Facebook Google+ Twitter

Podsumowanie 24. kolejki Orange Ekstraklasy

Ligowy klasyk dla Wisły Kraków, sensacyjna porażka Korony w Kielcach, piłkarskie thrillery i deszcz goli w Gdyni i Zabrzu oraz wygrane bijących się o fotel lidera GKS-u Bełchatów i Zagłębia Lubin - za nami 24. kolejka Orange Ekstraklasy. Miniony weekend na polskich boiskach w pigułce.

Zawodnik Legii Warszawa Miroslav Radovic (C) walczy o piłkę z Maciejem Stolarczykiem (L) i Konradem Gołasiem (P) z Wisły Kraków podczas meczu Orange Ekstraklasy / Fot. PAP/Jacek BednarczykWisła Kraków 3:1 Legia Warszawa
Nie ulega wątpliwości, że to właśnie konfrontacja Wisły z Legią zapowiadana była jako hit weekendu na polskich boiskach ligowych. Obie ekipy przystąpiły do szlagierowego spotkania osłabione brakiem kilku podstawowych graczy, lecz absencja Marka Zieńczuka, Radosława Sobolewskiego, Mauro Cantoro po jednej czy Aleksandra Vukovicia i Bartłomieja Grzelaka po drugiej stronie w żaden sposób nie umniejszała rangi pojedynku. Pierwsza połowa w niczym nie przypominała jednak starcia dwóch wciąż czołowych drużyn Orange Ekstraklasy. Piłkarze skupiali się głównie na badaniu możliwości rywala, co znacznie zmniejszało poziom ciekawości meczu. Obraz gry diametralnie zmienił się tuż po przerwie. W 46. minucie wprowadzony na boisko Piotr Brożek świetnie podał do brata Pawła, który z zimną krwią pokonał Łukasza Fabiańskiego. Legioniści wyrównali w 60. minucie, kiedy to Maciej Korzym strzałem z ostrego kąta zaskoczył Emiliana Dolhę. Chwilę później zawodnicy "Białej Gwiazdy" po raz kolejny wyszli jednak na prowadzenie. Był to jednak ostatni powód do radości gości w tym spotkaniu. "Wojskowych" pogrążył Jean Paulista. Brazylijczyk najpierw wywalczył rzut karny, który na bramkę pewnie zamienił powracający do składu "Białej Gwiazdy" Cleber, a w 70. minucie sam przypieczętował zwycięstwo gospodarzy. Zasłużona wygrana pozwoliła Wiśle zrównać się punktami z Legią i zachować nadzieje na czołowe lokaty na zakończenie sezonu.

Zawodnik Kolportera Korony Kielce Piotr Bagnicki (P) w ataku na bramkę Wojciecha Skaby (C) z Odry Wodzisław podczas meczu piłkarskiej Orange Ekstraklasy / Fot. PAP/Piotr PolakKorona Kielce 0:1 Odra Wodzisław
Przed meczem nikt nie miał wątpliwości, że to właśnie gospodarze będą jego faworytem. Potyczka okupującą miejsca w dolnej połowie tabeli Odrą miała być łatwą okazją do zdobycia cennych trzech punktów i przybliżenia się do wyprzedzających kielczan BOT-gu GKS Bełchatów i Zagłębia Lubin. Korona powinna objąć prowadzenie już w 14. minucie gry, kiedy to po faulu na Piotrze Bagnickim sędzia Paweł Gil podyktował rzut karny. Zbyt nonszalancko wykonaną przez Pawła Sasina "jedenastkę" obronił jednak Wojciech Skaba. Goście trafili do siatki Kolportera tuż po przerwie, lecz arbiter odgwizdał spalonego. Koniec końców, atakująca Odra dopięła swego w 72. minucie. Dokładne dośrodkowanie Jana Wosia z prawej strony boiska pewnym strzałem głową wykończył Jakub Grzegorzewski. Do końca meczu wynik nie uległ już zmianie, a kibice zgromadzeni na stadionie przy ul. Ściegiennego w Kielcach przełknąć musieli gorycz zaskakującej porażki skupionych już chyba na rywalizacji w Pucharze Polski złocisto-krwistych.

Górnik Zabrze 2:3 Groclin Dyskobolia Grodzisk Wielkopolski

Świadkami prawdziwego dreszczowca byli fani w Zabrzu. Miejscowy Górnik podejmował nękany remisami Groclin. Ligowe niepowodzenia grodziszczanie zrekompensowali sobie jednak w Pucharze Polski, wywalczając awans do finału rozgrywek. Piłkarze z Wielkopolski szybko ruszyli do ataków na bramkę gospodarzy, lecz nie potrafili pokonać bramkarza Aleksandra Ptaka. Jeśli stare piłkarskie porzekadło mówi, że niewykorzystane sytuacje lubią się mścić, to w sobotni wieczór w pełni udowodniło swą słuszność. W 14. minucie prowadzenie dla zabrzan uzyskał Dawid Jarka. Goście doszli do głosu tuż przed przerwą. W ciągu zaledwie dwóch minut do siatki dwukrotnie trafił Takesure Chinyama i to Groclin schodził do szatni w lepszych nastrojach. Dziesięć minut po wznowieniu gry wynik podwyższył po świetnej akcji Piotr Rocki. Górnika stać było tylko na kontaktowe trafienie Jarosława Białka i po dotkliwej porażce tydzień temu w Krakowie podopieczni Marka Motyki ponownie nie potrafili zdobyć choćby punktu.

