Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

14074 miejsce

Pogoda dla bogaczy. Jak przejąć kapitał?

Jeśli jesteś bogaty to możesz spać spokojnie. Jeżeli biedny to na awans raczej nie będziesz miał wielkich szans. No chyba że świat podchwyci pomysły Thomasa Piketty'ego zawarte w książce "Kapitał XXI wieku". Jest już polski przekład.

 / Fot. Krytyka PolitycznaZasada jest prosta, jak w jednej z przypowieści biblijnych. Kto ma, temu będzie jeszcze dodane; a kto nie ma, temu odbiorą. Tak mniej więcej działa kapitalizm. To za mało jednak, by wyjaśnić, dlaczego dzisiaj tempo wypływania do góry jednych oraz powiększania się przepaści w stosunku do biednych jest tak duże. Dlaczego 1% ludzi jest w posiadaniu ponad połowy światowego bogactwa i będzie miał jeszcze więcej? Innymi słowy, skąd się biorą nierówności społeczne, które wszystkich nas dotyczą?

Na to pytanie odpowiada w monumentalnej książce "Kapitał XXI wieku" Thomas Piketty. Decyduje o tym kilka czynników. Po pierwsze stosunek kapitału do dochodu. To znaczy jeżeli nastąpiła duża akumulacja, czyli ktoś zgromadził spory majątek, to będzie mu on dawał też dużą stopę zwrotu. Co za tym idzie ten majątek będzie rósł w coraz szybszym tempie. Może więc dojść do sytuacji, że zyski z posiadania kapitału mogą przewyższyć znacznie, bez wielkiego wysilania się posiadacza majątku, dochody z pracy innej osoby, która przy tym będzie zaciskać mocno pasa. Ale to nie wszystko.

Muszą oprócz tego zaistnieć okoliczności, które sprawią, że dojdzie w ogóle do akumulacji kapitału. Gromadzeniu majątków sprzyjają więc niski wzrost demograficzny, tak jak dzisiaj w Europie. W praktyce przy dziedziczeniu majątków mamy mniej spadkobierców, więc majątki po przekazaniu nie ulegają podziałom na wiele części, ich wielkość więc się nie zmniejsza. Po drugie, jak wyjaśnia Piketty, ma znaczenie wzrost gospodarczy. Jeżeli jest on niewielki, rzędu jednego procenta tak jak teraz, to społeczeństwa odnawiają się niemal w tym samym kształcie. Poza tym, co ważne, od lat 70. istnieją szczególne warunki do bogacenia się, tym samym do wzrostu nierówności społecznych, ze względu na fakt, że kapitalizm został spuszczony z łańcucha. Postanowiono w myśl ideologii neoliberalizmu zdjąć wszystkie możliwe regulacje dla rozwoju biznesu, ograniczając do minimum ingerencję państwa. W praktyce oznacza to np. uprzywilejowane traktowanie korporacji w kwestiach podatkowych. Czyli ich zysk rośnie, a wpływy do kasy państwa są coraz mniejsze, przez co rośnie dług publiczny. W konsekwencji coraz mniej jest na przykład na inwestycje w edukację. To z kolei ogranicza możliwości zdobywania umiejętności na wysokim poziomie, tak by móc potem konkurować i wspinać się po drabinie społecznej. Tymczasem bogaci zawsze mogą posłać dzieci do szkół prywatnych. To samo dotyczy służby zdrowia i wielu innych dziedzin.

 / Fot. TCFDzięki łagodnemu traktowaniu korporacje i bogacze urośli w siłę i mogą wywierać wpływ na kształtowanie polityki, do tego stopnia, że dzisiaj większość państw siedzi w ich portfelach. Poza tym korporacje ustanowiły szereg niewybieralnych instytucji jak Światowa Organizacja Handlu, które de facto za pomocą odgórnych regulują, jakie zmiany mogą być wprowadzane w poszczególnych państwach a jakie nie (strasząc karami finansowymi, czy gospodarczą alienacją).

De facto więc państwo nie jest narzędziem, które ma wpływ na to, ile zysków korporacyjnych w postaci podatków trafi do jego kasy, by potem w postaci inwestycji trafić do sektora publicznego. Albo czy w ogóle trafią, bo przecież istnieje coś takiego jak raje podatkowe. Brak regulacji w postaci podatków sprawia, że rosną też nierówności w zakresie dochodów. Mam na myśli tzw. superkadry, które zarabiają nawet kilkaset razy więcej niż szeregowy pracownik. Wysokie uposażenia wcale nie muszą się w tym przypadku wiązać z wydajnością pracy, ale wynikają, jak tłumaczy autor książki, z faktu, że ustalają je sami dyrektorzy i jest na superpensje przyzwolenie społeczne w tej grupie wzajemnej adoracji.

