Facebook Google+ Twitter

Podróż z Kamp! do lat osiemdziesiątych

Kamp! wczoraj dowiódł, że i w Polsce da się robić świetną muzykę i grać fantastyczne koncerty.

 / Fot. Krzysztof SzlęzakSoundbar to przedsięwzięcie, które było Lublinowi potrzebne, żeby przyciągnąć wreszcie trochę małych zespołów i ciekawych klubowych i elektronicznych koncertów. Nie ma punkowej, ciężkiej famy Grafitti, nie razi on też niechlujstwem Tektury (z całym szacunkiem dla miejsca, które uwielbiam z wielu innych powodów). A o tym, że przyciąga artystów całkiem skutecznie, niech świadczy fakt, iż grali tu w ciągu ostatnich tygodni i Robert Babicz, i Hungry Hungry Models. Przyszedł czas na pierwszy koncert Kamp!, którzy zdobywają szturmem serca polskich fanów, grają na dużych festiwalach (i niedługo będą supportowali Caribou w Gdańsku) i być może mają szansę stać się towarem eksportowym - choć to sprawa trzecioplanowa.

 / Fot. Krzysztof SzlęzakPrzez dwie godziny rozgrzewały nas sety lokalnych Dj-ów, którzy zresztą dość często występują w Soundbarze. Komu się podobało, szanse na powtórkę ma każdego tygodnia właściwie. Trochę hitów w stylu Empire of The Sun, zanurzonych w mocniejszych, bardziej agresywnych bitach - tak mniej więcej brzmiał początek. Po godz. 23 rozległa się kaskada lżejszych dźwięków, entuzjastyczne brawa, i na scenie pojawili się trzej młodzi muzycy.

Zdecydowanie zasłużyli sobie na nasz zachwyt - publiczność nie chciała wypuścić ich później ze sceny. Na tle pulsujących świateł szalał pan z pałeczkami, dostarczając przemiłych rytmów (tu pojawiło się moje pierwsze skojarzenie z The Rapture), drugi z nich dbał o miękkie gitarowe melodie, a trzeci z nich śpiewał - i tu skojarzenie z The Rapture numer dwa - brudniejszym i ciekawszym głosem niż na płycie.

 / Fot. Krzysiek SzlęzakOgólna refleksja jest z resztą taka, że Kamp! to zdecydowanie zespół koncertowy - ich kompozycje na żywo nabierają gęstości i głębi, której echa zaledwie słychać w nagraniach płytowych. Udało im się także wybrnąć z problemu wynikającego z małej ilości nagranego materiału - rozbudowywali kompozycje, wydłużali bity, bawili się konwencjami, przechodząc od synthpopowych ballad do rozmigotanych ścian dźwięków, które otworzyły i zamknęły bis "Breaking a ghost heart". Poza tym oczywistym, żelaznym już utworem, było "The crusader", "Tristesse Royale" i cudne "Heats". Każde świetnie zagrane.

 / Fot. Krzysiek SzlęzakDla tych, którzy nie byli, pozostaje namiast w postaci kawałków zamieszczonych na ich Stronie. Sprawdźcie, kiedy Kamp! będzie w waszej okolicy i idźcie koniecznie. A zanim to nastąpi, spotykamy się 12 czerwca na powtórce Hungry Hungry Models w Soundbarze właśnie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.