Facebook Google+ Twitter

Podsumowanie 22 kolejki Orange Ekstraklasy

Deszcz goli, błyskawiczne zmiany lidera i masa emocji - to wszystko przyniosła kibicom 22. seria spotkań piłkarskiej Orange Ekstraklasy. Zabrakło tylko niespodzianek. Zgodnie zwycięstwa odniosły drużyny z czołówki: GKS, Zagłębie, Korona, Legia, Wisła, ŁKS i Lech.

Wisła Płock 0:3 Legia Warszawa

Pojedynek w Płocku otworzył rozgrywaną nietypowo, bo w środku tygodnia 22. serię pierwszoligowych spotkań. O ile przed pierwszym gwizdkiem sędziego miejscowi kibice przejawiali nadzieję na wywalczenie przez gospodarzy choćby punktu, tak wydarzenia na boisku szybko rozmyły wszelkie złudzenia. Wisła nie była tylko tłem dla rozgrywającej kolejny świetny mecz Legii. W podstawowej jedenastce zespołu gości znalazł się jeden z najbardziej krytykowanych piłkarzy "Wojskowych" - Piotr Włodarczyk. 30-letni napastnik zamknął jednak swym przeciwnikom usta, strzelając we wtorek dwa piękne gole. Najpierw w 25. minucie otworzył wynik, precyzyjnym uderzeniem w długi róg pokonując Roberta Gubca, a w końcówce ustalił rezultat po kilkudziesięciometrowym maratonie z piłką. W międzyczasie drugie trafienie dla legionistów zaliczył Roger. Było to drugie zwycięstwo stołecznych pod wodzą Jacka Zielińskiego. Podobnie jak w sobotę z Arką, tak i w spotkaniu z Wisłą, Legia strzeliła trzy gole, nie tracąc żadnego. Czyżby wspaniały powrót warszawian do stawki drużyn walczących o tytuł mistrzowski stał się faktem?


Korona Kielce 3:0 Widzew Łódź


Zęby na mistrzostwo Polski ostrzą sobie także w Kielcach. Rozpędzona serią wygranych Korona była zdecydowanym faworytem meczu z osłabionym Widzewem. Łodzianie wciąż mieli w pamięci ślamazarny występ przeciw Wiśle Płock, lecz graczom Kolportera do stóp nie padli. Pierwszą szansę na objęcie prowadzenia mieli jednak gospodarze. Już w 10. minucie po pięknym uderzeniu Pawła Golańskiego strzegącego bramki Bartosza Fabiniaka uratował słupek. Widzewiacy nie chcieli pogodzić się z rolą chłopców do bicia, czemu wyraz dali trzy minuty później. Po sprytnej próbie Sashy Bogunovicia piłkę końcami palców obronił jednak Maciej Mielcarz. Po pierwszej połowie nic nie zapowiadało prawdziwego deszczu goli, jaki niebawem spaść miał na stadion przy ul. Ściegiennego. W 57. minucie w polu karnym gości runął Maciej Kowalczyk, a sędzia bez wahania wskazał na "wapno". Pewnym wykonawcą "jedenastki" okazał się Grzegorz Bonin. Coraz groźniejsze ataki Korony zaowocowały w 69. minucie, kiedy to strzał Marcina Robaka skutecznie dobił Krzysztof Gajtkowski. W tym momencie łodzianie stracili chyba jakąkolwiek nadzieję choćby na remis, bo bardziej niż na ofensywnych zapędach skupili się na faulowaniu przeciwników. W całym spotkaniu otrzymali aż sześć żółtych kartek. W doliczonym czasie gry bajeczną akcję przeprowadził najwyższy pomocnik Orange Ekstraklasy, Michał Trzeciakiewicz, ustalając końcowy rezultat na 3:0. Korona przez najbliższe kilkadziesiąt godzin cieszyć się mogła z objęcia fotela lidera ligi.


Wisła Kraków 2:1 Górnik Łęczna



Jeśli zmiana trenera Wisły oznaczać miała błyskawiczną poprawę gry zespołu, to pierwsza połowa środowej potyczki z Górnikiem była absolutnym zaprzeczeniem tej tezy. Krakowianie nie potrafili trafić do siatki rywala nawet z najbliższych odległości, nie uspokajając zszarganych w ostatnich tygodniach nerwów fanów. Ba, wskaźnik kibicowskiej złości pod Wawelem poszedł w górę w 57. minucie, kiedy to prowadzenie dla łęcznian zdobył Łukasz Masłowski. Stracony gol musiał być kubłem zimnej wody na głowy gospodarzy, którzy wyrównali zaledwie po 180 sekundach. Po dośrodkowaniu Jeana Paulisty Przemysława Tytonia pokonał Piotr Brożek. W 73. minucie w roli głównej wystąpił już Brazylijczyk, strzelając zwycięską bramkę dla wiślaków. "Biała Gwiazda" zainkasowała długo oczekiwane trzy punkty, lecz styl gry zespołu wciąż nie może napawać optymizmem przed kolejnymi ligowymi potyczkami.


