Pozycja materiału w rankingach:
Autor usunął profil
Jakie są tak naprawdę dzieci wychowane na kolorowych pismach i doktrynie Sex & Beauty? Dlaczego tak trudno doszukać się w tym wszystkim jakichkolwiek wartości? No właśnie, wartości... Gdzie one są?!
W Polsce zaczęło się od Prusa. Niektórzy narzekają na Lalkę, bo długa, ale trafna i szczegółowa. Ale przecież o szczegóły się rozchodzi, czyż nie? Prus dość szczegółowo również zajmował się Polską i Polakami w pozytywistycznym świecie. Był precyzyjny, symbolizował do pewnego stopnia erudycję dość dobrze opatrzoną dobrym stylem literackim. My ludzie i Wy ludzi – kim jesteśmy, co robimy? Takie były główne pytania obserwatora-felietonisty…
Jeszcze mocniejszy był Defoe. A jego główną cechą była niewątpliwie mocna ironia.
Felieton można napisać podobno w kontekście wielkiego wzburzenia, tak uczą „stare księgi” teorii dziennikarskiej. Wzburzenie istotnie jest. Kultura nie ta co była i nie ci ludzie co byli. Czas mija, a z nim mija i to co dobre… Czyli im dłużej i później tym gorzej… Długo tu siedzę i się trochę nauczyłem. Widzę jak niektórym z ust kapie fałszem i obłudą. Rozkoszny to tylko widok zza szyby, bo przy bliższym kontakcie torsje zaczynają człowieka dopadać.
Przyznaję szczerze, że początkowo nawet nie było co zwracać, każde najdrobniejsze mdłości były starannie hamowane. Świat był wtedy piękniejszy i mniej obfity w zmartwienia… Później natomiast, przyznam, dość nieoczekiwanie, głęboko z gardła wyszło to co siedziało we mnie, a siedzi dalej w co poniektórych osobach… Wtedy pojąłem z czego się ten nasz świat składa i nie była to ciekawa refleksja, jak i nie jest ciekawym widokiem patrzenie na zewnętrzna formę tego co wokół dostrzegamy.
Żyjemy bowiem w czasie, w którym wszelkie wartości zatracają się. Plastikowe ego się wyzwoliło. Siedziało w Nas – bo to się każdego tyczy – całe lata, rozkwitało, aż przyszła pora i poznaliśmy kwiat zasiany przy którejś z fal wtórnego globalizmu. Społeczeństwo zakompleksionych, albo otumanionych przez własną pychę, laleczek, które jak mówił Marek Hłasko, szwęda się po gównie… No coś w tym jest, aż nie wypada się nie zgodzić. Można by nawet dodać, że każdy ma takie gówno, na jakie zasłużył.
Wypełzły spod ziemi, robaczywej ziemi, pisemka o okładkach kolorowych, śliskich i pełnych cukru oraz młodzieży na czele boksującego pochodu seksualno-libertyńskiego. To jest nasze wyzwolenie, spod jarzma rodziców-opiekunów, państwa, a także moralności i religii. Wolność to podobno cnota najznamienitsza, pełna wzniosłości, głęboka o różnorakim podłożu. Ale to już przesada… Czy pielęgnacja ideałów ograniczyła się tylko, a może przede wszystkim do kształtu i możliwości fallusa? O czym możemy przeczytać w nowym Cosmopolitanie.
Nie widzę tu miejsca na jakąkolwiek dyskusję z prostego powodu: wszyscy wiemy, jak tu żyjemy, jak jest. Jaka jest młodzież i jacy są dorośli… Kaczmarski napisał w tekście do Wiosny 1905 roku: „To dzieci w słów wierzą sens/To dzieci marzą i śnią/To dzieciom sen spędza z rzęs/Dobro płacone ich krwią/Dorośli umieją żyć/Dorosłym sen - mara – śmiech/To dzieci będą się bić/Za słów dorosłych prawdę”. Oczywiście pomijam prawdę i znaczenie historyczne tych słów, jedynie pragnę przenieść je na swój grunt. Otóż młodzież sama w sobie nic nie mogłaby zrobić, gdyby nie garstka neo-kapitalistów, którzy umożliwili im dotarcie i poniekąd udostępnili nową Biblię. Biblię rozpusty i głupoty… Innej to nazwy nosić nie może, bo skoro Syn, Ojciec i Duch Święty to jedna jedyna skromna osoba redaktora naczelnego, to kolorowe piśmidła przekazują i wpajają w młode i splamione naiwnością umysły nową doktrynę – Sex & Beauty. Dzieci jak to dzieci pochwycą nowa ideologię, traktując ją jako zbiór praw i okoliczności, bo każdemu zdarzeniu w świecie nastolatków towarzyszą okoliczności. Pewne usprawiedliwiają dane zachowania, inne nie. O tym właśnie Sex & Beauty jest w całej ścisłej istocie... I gdzie tu mowa o prawidłowym psychicznym rozwoju w świecie ideałów?
Gazetki o papierze kolorowym to dopiero zalążek doktryny. Jak się ukształtuje taki młody człowiek, biorąc za system wartości doktrynę Sex & Beauty? Jak to bywa przed każdym hitem kinowym, można to już obejrzeć przed premierą. Obserwujemy zatem najpierw – bo jak inaczej – w Internecie, później pora na ulice, a na końcu dom, szkoła, praca… To jak zawsze, tylko kwestia odpowiedniej dystrybucji.
