Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

41079 miejsce

Podsumowanie prezydenta Klausa czyli o Niemczech i Rosji

Czeski prezydent Klaus opuszcza Zamek Praski. Jego czynny udział w życiu politycznym UE dobiegł już najprawdopodobniej końca. Prestiżowa niemiecka publiczna rozgłośnia Deutschlandfunk przedstawiła reportaż, który daje wiele do myślenia.

Należę do tego wymierającego już chyba powoli pokolenia dziwaków, którzy słuchają radia. Nie jakiegoś tam radia rozrywkowo-komercyjnego, powszechnie dostępnego na falach ultrakrótkich (UKF, FM), ale poważnych rozgłośni międzynarodowych. Już od czasu, gdy byłem uczniem szkoły średniej staram się słuchać co najmniej raz dziennie programów jakiejś rozgłośni międzynarodowej. Często również tam pojawia się tzw. szum informacyjny, ale czasem zdarzają się audycje ważne i ciekawe.

Deutschlandfunk (DLF) to rozgłośnia prestiżowa, która swego czasu zajmowała się również nadawaniem programów w językach obcych, w tym jako jedna z „dywersyjnych rozgłośni zachodnich”, które przyczyniły się walnie do upadku bloku radzieckiego. Po tych czasach pozostał tam Funkhaus Europa - dział zajmujący się programami w językach wschodnioeuropejskich. Po zamknięciu w 2011 serwisu niemieckiego rozgłośni Deutsche Welle DLF stało się główną niemiecką rozgłośnią ogólnoinformacyjną. Rozgłośnie naprawdę poważne publikują
obecnie swoje materiały multimedialnie tzn. dodają co najmniej zapis w postaci tekstu w formacie html. Tak też stało się z owym reportażem o tzw. kontrowersyjnej postaci ustępującej głowy Republiki Czeskiej.
http://www.dradio.de/dlf/sendungen/hintergrundpolitik/1972961/

Paneuropejczycy potępiają „antyeuropejczyka”



Już na samym wstępie red. Stefan Heinlein (wym.: sztefan hajnlajn) dał wyraźnie do zrozumienia komu kibicuje, nawet jeśli (chwała mu za to) stara się zachować pozory bezstronności. „Po raz pierwszy Czesi wybierają swojego prezydenta bezpośrednio. Obecnie sprawującego ten urząd Wacława Klausa większość z nich ma dość. Jego antyeuropejska postawa została uznana przez wielu za przeginanie pały.” Zaś pierwszym czeskim głosem, jaki przytoczył niemiecki redaktor jest wypowiedź, jakiej udzielił pisarz Michael Viewegh (wym.: mihael fifek): „Jakichż to zdumiewających wypowiedzi przyszło nam wysłuchiwać z Zamku Praskiego w ubiegłych latach. Europa jest zła, zmiana klimatu to fikcja, a Osama bin Laden to postać istniejąca wyłącznie w mediach. Staliśmy się pośmiewiskiem całego świata. Wszyscy uznali, że obraliśmy sobie króla szaleńca.”

Nie odnosząc się w tym miejscu do poszczególnych wypowiedzi prezydenta Klausa oraz przedmiotu zagadnień, których dotyczyły te wyżej wspomniane, zwracam uwagę na znamienny sposób formułowania myśli. Po pierwsze krytyka Unii Europejskiej została utożsamiona ze zdradą Europy względnie czymś w tym rodzaju. Nie próbując redukować ani owego pisarza ani przekazującego dalej w jednym ze światowych języków jego wypowiedź redaktora ad Hitlerum, pragnę przypomnieć, że to właśnie „kanclerz i wódz” utożsamiał swoją ideologię z obroną Europy, a odstępstwa od niej Goebbels piętnował jako zdradę Europy. Tylko, że Europa, to co w niej najlepszego i najważniejszego, to o wiele więcej niż Trzecia Resza, a także eurokracja brukselska. Druga sprawa; nikt nikomu nie dał prawa do przedstawiania własnych opinii w imieniu wszystkich. Tak wypowiada się władza i ideologia totalitarna.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (14):

Sortuj komentarze:

Chwytanie się cienia szansy to postawa czysto romantyczna. Pan wybaczy, ale mnie to nie interesuje. Narody odznaczające się zbiorową mądrością tak nie postępują. Stąd też są na świecie państwa i narody kształtujące bieg dziejów oraz takie, które stają się nawozem historii. Np. Rzymianie i Gallowie. Hiszpanie i Aztecy, Anglicy i Irlandczycy, Ormianie i Kurdowie. Lech Kaczyński w imię przyjaźni z Litwą i Ukrainą pozwalał spadkobiercom szaulisów i banderowców na wszystko. Zapominając, że jedni i tak będą trzymać raczej ze Szwecją i Niemcami, a drudzy raczej z Jankesami i Niemcami niż z Polską. Proszę się nad tym wszystkim zastanowić.

