Facebook Google+ Twitter

Podróżować... inaczej myśleć. Recenzja książki Krzysztofa Środy

Armenia: Kaukaz, sąsiedztwo Gruzji, pierwsi chrześcijanie. Arka Noego na górze Ararat. Tureckie czystki etniczne. Rzeź 1,5 mln Ormian. Lawasz i toasty. "Dobra córka zastąpi siedmiu synów". Twarze ze zdjęć moich prababek ze Stanisławowa. Książkę autorstwa pana Środy wybrałam do recenzji z pobudek sentymentalnych. Korzenie mojej babki są ormiańskie, sięgam więc czasem do literatury powiązanej z tamtym regionem.

 / Fot. okładka książkiPierwszym wrażeniem, gdy zobaczyłam "Podróże do Armenii(...)" było zdziwienie. Objętość 158 stron. Nie żebym była zwolenniczką literackich cegieł. Niejednokrotnie, czytając książki podróżnicze, miałam wrażenie, że autorzy zamiast zrobić korektę tekstu, wrzucili wszystkie najdrobniejsze notatki. Ważne z punktu widzenia chwili, a mało istotne dla całości podróży. Czasem zastanawiałam się czy wydawnictwa nie kontraktują ich na ilość stron, a nie na jakość tekstu. Mając przed sobą "Podróże do Armenii (...)", można popaść w intelektualną krótkowzroczność "158 stron... łyknę w jeden góra dwa wieczory i już". Jednak ta pozycja nie daje się łyknąć. Trudno się nią też delektować. To nie rozkoszny opis galimatiasu, jaki ma przypadkowy nabywca winnicy w Toskanii. O nie. Tu czujesz jak każde zdanie wcieka w ciebie i zaczynasz wplatać się w opowieść snutą przez autora.

Krzysztof Środa zabiera nas w podróż do Armenii i innych krajów. Owa Armenia jest tak naprawdę punktem odniesienia. Jesteśmy w Paryżu, Rumunii, Polsce, na Kaukazie. Tak jakby autor chciał udowodnić, że granice są w nas. Zwiedzamy nielinearnie. Ponadczasowo. Zwiedzamy zapamiętanymi obrazami, mniej lub bardziej istotnymi. Spotykamy ludzi. Zjadamy lokalne jedzenie. Obserwujemy aktualną dla danej chwili sytuację w Paryżu czy Erewaniu. Jedziemy samochodem drogą z Iranu do Erewania. Zwiedzamy ulice Goris. Wsiadamy do autobusu, by pojechać krętymi górskimi drogami Kaukazu.

Opis rytuału obchodzenia przez rodzinę dnia śmierci bliskiego jest drobiazgowy i bardzo plastyczny. Odwiedziny, krzątanina przy grobie, porządki, lamenty kobiet. Autor nie dodaje od siebie nic, a jednak ostatni wers "i odchodzą, pozostawiając topiące się w słońcu czekoladki". Zero słów o własnych emocjach, niby jest "sucho", a jednak bardziej wciąga, niż nasycone ekspresjami i impresjami podróżnicze "bla-bla-bla". Książka Krzysztofa Środy pozostaje w zakamarkach głowy i w najmniej oczekiwanym momencie potrafi powrócić, by... no właśnie. Wywołać życiowe przemyślenia? Zastanowić nad sensem podróżowania? No właśnie... nie. Słowa odradzają się i pozostawiają potrzebę uzupełnienia. O siebie. Mark Twain napisał kiedyś: "za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj. Śnij. Odkrywaj". Czytając "Podróże po Armenii (...)", podróżuję, śnię i odkrywam. Skupiam się na każdym szczególe, który autor wyłuskuje niczym ziarno fasoli. Ziarnko po ziarnku. Pająk snujący sieć w samochodzie, zapach paryskiego metra, konfiguracja niedopałków w kawiarnianej popielniczce. Zapuszczam korzenie w inny wymiar podróżowania. W inny sposób obserwowania rzeczywistości.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.