Facebook Google+ Twitter

Podsumowujemy lubelskie Zdaerzenia

Trzydniowy festiwal sztuki alternatywnej za nami. Zobaczyłam i oceniłam - oto subiektywna relacja.

Lubelskim Zdaerzeniom nie można odmówić spójności koncepcji z tym, co udało się zrealizować w ciągu ostatniego weekendu. Zastrzeżenia można mieć do jakości niektórych "pokazów", ale braki były sukcesywnie rekompensowane. I stąd w ostatecznym podsumowaniu komplementuję festiwal jako wydarzenie zdecydowanie warte studenckiej - przede wszystkim - uwagi.

Co miałam okazję zobaczyć?

Wykłady - piątkowe i sobotnie popołudnia rozpoczynały się od interesujących opowieści. Dr Andrzej Antoszek opowiedział nam co nieco o kulturze hiphopowej - począwszy od discowych, funkowych początków rapowania, poprzez klasyczne płyty lat 80., aż po wzmianki o współczesnym obliczu tej muzyki. Obraz kultury, światopoglądu, podłoża ideologicznego i społecznego uzupełniały filmy, historie konfliktów wschód-zachód, teledyski, książki i sylwetki znanych koszykarzy. Czas nie pozwolił na zagłębienie się w temat, ale ciekawych informacji zdobyłam sporo.

Podobnie drugiego dnia - Andrzej Kępski i Bartosz Wójcik zorganizowali nam wycieczkę po starej dobrej Jamajce z czasów kiełkującego reggae. W barwnych opowieściach dotyczących klasycznych okładek starych płyt (lata 70., 80. przede wszystkim) przemycali historyjki dotyczących społeczności jamajskiej a nawet ciekawostki dotyczące mocno specyficznego rynku muzycznego. Była muzyka puszczana z winyli i fragmenty tamtejszego kina. Wykład zabawny i interesujący - niechętnie opuszczaliśmy Małą Salę.

Wernisaż - wystawa pt. "Outdoor" Marcina Bocińskiego kusiła przechodzących korytarzem do przystanięcia. Ciekawa koncepcja i niezłe zdjęcia - w pozornie trywialnej rzeczywistości wszędobylskich billboardów odnaleźć można dziwaczne prawidłowości, mniej lub bardziej zabawną anachroniczność. Zderzenie dwóch kompletnie przeciwstawnych wizji daje niekiedy komiczne efekty, często - budzi niesmak czy zażenowanie. Tych kilka zdjęć otwiera oczy widza na rzeczy, z którymi pozornie tylko jest już świetnie oswojony.

Performance - chcąc zamknąć jak najszybciej temat tych "krótkich form artystycznych", wspomnę o dwóch wydarzeniach, w których miałam okazję uczestniczyć: "eiże.313" oraz "Schody I".

Dwóch młodych artystów z lubelskiego światka przedstawiło jakąśtam wizję czegośtam. "eiże", który w zamierzeniu miał otwierać jakieś trzecie, mistyczne oko i tłumaczyć imponderabilia, męczył bełkotliwym pseudoartyzmem. Nie mówiąc już nawet o "Schodach I", odrobinę turpistycznej scence rodzajowej z enigmatycznym przekazem. Męczące, miernej jakości widowiska.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.