ŁKS Łódź 2:1 Cracovia Kraków


Nakarmiona wygraną z liderującym w tabeli GKS-em Bełchatów Cracovia miała stawić w Łodzi czoła ŁKS-owi. Początek spotkania musiał jednak pokrzyżować plany podopiecznym Stefana Majewskiego. Już w 8. minucie Mariusz Magiera dokładnie dośrodkował na głowę Ensara Arifovicia, a Bośniak bez problemu zdobył swojego ósmego gola w sezonie. Szybko objęte prowadzenie jeszcze bardziej tchnęło wiatr w żagle gospodarzy. Dziesięć minut później świetnym rajdem z piłką popisał się Litwin Marius Kizys, by po chwili pewnie pokonać Marcina Cabaja. Łatwo stracone bramki podcięły skrzydła "Pasom". ŁKS dominował na boisku tak przed przerwą, jak i po niej. Jedyne trafienie drugiej połowy padło jednak łupem gości. W kontrowersyjnych okolicznościach honorowego gola dla krakowian strzelił Piotr Bania. Podniesiona chorągiewka sędziego bocznego zmyliła łodzian, którzy postanowili nie utrudniać zadania napastnikowi rywala. Suma sumarum - trzy punkty zostały w Łodzi. Zawodnicy Marka Chojnackiego znów potwierdzili swoje aspiracje do walki o europejskie puchary, odsyłając do cienia błyszczących w niedzielę graczy Cracovii.


Górnik Zabrze 0:3 Zagłębie Lubin


Wielkiego wyczynu z pojedynku z Legią nie powtórzyli przed własną publicznością piłkarze Górnika Zabrze. Podopieczni Marka Motyki gładko ulegli Zagłębiu Lubin. Od początku meczu karty na murawie rozdawali "Miedziani", wyższość w niemal każdym elemencie gry dokumentując trzema golami. W 24. minucie po rewelacyjnej akcji indywidualnej prowadzenie dla gości zdobył Łukasz Piszczek. Na kolejną bramkę zespół Czesława Michniewicza musiał jednak czekać aż do 73. minuty, kiedy to na 2:0 podwyższył Wojciech Łobodziński. Kropkę nad "i" postawił nie kto inny jak lider klasyfikacji strzelców Orange Ekstraklasy - Michał Chałbiński.


Lech Poznań 3:0 Pogoń Szczecin



Przed początkiem spotkania wielu sympatyków piłki w Polsce zastanawiało się zapewne, co musi zrobić Pogoń, by wywieźć z Poznania choćby punkt. Nie zrobiła nic. Szczecinianie zaprezentowali iście podwórkowy styl gry, nie próbując nawet przeszkadzać rozpędzonym lechitom. Wspaniałym hat-trickiem przy ul. Bułgarskiej popisał się kapitan zespołu, emblemat Lecha i ulubieniec kibiców - Piotr Reiss. Powracający do składu "Kolejorza" po drobnej kontuzji "Reksio" rzucał rywali na deski kolejno w 38., 43. i 74. minucie, strzelając odpowiednio ósmego, dziewiątego i dziesiątego gola w tym sezonie. 35-letni napastnik znów potwierdził jak ważną rolę odgrywa w ekipie Franciszka Smudy, lecz na pochwałę zasługuje cała drużyna. Jeśli Lech walczył w potyczce z "Portowcami" o odzyskanie twarzy w oczach kibiców, to do kolejnych pojedynków przystępować będzie mógł z podniesioną przyłbicą.


Arka Gdynia 0:1 Odra Wodzisław


Trudno przecenić wartość zwycięstwa Odry w Gdyni w kontekście walki o uniknięcie baraży o utrzymanie w lidze. Gola na wagę trzech punktów zdobył w 56. minucie Stanisław Wróbel. Co ciekawe, ten sam zawodnik był autorem jedynego trafienia w wygranej potyczce z GKS-em Bełchatów. Piłkarze Arki mogli, a nawet powinni doprowadzić do wyrównania, lecz w 80. minucie rzutu karnego nie wykorzystał najlepszy strzelec drużyny Wojciecha Stawowego - Janusz Dziedzic. Pewni degradacji piłkarze Arki przegrali drugi mecz z rzędu. Wodzisławianie nie zaznali natomiast goryczy porażki od pięciu spotkań.


BOT GKS Bełchatów 1:0 Groclin Dyskobolia Grodzisk Wielkopolski
Piłkę wykopuje Piotr Świerczewski (front)) z Dyskobolii Groclinu Grodzisk Wlkp. przed Łukaszem Gargułą (tył) z BOT GKS Bełchatów. Fot. PAP/Grzegorz Michałowski.


Niezwykle smakowicie zapowiadała się piłkarska uczta w Bełchatowie, gdzie GKS podejmował Groclin. Pierwsza połowa nie obfitowała jednak w efektowne akcje czy sytuacje strzeleckie, a obu stronom brakowało jakiegokolwiek pomysłu na skuteczne zaskoczenie rywala. Po przerwie do ataków ruszyli gospodarze. W 57. minucie przed doskonałą okazją na zdobycie gola stanął wprowadzony na boisko Dawid Nowak, jednak z kilku metrów posłał piłkę daleko od bramki Sebastiana Przyrowskiego. Co się odwlecze, to nie uciecze. GKS wyszedł na prowadzenie w 70. minucie. Fantastycznym dośrodkowaniem w pole karne popisał się Rafał Boguski, a do siatki gości trafił właśnie Nowak. Chwilę później na grodziszczanie przyjąć musieli kolejny cios. Tym razem zadał go jednak...bramkarz Przyrowski, który po zagraniu ręką poza obrębem "szesnastki" obejrzał czerwoną kartkę i przedwcześnie udać się musiał do szatni. Piłkarze Dyskobolii dążyli jeszcze do strzelenia wyrównującej bramki, lecz po końcowym gwizdku sędziego to BOT mógł cieszyć się z trzech punktów i utrzymania pozycji lidera Orange Ekstraklasy.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.