Natomiast mi po prostu bark już czasu i siły na zamienianie dyskusji pod moimi artykułami w forum geopolityki polskiej. Więc na tym może lepiej poprzestańmy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jak z góry przegraną zakładać będziemy
Do obranego celu nigdy się nie dostaniemy.
A można mniemać, ze działania prezydenta L. Kaczyńskiego miały jakiś cień szansy, skoro wydarzenia potoczyły się tak, jak się potoczyły.

Umowy śmieciowe są skutkiem, ratunkiem, albo kołem ratunkowym, którego chwytają się przedsiębiorcy obciążeni nadmiernym balastem przez nasze władze.
Na marginesie powiem, że:
Jakby Polacy współpracować ze sobą chcieli
To by nikomu kłaniać się nie musieli.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Natomiast pełna zgodność z Pana zdaniem: "Odnośnie taniości produkcji w Azji? No cóż! Europejczycy muszą zweryfikować swoje systemy zarządzanie i cały proces wytwórczy. W Europie za bardzo rozrośnięty jest sektor nieprodukcyjny, rządowy, samorządowy, rozrywkowy. Sektor produkcyjny, usługowy, miast stać na czele hierarchii ważności, został zepchnięty na niższe szczeble przez kupiecki, rozrywkowy, prawniczy, biurowo-urzędniczy. Ten stan podwyższa koszty wytwarzania towarów, produktów, usług, bo za wielu jest za biurkiem siedzących, a za mało przy maszynie stojących. Zmiana pozycji w hierarchii ważności - nie wiem czy możliwa - jest jednak konieczna do stania się równorzędnym partnerem w konkurencji z Azją. Ale póki co to i czosnek z Chin jest do Europy przemycany, bo jest tańszy. A w Polsce ogromne połacie ziemi leżą odłogiem, bo urzędnicy i politycy wolą w stołki pierdzieć, niż opracowywać uwarunkowania sprzyjające do - już nie rozwoju, ale - opłacalności produkcji rolnej. Polityki nie można prowadzić w oderwaniu od gospodarki."

Tylko, widzi Pan, każdy medal ma dwie strony. Z kapitalistami traktującymi zatrudnionych przez siebie ludzi na równi z maszynami konkurencji się nie wygra, jeśli chce się pozostać sobą tzn. społecznością czy też zrzeszeniem państw, które biorą poważnie humanistyczne i chrześcijańskie podstawy hierarchii wartości w Europie. Oczywiście można próbować, zachowując całą tę przerośniętą nadbudowę, którą tak celnie pan opisał. To się niestety właśnie robi: z jednej strony umowy śmieciowe, a z drugiej nadal nadmiar etatów za państwowe pieniądze. Ech...

Komentarz został ukrytyrozwiń

No i ciekaw jestem, czy ktoś na to jakoś odpowie, zwłaszcza ze zrozumieniem, o czym napisałem? Może grzeszą pychą, ale tak mi się zdaje, że to są sprawy całkiem oczywiste i każdy mógłby je sam przeanalizować, przemyśleć i wciągnąć właściwe wnioski. Chociaż... Gdy się wierzy w cuda, to trudno jest przyjąć rzeczywistość. Zresztą postawa pracy organicznej, wybieranie po długim namyśle rzeczywiście istniejących alternatyw i uważanaie na każdym kroku jest po prostu po stokroć trudniejsze niż czekanie na jakiegoś męża opatrznościowego, a następnie wzdychanie itd. itp.

Widzi Pan, Panie Tadeuszu, ja tu nie nawiązuję do Tuska, ale raczej do Dmowskiego, do jego zdania: "Nigdy nie będziemy mogli być dość wdzięczni Prusakom za to, że przynajmniej w Wielkim Księstwie Poznańskim zrobili z nas naród normalny." Bo ja w ślad za Dmowskim czy Prusem nie widzę sensu okazywania miłości Ojczyzny czy też wiary w Boga, Pannę Marię i świętych w sposób bezrozumny. Np. paląc budując jeden pomnik po drugim albo fundując złote korony figurom, zamiast np. za te same pieniądze kupić śniadanie przez cały rok szkolny dla sporej grupy polskich dzieci, które przychodzą głodne do szkoły, Niechby nawet to kupowanie śniadania odbywało się pod szyldem Fundacji im. Bolesława Wieniawy-Długoszowskiego.

