Pozycja materiału w rankingach:
W Dzień Dziecka, większość rodziców zamiast cieszyć się ze swoimi pociechami, otrzymało od lokalnych władz przykrą niespodziankę. Samorządy deklarują drastyczne podniesienie opłat za żłobki, co niestety "uderzy" w najbiedniejszych.
Zobacz także:
Artykuły
(44)
Galerie
(4)
Średnia ocen
(4.03)
Wiek: 30 | Miejscowość: POZNAŃ | Kraj: Polska
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Tomasz Sroczyński 09.06.2011 00:15
"Czemu ktoś korzysta z ciężko zarobionych przeze mnie pieniędzy, a sam swoje przeznacza na "inne podwórko". Osobiście nie mam nic przeciwko migracji, każdy ma prawo mieszkać tam gdzie mu się podoba, ale skoro korzystają z np. Warszawskich ulic, komunikacji, żłobków, przedszkoli itd to niech dorzucą swoje złocisze do wspólnego woreczka."
A Warszawiacy dorzucają do wspólnego? Przecież to wszystko idzie centralnie afaik. A jak ktoś nic nie dorzuca, bo nic nie ma? Co wtedy?
"Zgadzam się jak najbardziej! Opiekunka w żłobku, zatrudniana przez samorząd, zarabia ok. 1580 zł brutto, salowa ok. 1100-1300 zł. Śmiechu warte. Jeśli opłaty wzrosną to o pensje opiekunek również powinno się zadbać. Niestety podwyżka opłat ma rozwiązać problem zbyt małej ilości miejsc w żłobkach i zapewniać powstawanie nowych. Czyli opiekunki maluszków raczej wcale nie zostaną odpowiednio wynagrodzone za swą ciężką pracę..."
Śmiechu warte, taki jest socjalizm. Prawie jeszcze raz tyle wydaje na nią pracodawca. Gdyby nie było paru głupot to by miała więcej z marszu.
To jest gospodarka, a nie wybieranie "tu podniesiemy", "tam podniesiemy":/. Dlaczego od razu minimalnego wynagrodzenia do 3000 nie podnieść? Niby wszyscy będą zadowoleni.
Że potem będą masowe zwolnienia... Mniejsza, na pierwszy rzut oka dobrze wygląda.
Asia Królikiewicz 08.06.2011 13:24
Zgadzam się jak najbardziej! Opiekunka w żłobku, zatrudniana przez samorząd, zarabia ok. 1580 zł brutto, salowa ok. 1100-1300 zł. Śmiechu warte. Jeśli opłaty wzrosną to o pensje opiekunek również powinno się zadbać. Niestety podwyżka opłat ma rozwiązać problem zbyt małej ilości miejsc w żłobkach i zapewniać powstawanie nowych. Czyli opiekunki maluszków raczej wcale nie zostaną odpowiednio wynagrodzone za swą ciężką pracę...
Monika 07.06.2011 22:23
Czytam te artykuły i nikt nie poruszył tu jednego tematu.Otóż czemu do żłobków i przedszkoli przyjmowane są na równi dzieci rodziców którzy płacą podatki i tych którzy ich nie płacą w danym mieście. Czemu ktoś korzysta z ciężko zarobionych przeze mnie pieniędzy, a sam swoje przeznacza na "inne podwórko". Osobiście nie mam nic przeciwko migracji, każdy ma prawo mieszkać tam gdzie mu się podoba, ale skoro korzystają z np. Warszawskich ulic, komunikacji, żłobków, przedszkoli itd to niech dorzucą swoje złocisze do wspólnego woreczka. A co do podwyżki, to jestem za tym, że podwyżka powinna być, no może nie do 1000zł, ale jakaś powinna, wszak na warunki Warszawy 170zł to trochę mało, ale niech te pieniądze zostaną w żłobku, tym panią które zajmują się naszymi pociechami należą się leprze warunki pracy, większa pensja.
PS. odprowadzając jutro swoją pociechę do żłobka, przedszkola czy szkoły zwróćcie uwagę na rejestrację aut którymi dowożone są dzieciaczki w wyżej wymienione miejsca.
