Facebook Google+ Twitter

Podsumowanie serii „...za taką samą pracę?”

W niniejsze serii chciałem wreszcie w sposób pełny ująć mit, jaki stanowi przekonanie, jakoby kobiety były przez nasze „patriarchalne” społeczeństwo prześladowane finansowo. Przedstawiłem w niej następujące fakty:

1. Jeżeli taka sama praca kobiet kosztuje o 20% mnie, to dlaczego nikt nie chce mieć wśród swoich pracowników jedynie wyzyskiwanych pracowników, czyli samych kobiet? Czemu nie chce takiego biznesu rozkręcić żadna feministka, zostawiając mężczyzn na bezrobotnym? Czemu firmy nie zatrudniające samych (tańszych) kobiet nie plajtują? Czemu w niektórych firmach pracodawcy płacom kobietom 70% innych 80% innych 100% a jeszcze innych 120% tego co mężczyznom?
2. Przytaczane przez feministki statystyki rzekomo wskazujące na dyskryminację kobiet są nic nie warte.
a) Feministki pokazują jedynie, że kobiety i mężczyźni zarabiają różnie, jednak fakt ten dyskryminacji jedynie przypisują. W żadnych badaniach nie wykazano np. czy kobiety miałyby zarabiać mniej od mężczyzn bardziej w wyniku stereotypu, że są bardziej leniwe, czy stereotypu, że są mniej zdolne, dlatego, że nie przeprowadzano żadnych badań, które dowodziłyby, że pracodawcy w ogóle posiadają jakieś stereotypy odnośnie pracy kobiet. Wręcz przeciwnie, zarówno wśród pracodawców jak i całego społeczeństwa rozpowszechniony został już stereotyp, że mężczyźni i kobiety pracują tak samo.
b) Badania, które pokazują, że na tym samym stanowisku kobieta i mężczyzna zarabiają różnie nie dowodzą dyskryminacji. Dowodzą one że:
- zarobki zależą nie tylko od stanowiska; feministki, które w wielu krajach wymusiły przepisy gwarantujące kobietom proporcje zatrudnienia na określonych stanowiskach, przyczyniły się jedynie do wzmocnienia tego faktu,
-zarobki zależą od stanowiska a zarobki kobiet wzrastają po zajęciu wyższego stanowiska, tak jak po zajęciu wyższego stanowiska wzrastają zarobki mężczyzn,
- zarobki kobiet wraz ze stanowiskiem rosną tak samo znacząco jak zarobki mężczyzn, a więc pracodawcy nie lekceważą doświadczenia kobiet pnących się po szczeblach kariery.
Feministki, wymuszając przepisy gwarantujące kobietom proporcje zatrudnienia na określonych stanowiskach, a jednocześnie domagając się, by różnice w jakości pracy kobiet i mężczyzn były oddawane jedynie przez rodzaj przyznawanego im stanowiska, zachowują się absurdalnie.
c) Badania różnicy zarobków kobiet i mężczyzn nie uwzględniają podziału pracowników na te kobiety, które bardziej iż w pracę zaangażowane są w opiekę nad dzieckiem, i na resztę pracowników. Takie badania nie mogą trafnie odnieść się do badanego zjawiska.
d) Badania różnicy zarobków kobiet i mężczyzn nie uwzględniają podziału na zawody, w których istotna jest tężyzna fizyczna, i zawody, w których jest ona nieistotna. Takie badania nie mogą trafnie odnieść się do badanego zjawiska.
e) Na przywilejach rodzicielskich kobiet posiadających dzieci tracą głównie kobiety bezdzietne. Takie przywileje powinno przyznać się również ojcom. Powinno się również zmienić kulturę z przeciwnej ojcostwu na mu przychylną.
f) Rzetelne badania różnicy zarobków kobiet i mężczyzn, nie mogą na podstawie falsyfikacji jednego czynnika mogącego powodować takie różnice odrzucać faktu istnienia tych różnic i przypisywać jego powstania widzimisię pracodawców. Takie myślenie, w którym to stereotyp rządziłby rzeczywistością a nie zależał od rzeczywistości, jest myśleniem magicznym.
3) Prawdziwe badania różnic zarobków kobiet i mężczyzn pokazują, że mężczyźni są od kobiet produktywniejsi. Mężczyźni nie tylko są silniejsi fizycznie i odcięci od zajmowania się dziećmi ale też:
a) Pracują pod każdym względem dłużej (np. dwukrotnie rzadziej trafiają na chorobowe, mimo że chorują częściej)
b) Wykonując niebezpieczne zawody, podejmują się bardziej ryzykownych czynności niż kobiety.
c) Biorą na siebie większą odpowiedzialność.
d) Mniej zależy im na wygodzie w pracy.
e) Muszą pracować, aby utrzymać rodzinę, a nie samorealizować się zawodowo.
f) Są bardziej skłoni do poświęcania się na rzecz firmy.
g) Wybierają wysoko dochodowe gałęzie gospodarki, co może być związane ze różnicami w zdolnościach technicznych kobiet i mężczyzn.
4)Mimo że kobiety w gotówce zarabiają mniej od mężczyzn, to biorąc pod uwagę wszystkie ich korzyści czerpane z pracy: satysfakcję, bezpieczeństwo, możliwość zachowania dobrych kontaktów rodzinnych, zdrowie, zarabiają one od panów więcej.
5) Kobiety za taką samą pracę zarabiają od mężczyzn więcej. Dzieje się tak z dwóch powodów.
a) Przepisy karzące firmy za rzekomą dyskryminację wymuszają na tych firmach płacenie kobietom więcej niż im się należy za ich pracę.
b) Mężczyźni lubią opiekować się kobietami i nimi otaczać. Dlatego seksizm związany z różnym postrzeganiem i traktowaniem kobiet i mężczyzn działa na korzyść kobiet.
6) Czynniki skłaniające mężczyzn, w tym szefów i współpracowników, do interesowania się kobietami, takie jak wyzywający ubiór, zachowanie czy makijaż tych ostatnich, działają na korzyść kobiet a nie przeciw nim. Kobiety pozbawione rzekomego „molestowania seksualnego” prędko by za nim zatęskniły. W istocie same są za nie odpowiedzialne, ponieważ wyzywające zachowanie, strój czy makijaż kobiet są bardziej napastliwe niż męskie dowcipy o podtekście seksualnym.
7) Dla mężczyzn paca stanowi konieczność. Bez pracy mężczyzna jest nikim, przede wszystkim dla kobiety. O mężczyznach zajmujących się domem nie mówi się jako o gospodarzach domowych, lecz jako o pasożytach. Mężczyźni bez pracy znacznie częściej lądują na ulicy niż kobiety.
Mężczyźnie praca służy do zarabiania pieniędzy, które musi przynieść do domu. Dla kobiety praca stanowi karierę, samorozwój oraz sposób na samorealizację zawodową. Kobiety nie czują wstydu ani winy z tego powodu, że zarabiają, a więc przynoszą do domu, mniej pieniędzy niż mężczyźni. Nie czują też dyskomfortu z tego powodu, że płacą niższe podatki, podczas gdy z ubezpieczeń emerytalnych, służby zdrowia, publicznej edukacji i świadczeń socjalnych korzystają częściej i dłużej niż mężczyźni.
8) Biologia, która wyposażyła kobietę w umiejętność rodzenia dzieci i sprawiła, że w wielu dziedzinach jest ona mniej sprawna i zaradna od mężczyzny, jednocześnie wyposażyła mężczyzn w skłonność do opiekowania się kobietami. Za sprawą tej skłonności, mimo że kobiety zarabiają mniej od mężczyzn, wydają one od nich więcej, częściej decydują o przeznaczeniu pieniędzy i dokonywanych zakupach.