Komentarz został ukrytyrozwiń

@ Tadeusz Śledziewski Witam ponownie Szanownego Pana i dziękuję za kolejny komentarz pod moim artykułem. Dotknął Pan bardzo ważnego tematu. Niestety, to co Pan pisze, nie przemawia do mnie dlatego, że ja już tę sprawę dokładnie zbadałem, przeanalizowałem i przemyślałem pod wszystkimi kątami. Tzn. chodzi mi o nawiązanie do koncepcji jakiejś federacji środkowoeuropejskiej, z Polską na czele, a w każdym razie z przodującą rolą naszego kraju. Federacji mającej być w zamierzeniu zaporą i obroną dla swoich członków przed hegemonią Niemiec albo Rosji względnie jakimś niemiecko-rosyjskim kondominium w Europie.

To piękna koncepcja - na papierze. Owszem, można było wprowadzić ją w czyn, ale w XV i XVI wieku. Niestety, polsko-litewska magnateria i szlachta nie były nią zainteresowane, a ostatni Jagiellonowie nie zdobyli się na jej wytrwałe forsowanie. Wymagałoby to od narodu szlacheckiego długich, krwawych wojen z Turcją i Chanatem Krymskim w obronie Węgier, a także przynajmniej jednego, ale za to ogromnego zbrojnego wystąpienia przeciw Habsburgom na linii Węgry-Adriatyk-Półwysep Apeniński. Tych wojen i tak nie udało się uniknąć, a silne zbrojne wystąpienie na tej linii też miało miejsce - w 1683, ale przeciw de facto również Węgrom. W wyniku Austriacy podziękowali na swśój sposób polskiej szlachcie w 1772 i jeszcze parę razy potem.

Po tym jak król Zygmunt Waza zapoczątkował wojny de facto religijne z kilkoma sąsiadami na raz, nasi przodkowie uwikłali się w niekończący się konflikt z Moskwą i kozaczyzną oraz ze Szwecją, którą potem godnie zastąpiły Prusy. Wobec jednoczesnego słabnięcia Pierwszej Rzeczypospolitej od wewnątrz wynik tej walki był niestety przesądzony.

W wyniku od ponad trzystu lat naród Polski stoi przed prostym wyborem: czy prowadzić politykę realistyczną, biorącą pod uwagę własne nader ograniczone siły i konieczność dostosowania się do interesów narodowych mocarstw z nami graniczących czy też postawić (po raz pierwszy, drugi, trzeci i nie wiadomo ile razy jeszcze) wszystko na jedną kartę i wszystko przegrać. Pozwolę sobie przypomnieć, że w okresie międzywojennym odrodzona w granicach zbliżonych do przedrozbiorowych państwo polskie prowadziło politykę mocarstwową i tworzyło blok państw określany jako Międzymorze, licząc na pomoc w tym Francji, a następnie również W. Brytanii. Czym to się skończyło?

Czy będzie obraźliwe czy tylko prawdziwe stwierdzenie, że wyłącznie skończeni głupcy mogą posuwać się dalej z zamkniętymi oczami na drodze poprzecinanej wykrotami, w których już parę razy połamali sobie kości, wyobrażając sobie, że jednak w końcu dojdą do upragnionego szklanego pałacu na obłokach? Otóż należy przede wszystkim zdjąć opaskę z oczu i szeroko je otworzyć na twardą, ale nie beznadziejną rzeczywistość. Wyciągnąć wnioski z nauk historii, nawet tylko zamkniętej datami 17 IX 1939 i 17 IX 2009. Tak, obaj wielcy sąsiedzi chcą nas zdominować. Co więcej, mają po temu wszelkie potrzebne środki. Do wyboru dla nas dwie drogi: a) pogodzić się z tym, czego nie da się zmienić, starać się wytargować możliwie najlepsze warunki i pilnie pracować na lepszą przyszłość; b) prowadzić politykę wszystko albo nic z prawdopodobieństwem 99 %, że stracimy to, co jeszcze mamy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

