Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

171492 miejsce

Podsumowanie 27. kolejki Premiership

Za nami 27. kolejka Premiership. Jak co tydzień, nie brakowało pięknych zagrań i bramek, jednak wszystkie wydarzenia tego weekendu przyćmiło jedno - makabryczna kontuzja Chorwata, Eduardo da Silvy.

Kadr z meczu Birmingham - Arsenal. / Fot. PAP/EPAProwadzący w tabeli Arsenal Londyn potykał się w meczu wyjazdowym z Birmingham City, które rozpaczliwie broni się przed spadkiem. Przez całe spotkanie przewagę posiadali "Kanonierzy" i to im należały się 3 punkty, jednak po raz kolejny potwierdziła się maksyma, iż sport jest nieprzewidywalny i nie zawsze wygrywa lepszy. Kozłem ofiarnym został Gael Clichy, który swoim niefortunnym zagraniem sprokurował rzuty karny, a Jason McFadden skorzystał z prezentu i gospodarze mogli się cieszyć z jednego punktu, wywalczonego rzutem na taśmę. Punktu tym bardziej cennego, że Birmingham już od 3 minuty grało w "dziesiątkę". Martin Taylor dopuścił się faulu, który wstrząsnął całą Anglią. Jego wślizg wyprostowaną nogą spowodował makabryczną kontuzję Eduardo da Silvy. Chorwacki napastnik ma otwarte złamanie stawu skokowego i zerwane wszystkie więzadła stawu skokowego. EURO 2008 obejrzy w telewizji, ale najważniejsze jest, by kiedykolwiek mógł jeszcze zagrać w piłkę.

Potknięcie lidera wykorzystał Manchester United, który swoim rywalom zaaplikował 5 bramek. Klasą dla siebie byli Wayne Rooney oraz Cristiano Ronaldo, którzy zdobyli po dwie bramki. Portugalczyk wyszedł na czoło klasyfikacji najlepszych strzelców Premiership, a "Czerwone Diabły" zbliżyły się do lidera na 3 punkty. W odwrotnym kierunku podąża sobotni rywal podopiecznych sir Alexa Fergusona, zespół Newcastle United. Wydawało się, że lekiem na całe zło okaże się zatrudnienie Kevina Keegana, ale "Sroki" pod jego wodzą zanotowały dwa remisy i cztery porażki. Kibice i piłkarze St.James' Park mogą się pocieszać, że gorzej już chyba być nie może.

Bardzo ciekawy mecz oglądali kibice na Anfield Road. Opromieniony zwycięstwem w Lidze Mistrzów Liverpool, odprawił z kwitkiem Middlesbrough. Hat - tricka zdobył hiszpański napastnik, Fernando Torres, a jedna bramka była ładniejsza od drugiej. "The Reds" pozostała już tylko walka o prymat w Europie oraz o "małe mistrzostwo Anglii", czyli 4. miejsce, które daje możliwość gry w eliminacjach Ligi Mistrzów. Podopieczni Rafy Beniteza powrócili na 4. miejsce w tabeli, ale inne zespoły ani myślą odpuścić.

Kolejnej już porażki w meczu wyjazdowym doznał Sunderland. Podopieczni Roy'a Keane'a oddali tym razem całą pulę graczom Portsmouth, a zwycięską bramkę z rzutu karnego zdobył Jermain Defoe. Piłkarz, sprowadzony w zimowym okienku transferowym z White Hart Lane, szybko zaaklimatyzował się w drużynie i w godny sposób zastępuje Mwaruwariego, sprzedanego do Manchesteru City.

Inny zespół walczący o pozostanie w Premiership, Fulham Londyn, doznał porażki w derbowym pojedynku z West Ham United. Goście zwycięstwo zapewnili sobie w samej końcówce, a bohaterem spotkania został Nolberto Solano. Gospodarze mogą mieć spore pretensje do sędziego spotkania, Howarda Webb'a, który nie powinien był uznać gola Peruwiańczyka, gdyż ten faulował bramkarza.

Na JJB Stadium gospodarze, Wigan Athletic, podejmowali "czerwoną latarnię" ligi, zespół Derby County. Gościom pozostała już walka o to, by nie zostać najgorszym zespołem w historii Premiership, ale ta świadomość nie pomogła im w wywalczeniu punktów w tym spotkaniu. Gole Scharnera i Valencii w II połowie spotkania zapewniły gospodarzom trzy punkty i pozwoliły oddalić się na kilka punktów od strefy spadkowej.

