykonali, jak zwykle – bez zarzutu. Naprawdę „wciągają” widza w swoje światy, swoje historie. Zabierają publiczność do swoich podupadłych przez nałóg domów, w podróż przez pijackie „ciągi”. Pozwalają poczuć odór moczu, wymiocin, kału… Tak, tak – nie brak na ekranie płynów ustrojowych i innych fekaliów i to w dużych ilościach. Nie brakuje też przemocy, gwałtów, przygodnego seksu, rodzinnych dramatów, podeptanej miłości. I dławiącej samotności.

Można zaryzykować tezę, że to, co o alkoholizmie jest do powiedzenia – a ściślej pokazania – Smarzowski pokazał. Że w Polsce pije się od zawsze, wszędzie i z dowolnego powodu. Że nieważne, czy pije się wódkę za PRL-u, bimber „za Solidarności” czy "Żołądkowa gorzką" w kapitalistycznym anturażu, w melinie czy „na salonach”, to upadek i upodlenie człowieka jest jedno.

Niewiele nowego miał tu reżyser do powiedzenia, więc „Pod Mocnym Aniołem” nie jest filmem szczególnie odkrywczym czy zaskakującym. Na pewno drastyczny naturalizm jest jego cechą charakterystyczną. Wydaje się jednak, że to trochę za mało (a może nie tędy droga…), by sprostać w pełni oczekiwaniom publiczności, przyzwyczajonej do „przełomowości” dzieł Smarzowskiego…

Ale w sumie dlaczego reżyser koniecznie miałby dążyć do spełnienia nadziei publiczności? Przecież zrobił ten film też dla siebie. Chciał zmierzyć się z tematem – i przy okazji z zupełnie niefilmową prozą Pilcha – i już. Zagadnienie picia w rzeczywistości krajowej (i nie tylko) poznawał „od zawsze”. Więc temat bez wątpienia zna i pokazał go tak, jak chciał. Na pewno bardziej dosadnie niż to dotychczas robiono (choć nie należy zapominać o "Wszyscy jesteśmy Chrystusami" Koterskiego).

A porównywanie tej produkcji do poprzednich filmów Smarzowskiego? Znajdą się elementy wspólne i różnice. Tytułu "mistrza obserwacji" na pewno nie można reżyserowi nadal odebrać.

Jak podkreśla, zależało mu przede wszystkim na pokazaniu samotności i „nieciągłości” czasu. Ten ostatni efekt osiągnięto zwłaszcza dzięki charakterystycznemu, rwanemu, niechronologicznemu montażowi. Samotność towarzyszącą nałogowi też „z sukcesem” udało się „odtworzyć”. Szczelnie wypełniła wnętrza, w których mierzyli się zamknięci z nią sam na sam bohaterowie.

No i bez wątpienia film obnaża bolesną „biologię picia” (że posłużę się określeniem zapożyczonym z Kingi Preis). „Psychologii picia” też nie zabrakło.

Pod mocnym aniołem / Fot. fot.materiały prasoweWedług założeń twórców „Pod Mocnym Aniołem” miał najpierw widzów bawić, potem sprawić, by odczuwali zażenowanie, a na końcu przerazić. Przyznaję, że teksty i poszczególne sceny w pierwszej części rzeczywiście wywołują niewymuszony uśmiech. Niesmaku, a nawet odrazy, naprawdę nie sposób potem nie poczuć.

A strach? Myślę, że wiele osób po projekcji długo nie sięgnie nawet po kieliszek wina do obiadu czy koniaczku „dla relaksu”. Tak profilaktycznie… A w uszach będą pobrzmiewać im słowa Jerzego: „Każdy, kto na ławce w parku otwiera pierwsze wino, nie śni nawet, że może zostać klasykiem picia”.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (8):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 18.01.2014 01:17

Mało jest filmów, które mną "wstrząsnęły". Zwłaszcza polskich.

Na pewno był takim "Miłość" Michaela Haneke. Widziałem raz. I nie obejrzę ponownie. Odchorowałem.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Widziałem.
Niczego odkrywczego w nim nie znalazłem. Zaznaczam - ze swojego, specyficznego punktu widzenia i własnych doświadczeń.
Nie sądzę też, żeby film "wstrząsnął Polakami", jak tytułuje dziś jeden z portali.
Myślę że doszliśmy do takiej ściany, że jakikolwiek obraz z "zewnątrz" - znaczenie ma niewielkie. Dwie godziny w wygodnym fotelu i nawet sceny mniej lub bardziej w ten fotel wciskające - to efekt znikający niemal natychmiast po wyjściu z sali. Nas to przecież nie dotyczy....
Zaryzykuję stwierdzenie, że tylko własne doświadczenia mogą mieć realny wpływ na ewentualną zmianę własnych zachowań. Nie czyjeś, a już bynajmniej nie z tak bezpiecznego "oddalenia" i w tak dosłownym otoczeniu wrażeń na co dzień, gdzie wyobraźnia stale ma coraz mniejsze i mniejsze znaczenie.
Niemniej jednak - do refleksji. Oby.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie mam dylematu: pójść czy nie pójść do kina. Pójść, oczywiście. Myślę, że mroczniejszego filmu niż "Dom zły" Smarzowski nie zrobił.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 16.01.2014 18:34

Biję się z myślami, iść czy nie iść do kina. W końcu to film Smarzowskiego. Ale o czymś, co jest mi zupełnie obce, a i poznawać (choćby jako widz) bym nie chciał.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo interesująca recenzja . Ten film powinni zobaczyć wszyscy. Nie wierzę aby w swoim życiu ktoś nie spotkał się z problemem alkoholizmu . Alkoholizm to choroba duszy .Nie szczędzi nikogo począwszy od robotnika po księdza , pisarza ,adwokata , profesora.
Może niejeden widz który uznawał się za smakosza zrozumie ,że jest uzależniony . Choć jeden uratowany trzeźwy alkoholik to sukces .

Komentarz został ukrytyrozwiń

Recenzja upewniła mnie w przekonaniu, że nie chcę oglądać tego "dzieła".
Może się nada do Izby Wytrzeźwień jako obraz "ku przestrodze".

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękuję za bardzo wyczerpującą recenzję. Jednak ja nie wybuiorę się na ten film.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mnie nie zaproszą wcale.Też bym się napił.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.