Facebook Google+ Twitter

Podsumowanie wtorkowych meczów Ligi Mistrzów

Starcie gigantów na Bernabeu, sensacyjna porażka Romy z FC Basel, koncert gry Arsenalu i potworny pech mistrzów Rumunii z Kluż - to najciekawsze wydarzenia wypełnionej wspaniałymi golami wtorkowej piłkarskiej uczty.

Real - AC Milan



Wydarzeniem piłkarskiego wtorku był niewątpliwie gorączkowo oczekiwane spotkanie Realu z AC Milan - dwóch najbardziej utytułowanych klubów na europejskiej arenie. Mecz z pewnością nie zawiódł tych, który oczekiwali akcji. Gra była prowadzona w szybkim tempie, było wiele emocji, jednak o wyniku zadecydowały dwie minuty, podczas których Real uderzył dwukrotnie - w obu przypadkach po akcjach Cristiano Ronaldo, który wczoraj był prawdziwym liderem swojej drużyny. Najpierw Portugalczyk uderzył potężnie z wolnego poprzez dziurę w murze, a minutę później podał ze skrzydła nadbiegającemu Mesutowi Oezilowi, który dość niezdarnie, lecz szczęśliwie - bo piłka po jego strzale odbiła się od Daniele Bonery - umieścił piłkę w bramce. Milan próbował gonić wynik i miał ku temu okazje. Bardzo aktywny był Alexandre Pato, swoje szanse mieli Pirlo i Seedorf, ale albo je marnowali, albo na drodze stanął wspaniale dysponowany tego dnia Casillas. Mimo tych prób to Real nadawał ton grze i to on był drużyną zwycięską. Królewscy Mourinho potwierdzili swoją "galaktyczną" formę i w końcu grają na miarę oczekiwań.

Ajax - AJ Auxerre



W drugim meczu grupy G, czyli grupy śmierci, również było niezwykle ciekawie. Obie drużyny grały w swoim stylu - Ajax ofensywnie, swobodnie, miejscami z błyskiem, zaś Auxerre tradycyjnie czyhało na kontry. Zgodnie z planem to Holendrzy wyszli pierwsi na prowadzenie po fantastycznej "bombie" de Zeuuwa ze skraju pola karnego. Auxerre miało szansę na wyrównanie, jednak w 41. minucie w ataku Ajaksu zadziałał wybuchowy duet Suarez - El Hamdaoui. Ten pierwszy po podaniu drugiego wyszedł sam na sam z bramkarzem i technicznym uderzeniem skierował piłkę do bramki. Druga połowa była jeszcze ciekawsza, nie tylko z powodów czysto piłkarskich. W 54. minucie Andre Ooijer w bezmyślny sposób sfaulował wychodzącego na czystą pozycję Oliecha i zarobił za to czerwoną kartkę. Przyznany z faulu rzut wolny w spektakularny sposób na bramkę zamienił Valter Birsa. Francuzi ruszyli potem do ataku, lecz bez większego skutku. Po jednym z takich ataków Dennis Oliech najwyraźniej próbował powtórzyć wyczyn Diego Maradony i jego "rękę Boga". Zrobił to jednak w tak oczywisty sposób, że arbiter nie miał innego wyjścia, jak tylko ukarać Kenijczyka drugą żółtą kartką i wyrzucić go z boiska. Kolejny kuriozalny incydent miał miejsce w ostatniej minucie meczu. Rezerwowy Auxerre Pascal Mignot krytykował pracę sędziego zza bocznej linii tak sugestywnie, że został usunięty z boiska nawet na nie nie wchodząc!

AS Roma - FC Basel



Na Stadio Olimpico doszło chyba do największej niespodzianki tej kolejki Ligi Mistrzów. Słabo i niemrawo grająca Roma zasłużenie przegrała pojedynek ze Szwajcarami z Bazylei. Ozdobą wieczoru były bramki strzelone przez piłkarzy FC Basel. Najpierw Alexander Frei atomowym półwolejem omal nie przerwał siatki w bramce gości, potem reprezentant Ghany Samuel Inkoom z narożnika pola karnego posłał kolejną rakietę w ten sam róg bramki Lobonta, zaś w 90. minucie Cabral po błyskotliwym rajdzie i minięciu trzech rzymskich obrońców znalazł się sam na sam z bramkarzem i spokojnie posłał piłkę do bramki. Pogrążona w kryzysie Roma miała w drugiej połowie przewagę, ale ani Totti, ani Boriello, ani Pizarro nie zdołali pokonać kapitana gości Franco Costanzo.

