Za nami 17 kolejek obecnego sezonu. Piętnaście z rundy jesiennej oraz dwie wiosenne rozegrane już teraz. Jaka była to runda dla zespołów naszej ligi? W ostatniej analizie przyjrzymy się drużynom z samej czołówki, czyli z miejsc 1-4.
2. Legia Warszawa
Statystyka:
Wicelider z bilansem 10 zwycięstw 5 remisów i 2 porażek. Tylko 7 straconych bramek to zdecydowanie numer 1 w naszej lidze, z tego najmniej straconych u siebie 3 i co ciekawe wbite przez piłkarzy dołujących drużyn trzynastej Korony i czternastej Polonii Warszawa. Świetne wyniki u siebie 7-2-0 to też zdecydowanie najlepszy wynik i runda bez porażki w domu, także najwięcej strzelonych bramek u siebie 18. Jednak na wyjazdach nie było już tak kolorowo mimo, że Legia ponownie wygrywa klasyfikację pod względem strat tylko 4 to już jeśli chodzi o strzelanie poza domem wynik 4 goli można nazwać kompromitacją, gdyż tylko Cracovia była gorsza, ale to Legia ma podobno walczyć o mistrza. Legia po 75. minucie nie straciła żadnego punktu. Strzeliła 2 gole bezpośrednio po rzutach rożnych jednak po rozegraniu tego fragmentu gry już ani jednego. Natomiast świetnie broniła stałe fragmenty nie tracąc ani jednego gola to najlepszy wynik w lidze, również nie traciła bramek po strzałach głową. Statystyka z drużynami 1-5 jest świetna bo Legia wygrała wszystko czyli zdobyła 12 punktów w 4 meczach natomiast z 6-16 grała już fatalnie bo w 13 grach straciła ich aż 16 co jest najgorszym rezultatem z pierwszej piątki. Schemat taktyczny: 4-5-1
Analiza:
Legia jak zwykle była wymieniana w gronie faworytów. Jednak nie potrafiła w pełni wykorzystać słabości dotychczasowego Mistrza Polski Wisły Kraków. Po dobrym początku i dwóch zwycięstwach nagle przyszły dwa szokujące wyniki najpierw bezbramkowy remis z konającą Cracovią, a później blamaż w Wodzisławiu gdzie piłkarze przegrali 0:1. Po części mogło to być spowodowane tym, że Legioniści po raz kolejny zawiedli w Europie i odpadli z Pucharów po dwóch remisach z duńskim Broendby Kopenhaga. Kolejno mobilizacja na 4 mecze i znów porażka w Białymstoku 0:2 oraz zaledwie remis ze słabym Piastem 1:1. Następnie znów lepsze wyniki przeplatane remisami. Legia nie potrafiła złapać właściwego rytmu i trwoniła punkty w najmniej spodziewanych momentach. Piłkarze świetnie sobie radzili z drużynami z czołówki czyli wygrywając z Wisłą 1:0 w Sosnowcu, Ruchem i Lechem po 2:0 u siebie czy szczęśliwie z GKS Bełchatów na wyjeździe 1:0. Jednak klasową drużynę poznaję się szczególnie po tym jak gra z typowymi ligowymi średniakami, a tu już było znacznie gorzej. Remisy z Cracovią, Śląskiem, Piastem, Zagłębiem i porażki z Jagiellonią oraz haniebna z Odrą chwały warszawianinom nie przyniesie. Byli jak Robin Hood, który zabiera bogatym i oddaje biednym. Legia bardzo dobrze wykorzystywała atut własnego boiska (aż 7 zwycięstw) po czym na wyjeździe koncentrowała się głównie na tym żeby nie stracić gola dlatego większość meczy okazała się tam niepomyślna. Zwycięstwa na wyjeździe były 3 z tego dwa nad czołowymi ekipami, które nie broniły się, a grały ofensywnie stąd też można wysnuć wniosek, że Legionistom pasuje bardziej gra z kontry niżeli konstruowanie ataku pozycyjnego. Zresztą świadczy o tym statystyka - tylko 4 gole poza domem to prawdziwy wstyd.
