Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

35853 miejsce

Podróż pociągiem, czyli pasmo niechcianych przygód

Podróż pociągiem to zawsze wielka niewiadoma. Może się okazać, że brak miejsc siedzących to dość nieduży problem w porównaniu z tym, że drzwi rozpędzonego wagonu są otwarte, a konduktorka proponuje nam udanie się do ubikacji.

Pociągi to temat nierozerwalnie związany z moim życiem. Jako córka Lubelszczyzny, zamieszkała na stałe w Krakowie, korzystam z kolei regularnie. Nosi to w sobie cechy świadomego wyboru, bo przecież nie jest to jedyny z dostępnych środków lokomocji. Podczas gdy w ciągu doby mogę liczyć na zaledwie dwa bezpośrednie pociągi relacji Kraków-Lublin, to obsługujące ten odcinek busy odjeżdżają z dworca kilka razy dziennie. Ponadto za podróż na czterech kołach płaciłabym mniej. Mimo to z uporem maniaka wybieram zawsze usługę Polskich Kolei Państwowych. Przedkładam względną wygodę z możliwością skorzystania z ubikacji i rozprostowania nóg nad kilkugodzinne zamknięcie w klatce rozpędzonego busa.

Niejednokrotnie już przekonałam się, że nie każda przejażdżka w pociągu to czysta przyjemność i wygoda. W czasie mojej studenckiej kariery spędziłam wiele godzin stojąc na korytarzu, raz natomiast w ramach przedświątecznej atmosfery przez pięć godzin wciskałam się w drzwi od ubikacji - i byłam z tego powodu szczęśliwa, bo z braku miejsca niejedna osoba nie zdołała w ogóle wsiąść do pociągu. Dwa razy miałam problemy z uznaniem mojej legitymacji, bywały też mało przyjemne sytuacje spowodowane towarzystwem niesympatycznych współpasażerów. Mimo to wczoraj, w piątkowe popołudnie, raźno wkroczyłam na piąty peron krakowskiego dworca.

Wagon dla wybranych?



Pociąg przywitały tłumy ludzi. Na wagon, który zatrzymał się przed otaczającą mnie grupą pasażerów został przeprowadzony natychmiastowy szturm walczących o miejsca siedzące. Szarpanie za klamkę pojazdu okazało się jednak bezskuteczne. Drzwi były zamknięte, a wisząca obok nich kartka informowała, iż cały wagon przeznaczony jest na przejazd służbowy i pasażerowie nie mogą do niego wsiąść.
- To nie pierwszy raz już tak - skomentowała to wzburzonym tonem stojąca obok mnie starsza kobieta. Zajrzeliśmy w puste przedziały zarezerwowanego wagonu i ustawiliśmy się w kolejce do sąsiedniego, dostępnego dla szarego obywatela. Oczywiście było już za późno. Nie tylko nie było wolnych żadnych miejsc siedzących. Niemożliwe okazało się nawet wejście na korytarz. Zrezygnowana usiadłam w znajome mi już miejsce obok ubikacji, oczekując na zamknięcie drzwi i odjazd.

Podróż przy otwartych drzwiach



Pierwsze nastąpiło to drugie: pociąg ruszył przy otwartych drzwiach. Po kilku minutach sunął już przez podkrakowską okolicę.
- Proszę zamknąć te drzwi! - rzuciła w moim kierunku kobieta tkwiąca na korytarzu wagonu.
- Wie pani, ja się trochę boję tak wychylać - odparłam, patrząc z lekkim przerażeniem na otwartą i mknącą przed moimi oczami przestrzeń. Na szczęście w pobliżu znalazł się wysoki mężczyzna, który wychylił się i dokonał bohaterskiego czynu.