Tomasz Sroczyński 04.06.2011 09:03
"Ciężkie jest życie obecnych rodzin. Być może, gdyby kobieta opiekująca się dzieckiem do lat 3 otrzymywałaby miesięcznie świadczenie w wysokości 1000 zł. sytuacja uległaby poprawie. Większość mam mogłaby spokojnie wychować swojego malucha w domu do momentu jego pójścia do przedszkola."
Dostawać tak po prostu 1000 złotych? Pomijasz istotny aspekt - męża. Jeśliby zarabiał prawie dwa razy więcej, a wszystko kosztowałoby o wiele mniej, niż obecnie (choćby benzyna, na przykład 2,50zł/l - to także przekłada się na ceny wszystkiego), nie byłoby problemu, że z łaski państwa masz 1000 złotych, które było większą sumą, zanim przeszło z podatków przez ręce posłów i innych urzędników.
Co do zarabiania więcej: http://gospodarnosc.blogspot.com/2010/05/ile-w-rzeczywistosci-zarabiaja-polacy.html
"A powinno, gdyż krąży plotka o nowym pomyśle rządu, który miałby nałożyć dodatkowy podatek dla osób bezdzietnych po 40 roku życia."
Po podatku klimatycznym żadna bzdura nie zdziwi - chyba, że podatek od wody w organizmie.
Jesienią zbliżają się wybory, jest okazja, by zamanifestować i walczyć o normalność. Nie pozwólmy, by znowu ta sama ekipa co jest teraz, miała miejsca w Sejmie. Ich miejsce jest w więzieniu.
Tomasz Sroczyński 04.06.2011 08:58
Jeśli samorząd jest właścicielem żłobków (ino są one prywatne, nie podlega to państwu wyżej) - to sam może decydować o kosztach. Jeżeli za żłobki odpowiadają inne osoby prywatne, w normalnym państwie nikt nie powinien za nie decydować, ile ma kosztować korzystanie z nich.
"Wielu jednoznacznie odpowie, że państwo wcale nie ułatwia życia polskim rodzinom, a wręcz je utrudnia."
W rzeczy samej.
W udanym kapitalizmie, z większą swobodą na rynku i mniejszymi podatkami (z powodu mniejszych potrzeb państwa, składającego się tylko z władz, wojska, policji i sądownictwa; znacząco mniejszych - obecnie ponad połowa tego, co się wypracuje, jest marnowane!) nie byłoby problemu, aby panowała sytuacja normalna przez wieki, że to mężczyzna odpowiedzialny za swoją rodzinę będzie dość zarabiał, by ją wyżywić (nawet z pracy, która dziś takich możliwości nie daje; i to nie tak, by się zarobić, bo ojciec przy dziecku też jest potrzebny), a kobieta mogłaby ze spokojem poświęcić czas na dbanie o dom, opiekowanie się dziećmi i co jeszcze w wolnym czasie duszyczka zapragnie - w końcu do pracy iść nie będzie musiała. Inna sprawa, że żłobki nie będą zasadniczo potrzebne - też dobrze, bo przez pierwsze lata życia najważniejszy jest wkład obojga rodziców w rozwój dziecka, zostawianie go przez 5 dni w tygodniu pod opieką kogoś innego jest ryzykowne w dalszej perspektywie.
I - co dalej jest ważne - państwo nie będzie od pomagania w zapewnianiu opieki. I dobrze, bo od tego jesteśmy my, każdy z osobna. Jak państwo bierze się za sprawy socjalne, to jest to nieefektywne przetwarzanie naszych pieniędzy, jest to pole do manewru dla rozmaitych oszustów, ludzie których się grabi z zapracowanych pieniędzy (podatek dochodowy to ewidentnie kara za pracowitość) wcale nie robią dobrego uczynku, nikomu nie pomagają; wręcz przeciwnie - odchodzi im ochota na dobre uczynki, te, które wiążą się z kosztami; gdyby ich było stać, no bo już państwo swoje trzy grosze do sprawy dorzuca. Poza tym są ludzie, którzy nie chcą pomagać finansowo - powinno być to ich prawo. Raju na ziemi ustawowo się nie wprowadzi.