"2) Polityka wspierania twardogłowych litewskich, białoruskich czy ukraińskich nacjonalistów, bo się choruje na nienawiść do Moskala, jest polityką polskiego samobójstwa narodowego." Jestem daleki o stwarzaniu atmosfery nienawiści. Mnie chodzi o wytworzenie więzi międzynarodowych, dla zachowania równowagi potencji, tak ekonomicznej, jak i militarnej, w Europie środkowo wschodniej. Historia zawsze powinna byś uwzględniana w polityce, tak wewnętrznej, jak i zewnętrznej. Co do chęci podporządkowania sobie Polski przez sąsiadów, chyba nie musimy się przekonywać. Dlatego wchodzenie w jakieś układy polityczne, tak z jednym, jak i z drugim jest dla Polski szkodliwe, bo oni zawsze będą traktować Polskę z góry. Polska z sąsiadem wschodnim i zachodnim może co najwyżej utrzymywać stosunki gospodarcze.
Odnośnie taniości produkcji w Azji? No cóż! Europejczycy muszą zweryfikować swoje systemy zarządzanie i cały proces wytwórczy. W Europie za bardzo rozrośnięty jest sektor nieprodukcyjny, rządowy, samorządowy, rozrywkowy. Sektor produkcyjny, usługowy, miast stać na czele hierarchii ważności, został zepchnięty na niższe szczeble przez kupiecki, rozrywkowy, prawniczy, biurowo-urzędniczy. Ten stan podwyższa koszty wytwarzania towarów, produktów, usług, bo za wielu jest za biurkiem siedzących, a za mało przy maszynie stojących. Zmiana pozycji w hierarchii ważności - nie wiem czy możliwa - jest jednak konieczna do stania się równorzędnym partnerem w konkurencji z Azją. Ale póki co to i czosnek z Chin jest do Europy przemycany, bo jest tańszy. A w Polsce ogromne połacie ziemi leżą odłogiem, bo urzędnicy i politycy wolą w stołki pierdzieć, niż opracowywać uwarunkowania sprzyjające do - już nie rozwoju, ale - opłacalności produkcji rolnej. Polityki nie można prowadzić w oderwaniu od gospodarki. Ale komu to się chce?

Komentarz został ukrytyrozwiń

@ Tadeusz Śledziewski „Napisałem z potrzeby ducha, choć wiem, że aprobaty swoich poglądów tu nie zyskam.” Wie Pan, u kogo pan nie zyska, to pan nie zyska. Ja ze swej strony zgadzam się z wieloma Pańskimi twierdzeniami, zwłaszcza natury ogólnej. Napisał pan: „Dodam jeszcze, że Jednoczenie się narodów jest procesem długotrwałym i nie łatwych i wymagającym zaangażowania wszystkich zainteresowanych, i do tego opartym na równości podmiotów się jednoczących. Nie może być tak, żeby na jednoczeniu jeden zyskiwał, a drugi tracił.” Nic innego nie mogę dodać jak tylko, że to są święte słowa.

Natomiast co nieco różnimy się odnośnie ocen przedmiotu zagadnienia. Może tak w imię uporządkowanego myślenia w punktach: 1) Litwa, Ukraina, Węgry itd., a także tytułowe Czechy są krajami wolnymi w ograniczonym zakresie. Nasuwają się takie pojęcia jak: politycznie poprawna wolność wypowiedzi, kontrolowana demokracja, ograniczona swoboda gospodarowania. Każde z nich z punktu widzenia logiki jest nonsensem, a zarazem smutną rzeczywistością, bo jak już dawno temu zauważono, siłą można wszystko. Zarazem jednak nauki z historii powszechnej wręcz krzyczą o tym, że równie dobrze mogłoby być po stokroć gorzej. 2) Polityka wspierania twardogłowych litewskich, białoruskich czy ukraińskich nacjonalistów, bo się choruje na nienawiść do Moskala, jest polityką polskiego samobójstwa narodowego. 3) Nie możemy mieć dwóch albo trzech wrogów śmiertelnych, z których każdy z osobna jest od nas co najmniej kilkakrotnie mocniejszy, bo nasz kraj marnie zginie. 4) Zamiast przeciwstawiać się Niemcom powinniśmy przyglądać się uważnie ich rzeczywistej sytuacji i nie budować mitów na jej temat. Owe stocznie, uratowane podobno dzięki zamknięciu naszych też robią bokami i bankrutują, bo niszczy jej nieuczciwa konkurencja z Azji, wpuszczana do UE bez żadnej potrzeby gospodarczej, wyłącznie w imię ideologii neoliberalnego globalizmu. Narzucanie różnych rzeczy Grekom czy Hiszpanom nic nie daje przeciętnemu Niemcowi, który albo bieduje na bezrobociu albo tyra za coraz niższy dochód, płacąc coraz bardziej wyśrubowane podatki. Trzeba publikować rzeczy przedstawiające polski punkt widzenia, nie lizusowki wobec UE, ale i nie skrajnie nacjonalistyczny, zawierający konkretne argumenty i dane, również po niemiecku, rosyjsku i angielsku.