Pogoń Szczecin 0:1 Widzew Łódź
W pojedynku zespołów z dolnej części tabeli Pogoń podejmowała w Szczecinie łódzki Widzew. Dla gospodarzy sobotni mecz miał być jedną z ostatnich szans na oddalenie się od strefy zagrożonej spadkiem do drugiej ligi i to właśnie zawodnicy Bogusława Baniaka dyktowali warunki gry w pierwszej połowie. Do przerwy kibice na stadionie Floriana Krygiera goli jednak nie oglądali. W 62. minucie dość nieoczekiwanie do siatki szczecinian trafili goście. Po podaniu Budki ładnym strzałem tuż przy słupku popisał się aktywny Stefano Napoleoni i Widzew mógł cieszyć się z cennego prowadzenia. Do końca spotkania na boisku działo się już niewiele, a kolejna porażka pogrążonej w kryzysie Pogoni stała się faktem.

Lech Poznań 1:0 Górnik Łęczna
Po remisie na boisku lidera w Bełchatowie Lech zmierzył się przed własną publicznością z Górnikiem Łęczna. Przez większą część gry przy ul. Bułgarskiej zgodnie z oczekiwaniami przewagę mieli gospodarze, potrafiąc jednak udokumentować ją tylko jednym golem. W 22. minucie i dośrodkowaniu Jakuba Wilka swoją 98. bramkę w ekstraklasie strzelił kapitan "Kolejorza" Piotr Reiss.

Wisła Płock 0:2 Zagłębie Lubin
Po stojącym na iście żenującym poziomie meczu zamykająca ligową tabelę Wisła Płock przegrała u siebie z walczącym o mistrzostwo Polski Zagłębiem Lubin. Bohaterem spotkania był niezawodny Maciej Iwański, który dwukrotnie (w 20. i 68. minucie) pokonał bramkarza gospodarzy Roberta Gubca. Nieziemsko łatwa wygrana w Płocku pozwoliła "Miedzianym" przynajmniej na dwadzieścia cztery godziny objąć fotel lidera Orange Ekstraklasy (jutro swój mecz rozgrywa GKS Bełchatów).

Arka Gdynia 4:2 Cracovia Kraków
Rewelacyjny i trzymający w napięciu do ostatnich chwil mecz obejrzeli fani w Gdyni. Skazana na degradację Arka podejmowała celującą w europejskie puchary Cracovię. Nie było zatem tajemnicą, iż to właśnie gości stawiano w roli faworyta sobotniej potyczki. Już w 6. minucie bramkę strzelili jednak gospodarze. Po dośrodkowaniu Krzysztofa Sobieraja piłkę do siatki głową skierował Łukasz Kowalski. Krakowianie doprowadzili do wyrównania w 22. minucie, kiedy to dokładne zagranie z rzutu wolnego Piotra Gizy wykorzystał będący ostatnio w wybornej formie Jacek Wiśniewski. Kolejne minuty przebiegały pod dyktando ambitnie walczących piłkarzy Arki, co zaowocowało niedługo przed przerwą, a uderzenie Bartosza Ławy w słupek skutecznie dobił Marcin Wachowicz. W poczynaniach gdynian widać było olbrzymie zaangażowanie i chęć zwycięstwa dla odkładającego jeszcze decyzję o opuszczeniu klubu trenera Wojciecha Stawowego. Tuż po rozpoczęciu drugiej połowy z gola cieszyli się jednak gracze "Pasów". Po kolejnym groźnie bitym stałym fragmencie gry Norberta Witkowskiego pokonał Marcin Bojarski. Tyle, że był to szczyt możliwości przyjezdnych w tym spotkaniu, a bramki strzelała już wyłącznie Arka. W 70. minucie prowadzenie dla żółto-niebieskich uzyskał Damian Nawrocik, a w doliczonym czasie meczu zasłużony triumf miejscowych przypieczętował trafieniem z rzutu karnego Janusz Dziedzic.

Zawodnik BOT GKS Bełchatów Dariuszem Pietrasiakiem (P) walczy o piłkę ze Zdzisławem Leszczyńskim (C) z ŁKS Łódź podczas meczu Orange Ekstraklasy / Fot. PAP/Grzegorz MichałowskiŁKS Łódź 0:1 BOT GKS Bełchatów
W meczu kończącym zmagania w 24. kolejce Orange Ekstraklasy ŁKS podejmował słabiej spisujący się ostatnio GKS. Jeśli bełchatowianie myśleli jednak o obronie fotela lidera tabeli, musieli w Łodzi wygrać. Pierwsi piłkę do siatki skierowali gospodarze, lecz sędzia bramki nie uznał, odgwizdując pozycję spaloną napastnika Ensara Arifovicia. Pomimo dobrej gry i dominacji gospodarzy, prowadzenie w 39. minucie objęli przyjezdni. Fatalne nieporozumienie doświadczonych ogniw zespołu Marka Chojnackiego - obrońców Tomasza Kłosa i Tomasza Hajty oraz bramkarza Bogusława Wyparły - wykorzystał niezawodny kilkanaście lat młodszy Dawid Nowak. Kilka chwil po przerwie szczęście uśmiechnęło się do golkiperów obu drużyn, których po uderzeniach Mariusza Magiery (ŁKS) i Jacka Popka (GKS) ratowała poprzeczka. W drugiej połowie podopieczni Oresta Lenczyka skupili się głównie na kontrolowaniu boiskowych wydarzeń, a łodzianie nie byli w stanie doprowadzić do wyrównania. Doskonałe szanse zmarnowali Arifović i Sebastian Kęska i to GKS, choć nie do końca zasłużenie, zdobył w Łodzi trzy punkty i utrzymał się na prowadzeniu w lidze (wyprzedzając lepszym stosunkiem bramek Zagłębie Lubin).

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.