Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

3951 miejsce

"Podróżny Ludzkich Przestrzeni." Wywiad z Lechem L. Przychodzkim

Lech Lele Przychodzki urodził się 1956 w Lublinie. Filozof sztuki, publicysta, reportażysta i tłumacz; w 1974 r. współzałożyciel ostatniej kontrkulturowej grupy literackiej związanej z tzw. Nową Falą – Ogrodu/Ogrodu-2.

 / Fot. W24W marcu ubiegłego roku lubelski UMCS zorganizował Ci 35-lecie pracy twórczej. Imprezę w Chatce Żaka prowadziło dwoje profesorów zwyczajnych i jeden doktor. A Ty nadal pozostajesz magistrem...
Lech Lele Przychodzki: Trudno od gościa, który dziś jest w Wilnie, jutro w Berlinie, a wczoraj był w Wałbrzychu wymagać koniecznej dla tego typu kariery - systematyczności. Musiałem wykształcić inny rodzaj systematyczności (inaczej bym utonął w dokumentach, książkach, fotografiach, nagranych i pustych taśmach) - ale adekwatny do porządku w duszy (i mieszkaniu) naukowca to on nie jest. Zupełnie. Rządzi się innymi prawami. Imprezę w "Chatce..." prowadzili zaiste ludzie nie tylko obdarzeni tytułami, ale też naprawdę mądrzy. I moim zdaniem dobrzy. Wtopiony w pejzaż- L. L. Przychodzki / Fot. Z archiwiwum L.L Przychodzkiego/ zdjęcie prywatneDwoje pierwszych (prof. Jadwiga Mizińska i prof. Stefan Symotiuk) wciąż pamięta, iż byłem dawno temu ich studentem. A Jędrek Filus wydał ostatnią moją książkę...

Każde z nich zna chyba nieco inne Twoje "wcielenie"?
Musiałabyś ich zapytać (śmiech). Ale chyba masz rację. Najpierw znali mnie jako poetę, twórcę fluxusu i włóczykija. To czasy "Ogródu/Ogrodu-2" i Lech L. Przychodzki i dachy Zlatej Prahy / Fot. Z archiwiwum L.L Przychodzkiego/ zdjęcie prywatnemoich studiów, najpierw polonistyki (KUL), potem filozofii (UMCS). Dlaczego nie mówię jako studenta? Po prostu na studiowanie zostawało już mało czasu, bywałem na uczelni rzadko, ale chyba skutecznie. Z pracą magisterską i jej obroną kłopotów nie było. Potem jako niespokojnego ducha opozycji, ale coraz bardziej odległego od "Solidarności", którą w 1980 r. przecież współtworzyłem.

Byłeś związany z trójmiejskim Ruchem Społeczeństwa Alternatywnego.
Może trudno to zrozumieć dzisiejszym młodym ludziom, ale przede wszystkim związany byłem przyjaźniami. Bo wówczas słowo "przyjaźń" znaczyło coś naprawdę. Przyjaźnie decydowały o mojej współpracy z Galerią EL, RSA czy międzynarodową ekipą fluxusu "Double Travel". I o tym, że w pewnej chwili zacząłem chronić środowisko naturalne, to był chyba wrzesień 1988 roku.

Stan wojenny dla jednych był tragedią, dla innych groteską. Czym był dla Ciebie?
Na pewno nie był szokiem. Jeszcze 2 tygodnie przed jego wprowadzeniem zastanawialiśmy się w Warszawie podczas zjazdu Polskiego Towarzystwa Higieny Psychicznej, czy Generał zaaplikuje go nam w Boże Narodzenie, czy poczeka do sylwestra. Sporo ludzi wiedziało, nieznany był tylko dokładny termin.

Wyszedłeś z tego okresu naszej historii raczej bez strat.
Dla mnie był kabaretem. Nie potrafiłem się go bać, wystarczyło, że bała się niekiedy moja żona, która zresztą dopiero wiosną 1990 r. uwierzyła, że przez 9 lat byliśmy na okrągło kontrolowani.
Klub LIBERTE w Czeskim Cieszynie. Lech L. Przychodzki mówi o sztuce Bogdana Anastazego Wiśniewskiego / Fot. Z archiwiwum L.L Przychodzkiego/ zdjęcie prywatne Musiała, bo zjawił się u nas (uczyliśmy wtedy od 5 lat w wiosce na granicy Ziemi Lubuskiej i Pomorza Zachodniego) tubylczy komendant posterunku i wyznał całe te 5 lat grzechów władzy wobec naszej rodziny. To, że czytali listy wiedziałem, ale to, że zawiadowca stacyjki melduje natychmiast, dokąd kupiłem bilet tylko podejrzewałem. A komendant po prostu chciał pozostać komendantem. I ja miałem mu wystawić jak najlepsze referencje (śmiech)!

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (10):

Sortuj komentarze:

Martyna Mirczuk
  • Martyna Mirczuk
  • 11.12.2011 00:34

Wygląda na to, że rozmówca red. Traciak doskonale od lat wie, dokąd zmierza. Może właśnie dlatego prócz prof. D. Fijałkowskiego, którego wspomina i Janusza Opryńskiego, którego nie wspomina a znać musi - Lech L. Przychodzki należy do najbardziej rozpoznawalnych w Polsce i Europie lublinian. Bez względu na to, co o swoim mieście myśli (a ma prawo myśleć różnie) będzie z nim kojarzony, choćby na zasadzie kontrastu między powszechną apatią i biernością a aktywnością kilku najbardziej uzdolnionych i odpornych na biurokrację postaci miasta nad Bystrzycą.

Komentarz został ukrytyrozwiń
Misia Goś
  • Misia Goś
  • 28.07.2011 09:42

Lele świetny Gość a ten wywiad to potwierdza.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tak Emi, to bardzo interesujący człowiek i świetny reportażysta.

Panie Robercie w realnym życiu, jest uczuciowy, prawdomówny i wspaniały kompan do długich rozmów...;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dwadzieścia patę lat temu, zaczytywałem się w WiPowej Akapali . Wtedy znałem Lelego jedynie z tekstów.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Świetny wywiad z bardzo ciekawym człowiekiem. 5*

Komentarz został ukrytyrozwiń

super wywiad!!!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękuje Panie Adamie:)

Lele wciąż zaskakuje...Nie lubi ściemy, nadgorliwości. Kocha swój zawód i to co robi.

Jest konsekwentny i wymaga- od siebie. Jeśli pomaga, to wkłada w to całą swą energię i wiedzę.

Komentarz został ukrytyrozwiń
Do vile
  • Do vile
  • 15.07.2011 13:12

Tak, On jest wspaniałym. Dla niego PRZYJAZN, to nie PUSTE słowo.

Komentarz został ukrytyrozwiń
vile
  • vile
  • 15.07.2011 07:06

Dobry wywiad z wspanialym czlowiekiem. Zawsze pod prad.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Gratuluję znakomitego wywiadu!!!
Czapki z głów przed Mistrzem!!!
Dla mnie jest równie dobry jak Stanisław Michalkiewicz (choć to różne formy dziennikarskie).
Nie tylko "Gazeta...", ale również polska edycja "National Geographic" pod wodzą Martyny obniża poziom CAŁEGO dziennikarstwa. Niestety takich tytułów jest więcej. Ale cóż- jeden team.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Zobacz także:

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.