W tym punkcie niestety dochodzę do przykrego dla mnie sedna. Wielokrotnie zwracałem się o pomoc w tworzeniu zasobów słownictwa do tłumaczeń tekstów społeczno-politycznych. Tak bezpośrednio jak przez internet. Pomoc jak najbardziej korzystną dla obu stron, bo na zasadzie całkowitej wymiany posiadanego słownictwa. W ciągu dziesięciu lat odpowiedziała jedna osoba, przysyłając mi jeden raz trochę słownictwa polsko-rosyjskiego. W zamian otrzymała ode mnie kilka razy więcej i ... spoczęła na laurach, z biletem do nieba wystawionym przez księży rzymsko-katolickich w kieszeni. Proszę wybaczyć uszczypliwość poprzedniego zdania. Nie mam zamiaru urażać niczyich przekonań i wierzeń ani też zabraniać przedstawiania swoich poglądów. Przekonałem się o jednym; dopóki polskie społeczeństwo nie nauczy się porządnie myśleć i pracować, łącząc wysiłek w toku oddolnych, uczciwych i szczerych inicjatyw, dopóty będziemy mieli taki rząd i taką sytuację międzynarodową naszego kraju, na jaką w gruncie rzeczy zasługujemy. Z tego też powodu przyjąłem dla siebie zasadę: szanuj szefa swego, możesz mieć gorszego. Zaś na bicie głową o mur systemu poglądów wykluczających kilka prostych i sprawdzonych prawd o kondycji ludzi i narodów zwyczajnie nie mam czasu (do zmarnowania).

Komentarz został ukrytyrozwiń

5 dla specjalisty od spraw międzynarodowych.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wciąż Ludzkość popełnia te same błędy myśląc, że wprowadzenie systemu nakazowo rozdzielczego przyspieszy proces jednoczenia się narodów. Pisząc o popełnianiu błędów przez Ludzkość mam wątpliwości, czy to są błędy ludzkości, czy zamierzony czyn kraju, lub grupy krajów którzy chcą zbić dla siebie interes, kosztem innych - mniej rozwiniętych, tym samym mniej wpływowych, pod płaszczykiem "Pojednania Narodów Europy". Osobiście jestem zwolennikiem przyczyny tej interesownej. Bo to widzicie rzadko kto podejmuje działania bezinteresownie. A gdybyśmy się przyjrzeli bliżej, to chyba nikt nie wątpi w to, że - żeby daleko nie szukać - Niemcy już interes na upadku Polskich Stoczni zbiły. Jako że nie jestem politykiem i takoż jak Pan Sergiusz, wzięcia w tutejszym środowisku nie mam, nie będę przywoływał więcej przykładów na osiąganie korzyści przez państwa starej UE, płynących z aneksji krajów, które wydostały się spod Sowieckiego skrzydła. Powiem jeszcze, że kraje postsowieckie mają inne alternatywy utrwalenia się w swoich fundamentach narodowych. Do zjednoczenia się wzajemnego są wszak wolne narody, takie jak Litwa, Czechy, Węgry, Ukraina, Kraje Bałkańskie. Zdaje się, że można było zauważyć działania zmierzające w tym kierunku Prezydenta L. Kaczyńskiego. Tyle, że Przypadek Losowy, jaki miał miejsce 10-04-2010r. uniemożliwił kontynuowanie procesu. No i mamy, to co mamy.
Dodam jeszcze, że Jednoczenie się narodów jest procesem długotrwałym i nie łatwych i wymagającym zaangażowania wszystkich zainteresowanych, i do tego opartym na równości podmiotów się jednoczących. Nie może być tak, żeby na jednoczeniu jeden zyskiwał, a drugi tracił. Takie jednoczenie powinno się odbywać począwszy od likwidacji wiz i innych zapór utrudniających migrację narodów. Niech by ludzie sami zainicjowali, bez przymusu proces łączeniowy i ten proces kontynuowali, przez wiele lat. Napisałem z potrzeby ducha, choć wiem, że aprobaty swoich poglądów tu nie zyskam. Pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

@Grzegorz Wasiluk
Starałem się tylko rozwinąć temat, który Pan zainicjował, bowiem z pańskiego wpisu za wiele nie wynika oprócz tego, jak powinniśmy wymawiać niemieckie nazwiska.
Przepraszam, że raczyłem się odezwać narażając na szwank pańską erudycję, wyrażając swój pogląd.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.