Drodzy Czytelnicy, w obecnym systemie ekonomicznym mężczyźni i kobiety pracować mogą: w sektorze publiczny, w sektorze prywatnym, lub na własny rachunek tudzież założyć własny biznes. Gdyby zjawisko dyskryminacji realnie istniało najmniej ujawniłoby się w zarobkach przedsiębiorców i osób pracujących na własny rachunek, ich nie miałby kto dyskryminować; trochę bardziej ujawniłoby się ono w zarobkach pracowników przedsiębiorstw prywatnych, ich szefom bardziej niż szefom przedsiębiorstw państwowych zależałoby na tym, aby jak najbardziej racjonalnie wydać własne pieniądze, ale gdyby chcieli tracić pieniądze dyskryminując kobiety, do pewnego stopnia mogliby to uczynić; natomiast zjawisko dyskryminacji najbardziej ujawniłoby się w zarobkach pracowników budżetówki.

A jak ma się to do faktów? Najmniej kobiet jest wśród osób zakładających własne biznesy, tam bowiem nie mają co liczyć na czyjąkolwiek pomoc, natomiast w sferze budżetowej pracuje ich nieproporcjonalnie więcej niż w sferze prywatnej (między innymi dlatego kryzys gospodarczy dotknął je w mniejszym stopniu niż mężczyzn). W sferze budżetowej ich zarobki różnią się też od zarobków mężczyzn mniej niż w branży prywatnej – chociaż dla Polski nie posiadam procentowych danych na ten temat. Posiadam natomiast dokładne dane ze Stanów Zjednoczonych przytoczone w znakomitym poradniku dla kobiety Warrena Farrell-a „Dlaczego mężczyźni zarabiają więcej i co kobiety mogą na to poradzić”. Otóż w USA przedsiębiorczynie zarabiają jedynie 59% tego co przedsiębiorcy, podczas gdy pracownice zarabiają 83% tego co pracownicy, mimo że te drugie ma kto dyskryminować, natomiast te pierwsze same sobie są szefowymi.