Aż w 15 meczach z udziałem Legii padły maksymalnie 2 gole. Jan Mucha aż w 11 meczach zachował czyste konto i gdyby udało mu się zrobić to w jednej serii byłby bliski pokonania rekordu wszechczasów naszej ligi ustanowionego przez Piotra Czaję (1005 minut)! Słowak był najlepszym piłkarzem z Elką na piersi i do tego najlepszym obcokrajowcem naszej ligi zarówno wg Canal+ jak i tygodnika "Piłka Nożna". Dodatkowo wywalczył awans ze Słowacja na MŚ2010 i od nowego sezonu będzie już graczem Evertonu. Jednak nie tylko wyśmienita forma bramkarza zadecydowała o tym, że Legia straciła tylko 7 goli w 17 meczach (średnio 0,4 bramki na mecz!). Podporami nie do przejścia okazali się dwaj znakomici obrońcy Hiszpan Inaki Astiz oraz reprezentant Zimbabwe Dicson Choto. Bardzo pewni w swoich interwencjach zdecydowanymi wejściami wyjaśniali większość sytuacji. Ciągle rozwija się Jakub Rzeźniczak, a Tomasz Kiełbowicz i Marcin Komorowski byli dobrym uzupełnieniem linii defensywnej, która obok bramkarza jest najmocniejszą stroną warszawian. W formacji pomocy dzielił i rządził Maciej Iwański, któremu kompanował Piotr Giza jednak nie dotrzymał mu kroku. Z kolei trzeci ze środkowych pomocników reprezentant Polski Roger został szybko sprzedany do greckiego AEK Ateny i wygląda na to, że była to słuszna decyzja bo został uznany w tym kraju za jeden z pięciu największych niewypałów transferowych tej rundy! Znakomicie rozwija się Maciej Rybus, który zadebiutował już w kadrze, a jego gra na lewym skrzydle może się podobać. Po drugiej stronie bez jakiś większych wzlotów spisywał się Miroslav Radović. Sebastian Szałachowski gdyby był zawsze zdrowy na pewno grałby w pierwszej jedenastce, gdyż jest dobry technicznie i szybki jak torpeda, niestety ciągle przyplątują mu się urazy. Innym młodym zdolnym piłkarzem jest Ariel Borysiuk jednak nie zrobił aż takich postępów jak wspomniany Rybus. Często grał też Marcin Smoliński, który albo wchodził z ławki albo był zmieniany i nie przekonał do siebie w pełni trenera Jana Urbana (10-5-2). Najgorszą formacją był atak jednak główna w tym przyczyna ciągłych kontuzji przeplatających się jak nie Bartłomiejowi Grzelakowi to Marcinowi Mięcielowi lub Takesurowi Chinyamie. Naprawdę bardzo dziwne jest dlaczego w tej sytuacji trener nie postawił bardziej zdecydowanie na Adriana Paluchowskiego, który mimo 245 minut przebywania na boisku zdobył aż 3 gole co daje mu znakomitą średnią gola co 81 minut. Marcin Mięciel bardzo długo czekał na przełamanie bo aż do 11 rundy po czym zdobył jeszcze 3 gole i został najlepszym strzelcem drużyny. Świadczy to bardzo kiepsko o możliwościach snajperskich graczy z Warszawy. Należy jednak wziąć pod uwagę, że straconą rundę przez kontuzję miał król strzelców poprzedniego sezonu Takesure Chinyama, a i Bartłomiej Grzelak nie zagrał wiele więcej z tego samego powodu. Nie poradzili sobie w Legii Panče Kumbev i Krzysztof Ostrowski, a obrońca Wojciech Szala był kolejnym pechowcem zmagającym się głównie z kontuzjami. Nadzieją na lepsze jutro może okazać się syn słynnego piłkarza Romana Koseckiego - Jakub.