Bayern - CFR Kluż



Nieprawdopodobne wręcz rzeczy działy się na Allianz Arena w drugim meczu grupy E, pomiędzy mistrzem Niemiec Bayernem i mistrzem Rumunii CFR Kluż. Od początku meczu Rumuni zagrażali bramce Butta i już w 24. minucie Ricardo Cadu strzałem głową pokonał niemieckiego bramkarza. Potem jednak zaczął się koncert nieszczęść. Cztery minuty później ten sam piłkarz wpakował piłkę do własnej bramki po strzale Toniego Kroosa, zaś kolejnych sześć minut później Rumuni z Kluż ponownie zaliczyli samobójcze trafienie autorstwa Panina. Czarę goryczy
przelał kolejny gol dla Bayernu. W 77. minucie rumuński obrońca tak nieszczęśliwie wybijał piłkę z własnego pola karnego, że trafiła ona w nadbiegającego Mario Gomeza i wpadła do siatki. Niesamowity pech Rumunów potwierdził jeszcze strzał Traore, który trafił w słupek. Goście co prawda strzelili jeszcze gola za sprawą argentyńskiego snajpera Culio, ale było już za późno na zdobycie kolejnych bramek. W ten sposób mistrz Rumunii, strzelając 5 bramek, przegrał z bardzo niemrawym tego dnia Bayernem 2-3.

Spartak Moskwa - Chelsea Londyn



W meczu Spartaka z Chelsea wynik taki, jakiego oczekiwano, lecz przebieg spotkania dość zaskakujący. Piłkarze Spartaka mieli przewagę w posiadaniu piłki, stwarzali więcej sytuacji i gdyby nie niesamowite parady Petra Czecha, mogliby ugrać z londyńczykami przynajmniej jeden punkt. Jednak fenomenalne uderzenie z woleja Jurija Żirkowa i eksperckie wykończenie akcji przez Anelkę dało mistrzom Anglii trzecie zwycięstwo w grupie.

Olympique Marsylia - MSK Żylina



Podobny scenariusz miał drugi mecz grupy F, w którym Marsylczycy wymęczyli zwycięstwo z mistrzami Słowacji MSK Żylina. Gola dla OM zdobył Souleymane Diawara po rzucie rożnym Lucho Gonzaleza. Francuzi mieli jednak dużo szczęścia i tylko dobrej formie Steve'a Mandandy zawdzięczają zdobycie kompletu punktów na Stade Velodrome.

Arsenal - Szachtar Donieck



Choć początek meczu na to nie wskazywał, Arsenal dał kolejny wysublimowany koncert gry przeciwko mistrzom Ukrainy. Strzelanie rozpoczął Alexandre Song po fatalnym błędzie bramkarza Piatowa. Potem kolejny już raz bramkę zdobył, będący w kapitalnej formie, Samir Nasri, soczystym wolejem pakując piłkę w siatkę. Arsenal grał jak z nut i było tylko kwestią czasu, kiedy dodadzą do swego konta następne bramki. I rzeczywiście, już w 59. minucie powracający po kontuzji Cesc Fabregas firmowym uderzeniem "w okienko" wykorzystał rzut karny. Kolejny gol, zaledwie 7 minut później to cudowna kombinacja Jacka Wilshere'a z Tomasem Rosickim zakończona przez tego ostatniego. Symfonię Arsenalu zakończył natomiast Marouane Chamakh, który po znakomitym podaniu Nasriego znalazł się sam na sam z bramkarzem i zdążył jeszcze spojrzeć na sędziego liniowego zanim umieścił piłkę w siatce. Szachtar, mimo wyniku, nie grał fatalnie i miejscami bywał groźny. Tak było, kiedy na początku drugiej połowy rozgrywający solidny mecz Łukasz Fabiański musiał powstrzymać Luiza Adriano w sytuacji jeden na jednego. Tak też było już pod koniec meczu, kiedy powracający na Emirates Stadium Eduardo pięknym wolejem z 10 metrów zdobył honorową bramkę. Mimo wszystko była to kolejna porywająca noc w wykonaniu Arsenalu i jeśli drużyna Wengera będzie potrafiła utrzymać takie tempo, to będzie poważnym pretendentem do zdobycia Pucharu.

Sporting Braga - FK Partizan



Portugalczycy, którzy w poprzedniej kolejce mimo świetnej gry ulegli Szachtarowi, tym razem zagrali mniej błystkotliwie, ale skuteczniej. Mimo że Partizan przeważał przez dużą część meczu, to gospodarze strzelali gole. Najpierw po cudownym uderzeniu Limy z wolnego, potem zaś po szybkim kontrataku, który wykończył snajper zespołu z Bragi, Matheus.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.