Gdyby zjawisko dyskryminacji płacowej faktycznie występowało, najłatwiej byłoby je zlikwidować, likwidując jego przyczyny a nie objawy. Gdyby faktycznie było wiadomo, że za różnice płac odpowiada nie różnica produktywności ale stereotypy, z tego samego źródła musiałoby też być wiadomo, co to za stereotypy, np. czy byłyby to stereotypy kobiecej niefrasobliwości czy kobiecego lenistwa? Gdyby okazały się to być te ostatnie, wtedy zmuszając przedsiębiorstwa do wprowadzenia sytemu sztywno uzależniającego płace od czasu pracy i elektronicznego nadzoru czasu pracy, uniezależniłoby się płace od szefa i jego stereotypu kobiecej leniwości. Feministki nie proponują jednak leczenia przyczyn rzekomej dyskryminacji, nie posiadają też badań, które mówiłyby jakie to rzekome stereotypy miałyby kierować decyzjami pracodawców. Być może nawet zdają sobie sprawę, że pomoc pracodawcy w sztywnym uzależnieniu płacy od czasu pracy, jeszcze bardziej pogrążyłaby kobiety.

Jeżeli rzekoma dyskryminacja miałaby faktycznie występować, to likwidowanie jej poprzez leczenie objawów zamiast przyczyn tylko pogorszyłoby sytuację. Wyobraźmy sobie, że w jednym zakładzie pracy kobiety i mężczyźni zarabiają tyle samo a w innym kobiety są dyskryminowane i zarabiają tylko 80% tego co mężczyźni. W takiej sytuacji wprowadzając postulowaną przez feministki tzw. dyskryminację „pozytywną”, czyli różne państwowe bezpośrednie czy pośrednie wspomaganie kobiet, po to, aby ich średnia płaca wzrosła, spowodowałoby się, że pensje kobiet wzrosłyby zarówno w tych miejscach, w których byłyby one dyskryminowane, jak i w tych, w których dyskryminowane by nie były. W tych ostatnich spowodowałoby to dyskryminację mężczyzn.

Można powiedzieć, że jeżeli gdziekolwiek kobieta miałyby być dyskryminowane, to każdy taki poszczególny przypadek mógłby rozpatrzyć sąd, przed którym kobieta (czy mężczyzna) udowodniłaby, że jest dyskryminowana. Jednak również to nie jest odpowiednim rozwiązaniem. Czemu bowiem sąd miałby rozpatrywać tylko to, czy ktoś jest niesprawiedliwie opłacany z powodu dyskryminacji? Co prawda, jeżeli na ulicy pobije się murzyna, pójdzie się siedzieć za „napaść na tle rasowym”, ale gdy pobije się kogoś w celach rabunkowych, też pójdzie się siedzieć. Czy nie jest więc logiczne, że gdyby sąd rozpatrywał, czy pracownik jest sprawiedliwie opłacany ze względu na płeć, to powinien tez rozpatrywać, czy pracownik jest sprawiedliwie opłacany ze względu na inne czynniki, np. czy pracownik nie jest gorzej opłacany dlatego, że pracodawca wie, że żyje on w nie pasującym szefowi modelu rodziny, że kibicuje nieodpowiedniej drużynie albo lubi inne potrawy niż szef?

Gdyby jednak tak było, to sądy zajmowałyby się nie tylko przestrzeganiem umów o pracę, ale de facto tym, jaki kształt te umowy będą miały. Innymi słowy, ustalałyby pensje pracownikom. Taką sytuację, w której pensji pracownikom nie ustalali pracodawcy tylko władza już mieliśmy. Doprowadziła ona do krachu cały blok państw. Miała jednak ten plus, że była scentralizowana. Nawet tego plusa nie miałaby sytuacja, w której o tym, na jaką wypłatę wolno się umówić pracowniom i pracodawcą, decydowałby sąd. Jest więc to nie mniejszy absurd niż dyskryminacja pozytywna.

O każdej konkretnej sytuacji płacowej powinien decydować pracodawca i pracownik w niej się znajdujący. Tylko wtedy będzie ona uczciwa, a nie spaczona ideologią promocji jednej płci.

Feministki mówią o rzekomym patriarchalnym spisku mężczyzn. Mam nadzieję, że w powyższej serii artykułów wystarczająco wykazałem, że spisek taki istnieje nie bardziej niż spisek masoński, żydowski, czy Al-Kaida. Może jednak należałoby się zastanowić nad jego ustanowieniem. Feministki non stop mówią o tym, że kobiety nie są solidarne w pracy, mimo że być powinny, przyznając, że gdyby nawet różnica płac była wynikem dyskryminacji, oznaczałoby to po prostu, że mężczyznom kumoterstwo idzie lepiej niż im. Faktycznie jest jednak odwrotnie. Jak wykazały statystyki przytoczone w książce Farrell-a, z powodu rządowych programów wyrównawczych kobiety w USA zarabiają za tę samą pracę już o 7000 tys. dolarów rocznie więcej niż mężczyźni. Babskie kumoterstwo odnosi sukces. Panowie, nie wstydźmy się protestować, kiedy jesteśmy dyskryminowani. Może taki protest uzmysłowi feministkom, że terroryzowanie społeczeństwa aparatem państwowym nie musi przynosić korzyści im.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.