Facebook Google+ Twitter

Podsumowanie wyprawy reprezentacji Polski za ocean

Dwa remisy, cztery bramki. Takie łupy przywozi reprezentacja Polski z wyprawy za ocean. Po meczu z USA wydawało się, że kadra zaczyna robić duże postępy. Potyczka z Ekwadorem podważyła wcześniejsze wnioski.

Przemysław Tytoń w meczu z Ekwadorem. / Fot. EPA/André PichetteReprezentacja Polski zakończyła amerykańsko-kanadyjskie zgrupowanie. Bilans meczów ze Stanami Zjednoczonymi i Ekwadorem to dwa remisy i cztery strzelone bramki, ale też mnóstwo błędów w obronie, brak konsekwencji, czy niemoc strzelecka Roberta Lewandowskiego kreowanego na największą gwiazdę wśród polskich napastników.

Jeszcze przed wylotem do Stanów, nad Wisłą rozgorzała dyskusja podważająca zasadność grania za oceanem. Polska reprezentacja przygotowuje się przecież do finałów Mistrzostw Europy, które odbędą się w naszym kraju oraz na Ukrainie. Pytano, po co lecieć tak daleko i grać z drużynami spoza Starego Kontynentu, skoro najbliższe mecze o punkty już w finałach europejskiego czempionatu rozegnamy "u siebie" z reprezentacjami pochodzącymi ze znacznie bliżej geograficznie i piłkarsko położonych krajów.

Selekcjoner Franciszek Smuda odpowiadał na łamach prasy, że "Inni nie chcą z nami grać", Antoni Piechniczek zdradził, że ważną rolę odegrały aspekty finansowe (podobno PZPN zarobił na owym mini-tourne), Grzegorz Lato w swoim zwyczaju nie powiedział nic, tylko dwa dni przed piłkarzami bawił już w Wietrznym Mieście. Bez względu na to, jaka jest odpowiedź na pytanie, czy warto było tam lecieć, faktem jest, że zgrupowanie się odbyło i nic już tego nie zmieni.

Przed pierwszą zbiórką reprezentantów w Warszawie, trener Smuda miał niemały problem ze skompletowaniem kadry. Po raz kolejny urazu tuż przed zgrupowaniem nabawił się Ireneusz Jeleń, problemy zdrowotne dopadły także Grzegorza Wojtkowiaka. Tego ostatniego miał zastąpić Dariusz Dudka, ale na powołanie w ostatniej chwili nie zgodził się klubowy opiekun byłego piłkarza m.in. Wisły Kraków, a obecnie Auxerre - Jean Fernandez. Wobec tego "Franz" zdecydował się zabrać ze sobą "dowołanych" w ostatniej chwili Artura Jędrzejczyka z Legii i Jacka Kiełba z Lecha Poznań.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

Dobry, fachowy, wyważony tekst.5

Komentarz został ukrytyrozwiń

Oj Panie Kamilu, tu zgodzić się nie mogę,
by konkurent Lewego musiał złamać nogę,
miast tego nasz Robert niech więcej trenuje,
a swój kwadrans w meczu, bardziej wykorzystuje ;)))

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie dobrze ta nasza kadra wygląda, a czasu coraz mniej. Nasza obrona to pięta achillesowa, a Lewandowski zawodzi dlatego, że brakuje mu rytmu meczowego. Jak na przekór Kagawa i Barrios są w świetnej formie i nasz napastnik nie za wiele sobie pogrywa. Ja mam cichą, choć nie do końca moralną nadzieję, że któryś z jego rywali do miejsca w składzie dozna kontuzji, a Robert wykorzysta swą szansę.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tomek bardzo mi sie to podoba- Sami se będziemy grać- jasne , że będziemy:))))

Komentarz został ukrytyrozwiń

Niech nie wracają. Sami se będziemy grać.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.