Tempa nie zwalnia Aston Villa, która po raz kolejny zainkasowała trzy punkty, a tym razem z kwitkiem odprawieni zostali piłkarze Reading. Gości nie złamał niewykorzystany rzut karny, który wykonywał Gareth Barry. Najpierw Ashley Young, a potem Marlon Harewood dali powód do radości kibicom gości, a rozmiary porażki zmniejszy Nick Shorey. Dla "The Villans" to kolejny krok w kierunku europejskich pucharów, a dla Reading ósma porażka z rzędu. Gospodarzom coraz głębiej w oczy zagląda widmo spadku.

W ostatnim niedzielnym spotkaniu, zespół Blackburn Rovers zdobył 3 punkty w meczu z Bolton Wanderers. W składzie gości całą drugą połowę grał Grzegorz Rasiak, ale nie pomogło to "Kłusakom" w wywalczeniu choćby jednego punktu. Dwa rzuty karne na bramki zamienił Benni McCarthy, po jednym trafieniu dołożyli David Bentley i Morten Gamst Pedersen. Gości stać było jedynie na trafienie Davies'a.

Dziś wieczorem odbędzie się ostatnie spotkanie - na City of Manchester Stadium spotkają się zespoły Manchesteru City i Evertonu. Obie drużyny mają chrapkę na 4. miejsce w tabeli, co powinno zagwarantować dobre widowisko. Jeśli Everton wywiezie z Manchesteru choćby punkt, powróci na 4. miejsce w tabeli. Zwycięstwo "The Citizens" pozwoli zrównać im się punktami z dzisiejszym rywalem.

Spotkanie Tottenhamu z Chelsea zostało przełożone na 19.03, ze względu na finał Pucharu Ligi, rozgrywany w miniony weekend na Wembley. Przypomnijmy, że po dogrywce lepsi okazali się podopieczni Juande Ramosa,
a dla klubu to pierwsze trofeum od 1999 roku.

Wyniki 27.kolejki Premiership:
Birmingham City - Arsenal Londyn 2:2
Liverpool - Middlesbrough 3:2
Newcastle United - Manchester United 1:5
Fulham Londyn - West Ham United 0:1
Portsmouth - Sunderland 1:0
Wigan Athletic - Derby County 2:0
Reading - Aston Villa 1:2
Blackburn Rovers - Bolton Wanderers 4:1
Manchester City - Everton poniedziałek, 25.02
Tottenham Hotspur - Chelsea Londyn przeł. 19.03.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

No drugi strzał fantastyczny. Trzeba przyznać. Downing też świetnie zachował się przy golu na 3-2, cudowne przyjęcie w tempo i sprytne uderzenie. PLUS za podsumowanie. Mało plusów w tym dziale, mimo fajnych relacji i artykułów.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo dobre podsumowanie (+). Widziałem zdjęcia złamanej nogi Da Silvy - koszmarny widok...

Komentarz został ukrytyrozwiń

I tu bym się spierał z Tobą, drogi Adamie. :) trzecia bramka rzeczywiście wynikła z pomyłki obrońców i bramkarza Boro, ale pierwsze dwie bramki hiszpańskiego golleadora były ładnej urody. Fakt, przy wyrównującym trafieniu asystą popisał się obrońca gości, ale Torres ładnie wykończył sytuację, mijając bramkarza i będąc faulowanym z tyłu przez defensora Borom utrzymał się na nogach i trafił do siatki. Druga bramka była okrasą spotkania, świetne przyjęcie tyłem do bramki i błyskawiczna "bomba" w sam róg bramki, strzeżonej przez Schwarzera. Pozdrawiam, Łukasz Kmita.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bramki Torresa wcale nie były ładne ; p Po prostu współpraca obrońców Boro wołała o pomstę do nieba. Pierwszą bramkę "El Nino" zdobył po "asyście" obrońcy, który zagrał mu głową na "sam na sam" z bramkarzem. A jego trzecia bramka to znowu pomyłka obrońców i bramkarz i strzał do pustej bramki zza pola karnego Hiszpana.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.