Żłobek, jak każdy przejaw ludzkiej przedsiębiorczości, to twór, który musi zarabiać. Bo co mają powiedzieć ludzie, którzy utrzymują się z pracy tam?
"A dziury w budżecie nie można łatać obciążając rodziny."
Tego co się porobiło już nie załatają. Za kilka lat bankructwo, daj Boże wcześniej albo wtedy powrót do normalnego ustroju, i potem po lekkim szoku będzie dobrze.
"Kogo stać na założenie rodziny, skoro w dzisiejszych czasach niestety nawet dwie pensje w rodzinie to wciąż za mało. Jednak aby powrócić do pracy trzeba mieć zapewnioną opiekę dla swojego maluszka. I tu zaczynają się schody..."
No właśnie, to koresponduje z tym, co piszę wyżej. Socjalizm chce być dobry, a w gruncie rzeczy wychodzi zupełnie na odwrót!
"W wielu miastach na miejsce w żłobku czeka się ponad rok, a na listach rezerwowych w Poznaniu na miejsce oczekuje 1600 dzieci."
To też...
"W celu "poprawienia" sytuacji polskich rodzin powstała tzw. ustawa żłobkowa, która obliguje samorządy lokalne do tworzenia nowych miejsc sprawowania opieki nad najmłodszymi obywatelami."
Komuna jedna, niewiele się zmieniło.
"Władze miast, mając inicjatywę zwiększenia liczby miejsc w żłobkach innych placówkach, wpadły na pomysł, że w pozyskaniu funduszy pomoże podniesienie opłat za żłobek."
Gwóźdź programu, piramidalna głupota - jak podniosą opłaty spadnie popyt (z powodu spadku liczby ludzi zdolnych finansowo), więc budowa żłobków będzie potrzebna na mniejszą skalę niż zaplanowały władze.
"Stowarzyszenia swoje stanowisko w sprawie opierają na założeniach, że polityka społeczna powinna pomagać najuboższym, a nie dodatkowo ich obciążać."
Nie powinno być "polityki społecznej"! Co z tego wychodzi, każdy widzi.
Asia Królikiewicz 03.06.2011 23:56
Może napisze Pan dobry artykuł i on zajmie miejsce mojego :)
levy 03.06.2011 21:22
Dlaczego to cały czas wisi na głównej, skoro nikogo nie interesuje ?
levy 03.06.2011 21:21
Panie Mosiczuk, nie poznaję pana i..... coraz bardziej lubię...:)
Asia Królikiewicz 03.06.2011 18:05
Może akurat Ci biedni rodzice na Dzień Dziecka mogliby sprawić swoim pociechom jakąś fajną zabaweczkę jednak w przypadku tak sporych podwyżek opłat wielu musi zacząć oszczędzać i wielu uciech sobie odmawiać. Opłata może sięgnąć nawet 40 proc. płacy ludzi pracujących np. w marketach.
To może dajmy władzom ten dochód, który pozostanie i niech spróbują egzystować przez miesiąc.
Albo ma rodzic zrezygnować z pracy, zająć się dzieckiem i "jeść tynk ze ściany" albo pracując oszczędzać na tak drastyczne opłaty i ledwo wiązać koniec z końcem!
No ale cóż niektórzy nie zrozumieją biedy póki sami na własnej skórze jej nie odczują!
A państwo powinno pomagać w zapewnianiu opieki, gdyż wg UE 30 proc. dzieci do lat 3 powinno mieć zapewnioną opiekę instytucjonalną!!!A żłobek to NIE firma, która musi zarabiać! A dziury w budżecie nie można łatać obciążając rodziny.
Ireneusz Mosiczuk 03.06.2011 00:49
"W Dzień Dziecka, większość rodziców zamiast cieszyć się ze swoimi pociechami, otrzymało od lokalnych władz przykrą niespodziankę." -i już nie mam ochoty czytać dalej. Co ma piernik do wiatraka. Dzień Dziecka to jedno, problem rodziców z płatnościamio to insza inszość-jak mawia mój ziomek:))))))))) Nawet nie chce mi się rozwijać tematu, bo i gadanie po próżnicy jest bezsensem. Najlepiej wszystko za darmo i poniżej kosztów. Socjalizm czy kapitalizm?- oto jest pytanie.