Wracając do wątku regulacyjnego i konkludując, państwo nie reguluje redystrybucji kapitału wśród obywateli. Nie stoi na straży sprawiedliwości, tracąc tym samym zaufanie obywateli. To w konsekwencji sprawia, że przestajemy wierzyć w system reprezentacji parlamentarnej i demokrację. Wali się więc to, co moglibyśmy określić jako nowoczesne społeczeństwo.

PERSPEKTYWY I PROPOZYCJE

Nie ma co liczyć, jak próbują przekonywać neoliberaliści, że kapitalizm to samoregulujący się system, tzn. że jeśli bogaci już się nasycą to biednym też skapnie ze stołu i wszyscy będą szczęśliwi. Trzeba też się liczyć z tym, że rosnące nierówności, poza oczywistym aspektem niesprawiedliwości, mogą mieć szereg negatywnych konsekwencji w przyszłości. Na przykład prowadzić do destabilizacji społeczeństw w wyniku rosnącej frustracji. Perspektywy więc nie są ciekawe, tym bardziej, że jak przewiduje Piketty, nierówności nadal będą w XXI wieku rosły. Dzisiaj są porównywalne już z tymi, które występowały w XIX wieku. Czy można więc jakoś zmienić ten kurs?

 / Fot. CUThomas Piketty proponuje sprawdzone w przeszłości rozwiązania. Po pierwsze podatek progresywny. Czyli im większe dochody tym większy podatek, największy więc dla najbogatszych. Po drugie globalny podatek od kapitału. To mogłoby pozwolić na modernizację państwa socjalnego (nie mylić z socjalistycznym), chociażby na inwestycje w system edukacji. Szkolnictwo bowiem, zwłaszcza wyższe ma wyjątkowe znaczenie w zmniejszaniu nierówności społecznych. Mówi się, że dzisiaj dyplom nic nie znaczy, bo i uczelnie marnie kształcą. Fakt. Ale solidne wykształcenie zawsze jest w cenie i pozwala rozwinąć skrzydła. Podatki to również szansa, by zmniejszyć zadłużenie państwa, uniezależnić je od korporacji, czyli zwrócić legitymację polityczną.

Problem w tym, kto miałby odebrać rewolwer z prywatnych rąk trzymających na muszce ciało publiczne. I to jeszcze za pomocą metod demokratycznych, dialogu, a nie tak jak Orban na Węgrzech. Kto miałby sprawić, aby te wszystkie podatki zostały faktycznie nałożone, innymi słowy, by bogaci nałożyli je na siebie sami. Wydaje się to niemożliwe. Pamiętajmy jednak, że zdarzają się rzeczy nieprzewidywalne. Kto na przykład spodziewał się 20% poparcia dla Kukiza? Dlatego byłbym daleki od spisywania całej roboty Piketty'ego na straty. Napisana przez niego książka ma potencjał zarażania, bo tchnie autentycznością, przejrzystością i otwartością. Aż trudno uwierzyć, że napisał ją ekonomista. Nie przypadkowo więc "Kapitał XXI wieku" jest światowym bestsellerem. Przede wszystkim jednak to źródło argumentów o potężnej sile rażenia. Napisane bowiem w oparciu o badania prowadzone przez 15 lat, w ciągu których Piketty zebrał i przeanalizował dane dotyczące nierówności społecznych na przestrzeni 300 lat i 20 krajów. To jest oręż do debaty na temat bardziej sprawiedliwej organizacji społeczeństw.

Thomas Piketty: Kapitał w XXI wieku.

Wydawnictwo Krytyki Politycznej 2015.



Zobacz tego autora również:
Kapitał albo życie. Nowa książka Naomi Klein
Żywieniowe ludobójstwo. Gdzie szukać prawdziwego jedzenia?
Bogatszy świat, ale dla kogo?
Co warto wiedzieć o TTIP? Ruszają protesty




 / Fot. memy.pl


















Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

W bardzo ciekawy, oryginalny sposób napisana recenzja ksiązki.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.