Bilet klasy pierwszej - to za dużo pisania



-Zamkliście (1) te drzwi? - rozległ się nagle uradowany głos pani konduktorki - to dobrze, bo szukałam które drzwi są otwarte.
Pracowniczka PKP od razu została otoczona przez podróżnych chcących kupić bilet.
- Ale proszę mi podać odliczone kwoty. Ja w ogóle nie mam wydać. Mam tylko 150 złotych. Inaczej biletów nie będzie - oświadczyła kobieta. Dzięki pasażerskiej pomocy jakoś udało się pomóc rozmienić pieniądze tym, którzy mieli tylko banknoty o wysokich nominałach. Również ja przeglądałam nerwowo portfel. Zmęczona po całym dniu pracy, mając w perspektywie pięć godzin w zimnym przejściu między wyjściem z pociągu a ubikacją, rozważałam dopłacenie do biletu pierwszej klasy.
- Przepraszam, ile to by kosztowało? - pytałam konduktorkę, która zmierzyła mnie wzrokiem i stwierdziła stanowczo:
- Moja droga, co najmniej połowę wartości biletu normalnego!
- Czy mogłaby mi pani powiedzieć dokładnie? Jeśli mam przy sobie tyle gotówki, zdecyduję się na tę dopłatę.
Tu moim oczom ukazała się gruba książeczka, dzięki której po prześledzeniu palcem kilku złożonych z kolumn tras konduktorka rzuciła kwotę blisko trzydziestu złotych. Tyle na szczęście miałam.
- Ale to nie teraz, bo to dużo pisania. Proszę trochę poczekać, ja tu wrócę. Proszę sobie siąść w ubikacji i się wysikać - oświadczyła kobieta i, zostawiwszy mnie w stanie lekkiego osłupienia, zniknęła w tłumie pasażerów. Więcej jej nie spotkałam. Nie kupiłam biletu na pierwszą klasę - PKP nie chciało moich pieniędzy; za to po dwóch godzinach jazdy w zimnym korytarzu udało mi się doczekać miejsca w przedziale dla palących.

Podróż bez problemów - to chyba zbyt proste



Podróż pociągiem to zawsze wielka niewiadoma. Przy dobrych wiatrach jedyną niedogodnością są dłużące się godziny. Bywa jednak tak, że przychodzi chwila refleksji nad smutnymi realiami. Mimo iż lubię podróżować koleją, trudno jest traktować mi sytuacje podobne do wczorajszej jako coś normalnego. Zamiast przygody z dreszczykiem chciałoby się po prostu wsiąść, na kilka godzin zatonąć w lekturze i dojechać na miejsce. Tymczasem lepiej chyba jest oczekiwać niewiadomego. Niektóre zdarzenia mogą diametralnie zmienić nasze podejście do życia. W pewnym momencie brak miejsc siedzących w pociągu to zbyt mało, by nas zaskoczyć i zdenerwować. Zupełnie niespodziewanie może się okazać, że jedne z drzwi rozpędzonego pociągu są otwarte, a pani konduktor zaproponuje nam wypróżnienie się w toalecie.

(1) Zachowano oryginalną gramatykę.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (15):

Sortuj komentarze:

+ - mimo, że opisane przygody nie były zbyt przyjemne dla autorki, to jednak fajnie zbudowany klimat rodzimych przejazdów koleją.

Komentarz został ukrytyrozwiń

jednak podróż koleją dostarcza wrażeń, przy których autobusy wysiadają trzeba korzystać, później(czyt.za 50 lat) już tylko transport 'na miarę człowieka'

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ pociągi do tej pory były tylko odległym epizodem w moim życiu, Teraz pewnie staną się czymś, co pokocham miłością tak niewdzęczną jak autobusy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Krajowy pociąg - jeszcze nie widać, a już czuć...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie powinno byc bardzo zle, jesli kupisz wczesniej bilet - to jest pociag objety rezerwacja miejsc. Ja w Lubelskie jezdze pospiesznym, gdzie miejscowek nie ma.

Komentarz został ukrytyrozwiń

cóż. Ja planowałam podróż kraków-gdynia pociągiem w najbliższym czasie. Myślicie, że będzie aż tak źle?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dobry tekst.
Rada na przyszłość - jak jest straszny tłum od razu idź do pierwszej klasy. Jak przyjedzie konduktor sprawdzić bilety to wtedy prosisz o dopłatę.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Po prostu dobre!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ale przynajmniej na starość reumatyzm nie powykręca mi kości od zmywaka w Dundee

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeżdżę tymi IC, pozostałymi nie.Ostatni raz jechałem IC jakieś 5 lat temu. Kiedyś jeździłem, podobały mi się zwłaszcza "stodoły". Zawsze siadaliśmy z kumplami na stopniach w otwartych drzwiach wagonu i podziwialiśmy okolicę ,i zawsze była to konkurencja z konduktorem, on próbował nas przyłapać na jeździe przy otwartych drzwiach, a my nie dawaliśmy się jemu złapać.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.