Facebook Google+ Twitter

Podział punktów w meczu Polski ze Słowacją

W towarzyskim spotkaniu reprezentacja Polski zremisowała 2:2 z drużyną Słowacji. W pierwszej połowie bramki dla rywali zdobywali Martin Jakubko i Martin Skrtel. Po przerwie do wyrównania doprowadzili Marcin Żewłakow i Radosław Matusiak.

Przemysław Kazimierczak przyjmuje piłkę obok Słowaka Jana Durica podczas meczu towarzyskiego w hiszpańskim Jerez. Fot. PAP/TOM KERRPojedynek z reprezentacją Słowacji miał być pierwszym poważniejszym sprawdzianem dla podopiecznych Leo Beenhakkera w 2007 roku. Mimo że spotkanie miało charakter czysto towarzyski, dla wielu zawodników było szansą na dobry występ w oczach holenderskiego szkoleniowca. Po rozgromieniu ekipy Estonii, biało-czerwoni zmierzyli się z wyżej rozstawioną drużyną naszych południowych sąsiadów.

Od pierwszych minut na boisko wybiegli:

Artur Boruc - Marcin Wasilewski, Jacek Bąk, Michał Żewłakow, Grzegorz Bronowicki - Dariusz Dudka, Mariusz Lewandowski, Przemysław Kaźmierczak - Ireneusz Jeleń, Rafał Grzelak, Grzegorz Rasiak.

Zanim kibice przed telewizorami na dobre zdążyli usiąść w wygodnych fotelach, Słowacy objęli zaskakujące prowadzenie. Już po kilkudziesięciu sekundach gry i dośrodkowaniu z prawej flanki, Artura Boruca głową pokonał Martin Jakubko. Nieco zaćmieni obrotem wydarzeń Polacy nadal pozostawali w cieniu rywali. Nie mieli pomysłu na grę, a dalekie wybicia piłki w kierunku Grzegorza Rasiaka mogły najbardziej pamiętliwym kibicom przypominać poczynania kadry Pawła Janasa. W pierwszym kwadransie spotkania biało-czerwoni nie zdołali stworzyć żadnego zagrożenia pod bramką Kamila Contofalsky'ego (nie licząc dwóch tyleż rozpaczliwych co niecelnych prób Ireneusza Jelenia).

W obliczu całkowitej bezradności w przedzieraniu się pod pole karne przeciwnika, na bezpośredni strzał z rzutu wolnego z trzydziestu metrów zdecydował się Mariusz Lewandowski, lecz to uderzenie bez problemów wybronił bramkarz Słowacji. Po chwili pomocnik Szachtara Donieck ukarany został żółtą kartką.

Zaspanych już nieco fanów rozbudził w 33 minucie Rafał Grzelak, ogrywając dwóch rywali i w bardzo dobrej sytuacji strzelając jednak prosto w Contofalsky'ego. Była to pierwsza godna odnotowania akcja Polaków i cicha nadzieja na lepszą postawę w drugiej połowie. Jeszcze przed przerwą szansy na podwyższenie wyniki nie wykorzystał Robert Vittek, kierując piłkę minimalnie obok lewego słupka bramki Boruca.

Co się odwlecze, to nie uciecze. W ostatnich sekundach drugiego gola dla Słowacji strzelił Martin Skrtel, wykorzystując gapiostwo polskiej obrony po rzucie rożnym. Trudno pokusić się o jakikolwiek pozytywny komentarz pierwszej połowy w wykonaniu biało-czerwonych. Całkowity brak pomysłu na akcje ofensywne w połączeniu z rażącymi błędami w szeregach defensywnych zaowocowały utratą dwóch bramek i niewątpliwym bólem głowy Leo Beenhakkera.

Od początku drugiej połowy na boisku zobaczyliśmy Jacka Krzynówka, Wojciecha Łobodzińskiego i Radosława Matusiaka. Plac gry opuścili Dariusz Dudka, Rafał Grzelak i Ireneusz Jeleń. W 48 minucie Contofalsky sfaulował Rasiaka w polu karnym Słowaków i sędzia słusznie wskazał na jedenasty metr. Rzut karny na bramkę pewnie zamienił Michał Żewłakow, przywracając Polakom nadzieje na korzystny rezultat.

Po chwili Artura Boruca, Marcina Żewłakowa i Grzegorza Rasiaka zastąpili Wojciech Kowalewski, Arkadiusz Radomski i Bartłomiej Grzelak. Podopieczni Beenhakkera dążyli do wyrównania, piłka wciąż nie mogła znaleźć drogi do siatki Słowaków. Biało-czerwonym z pomocą przyszedł... Kamil Contofalsky. Po świetnym zgraniu Grzelaka uderzał Matusiak. Bramkarz rywali wybronił ten strzał, by nagle samemu "wpakować" sobie piłkę do bramki. W niezwykle kuriozalnych okolicznościach nowy nabytek US Palermo wyrównał stan meczu.

W ostatnich sekundach gry piłki meczowej dla Polski nie wykorzystał Przemysław Kaźmierczak, nie trafiając do pustej bramki z kilku metrów. Do końcowego gwizdka wynik nie uległ już zmianie.

Po bardzo kiepskiej pierwszej, i o niebo lepszej drugiej połowie biało-czerwoni zremisowali z reprezentacją Słowacji 2:2. Postawa Polaków do przerwy musiała być sporym zawodem nawet dla największych optymistów. Zbyt szybko stracony gol podciął skrzydła naszym zawodnikom, którzy pogrążeni w boiskowym chaosie nie mogli znaleźć sposobu na skuteczne ataki na bramkę rywali. Zagubionych rywali Słowacy dobili kilka sekund przed zejściem do szatni, a Leo Beenhakker miał nad czym myśleć. Wymyślił trzy zmiany. Krzynówek, Łobodziński i Matusiak wnieśli dużo ożywienia w poczynania zespołu. Brylował szczególnie ten ostatni, wyrównując stan gry i wielokrotnie ośmieszając przeciwnika. W polskiej ekipie może pozostawać pewien niedosyt, zwłaszcza że doskonałe szanse na zadanie Słowakom nokautującego ciosu mieli Marcin Wasilewski i Przemysław Kaźmierczak. Zwycięski marsz drużyny Beenhakkera został jednak przerwany, a kibicom pozostaje oczekiwanie przyszłych spotkań eliminacyjnych z Armenią i Azerbejdżanem. Oczekiwanie z nadzieją.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (7):

Sortuj komentarze:

no niestety...

Komentarz został ukrytyrozwiń

I okazuje się Krzyśku, że moje matematyczne, nieudolne wysiłki nie były potrzebne, bo rekordu nie będzie...;]

Komentarz został ukrytyrozwiń

2:2 - matusiak

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ktoś majstrował przy tytule. Bo Krzysiek w lidzie dobrze napisał. Tylko tytuł coś nie pasi z tym wynikiem...;]

Komentarz został ukrytyrozwiń

no tak...a teraz już 1-2 (bramka Żewłakowa z karnego)...coś nie tak? nie rozumiem...:D

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nieeee. hehehe Po pierwszej połowie przegrywaliśmy 0:2 ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

1:2

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.