Co takie dziecko wynieść może z doktryny Sex & Beauty? Stanie się propagatorem nowoczesnej i niezwykle irytującej debaty o seksualności? Bo co – wtrącając z wyrafinowanym chamstwem – bo ono jest obiegane w tych sprawach? Bo ono się zna?!
Tendencja do całkowitej erudycji w dziedzinie seksualnej młodzieży wyciągnięte na niewątpliwie własnych doświadczeniach, pozwala dziecku Biblii obrazkowej wejść wyżej i przejąć kolejne formy wszechwiedzy. Wejść na wyższy poziom polemiki i miażdżyć wrogów – najczęściej liberalnych-konserwatystów. Polemika, owszem, może mieć poziom wysoki, bo paradoksem naszych czasów jest bycie wykształconym idiotą. No, ale nie byłoby reguły bez wyjątków. Na ogół wystąpienia są na poziomie - mowa również o audiowizualnym aspekcie – rozstrojonego gramofonu. Przykładem może być potężny pisk zza pleców wiadomego typu. Nieomylność i przekonanie o słuszności swoich poglądów w oparciu o niezwykle płytką doktrynę „wolnej młodzieży” doprowadza do zjawiska hipokryzji…
Hipokryzja, czyli obłuda, dwulicowość, nieszczerość, udawanie. Bez wątpienia jedno z narzędzi, którym posługuje się osoba czująca się pewnie w otoczeniu, w którym się obraca. Hipokryzja pozwala manewrować między płaszczyznami – między kłamstwem a prawdą. Zasady przyjaźni zostają spłaszczone praktycznie do zera. Młodzież jest bombardowana pseudo historyjkami o miłości, z których zawsze na końcu wynika, że jedna z koleżanek manipuluje drugą by zdobyć wymarzonego chłopaka. Usprawiedliwienie czyli puenta takich historyjek jest przeważnie jedna i ta sama, czyli „who cares?” (kto by się przejmował?)
Jakie wnioski z obserwacji? Dziecko obrazkowej Biblii doskonale wpisuje się w szufladkę z nazwą „naiwność”. To niezwykle przykre, bo ile znamy takich przypadków? Mnóstwo, bo jak się rozglądnąć, to obłuda i kłamstwo. Typowy obraz współczesnej młodzieży. Wszystko zostało wyniesione do miana symbolu. Kolorowe gazetki, kolorowe piosenki, kolorowe ciuszki. A czy to niesie jakąś wartość samą w sobie? Dlaczego dla przykładu muzyka Fisza nazywana jest debilną? Bo jest niezrozumiała dla szerszego grona?
I tu muszę wyrazić swój wielki smutek, otóż, tak jak wspomniałem na początku, w dawnych czasach dialog o obyczajach był traktowany niezwykle poważnie co byłoby dziś pewnego rodzaju lekarstwem. Niestety, współcześnie jest to typowa druga, a nawet trzecia liga publicystyki. Dlatego nie pozostaje mi nic innego jak zadać jedno podstawowe pytanie: „Czy nie lepiej, aby młodzież sama dochodziła do tego co lubi, a nie kierowała się modą i trendami?”
Jednak jak obserwuję czasem w opisie mojego znajomego – mowa o komunikatorze internetowym – „it's not as easy as it looks ”.
Zobacz także:
Artykuły
(14)
Galerie
(0)
Średnia ocen
(3.90)
Wiek: 25 | Miejscowość: Opole | Kraj: Polska
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Autor usunął profil 24.06.2006 17:40
Hehe super! No to już dwie osoby o to walczą ;-D
Agnieszka Jaśkiewicz 24.06.2006 17:34
I słusznie :). Ktoś musi w końcu nazwać pewne rzeczy po imieniu, wskazać ludziom palcem i po prostu je wytknąć. Choć z reguły kwitowane jest to obojętnym wzruszeniem ramion ;).
O, przyłączam się do apelacji o specjalne miejsce dla felietonów!
Autor usunął profil 24.06.2006 10:24
Tak, właśnie. Nabrać dystansu. Ja już patrzę na to z przymrużeniem oka, chociaż czasami pokuszę się o drobny komentarz ;-)
Agnieszka Jaśkiewicz 23.06.2006 15:58
No tak, tak... Jest źle, będzie jeszcze gorzej, a - co gorsza - kiedyś było dużo, dużo lepiej. Kiedyś, kiedy nas wszystkich jeszcze na świecie nie było, a polską literaturą rządził niejaki Bolek Prus znany również w innych kręgach jako Alek Głowacki. Nie ma co tu kryć, dzisiejsza młodzież nie należy do najwspanialszych, a każdy kolejny rocznik pozostawia coraz więcej do życzenia. Tylko że kiedyś też tak było. Zmieniła się tylko forma. Żadna młodzież żadnego wieku nie była i nie będzie złota, dobra, sympatyczna i ułożona. To już taki przywilej wieku - sex, drugs, rock'n'roll, więc dlaczego nie beauty? Skoro taki jest cel XXI wieku, to... cóż, jednym felietonem się młodzieży nie nawróci. Oczywiście, można nawoływać - z łamów gazet, z ambony, zza rodzinnego stołu, zza szkolnej ławki - ale co to właściwie zmieni? Pozostaje tylko usiąść i zapłakać, ale... po co? Skoro to i tak nieuchronne. Trzeba tylko umieć się w tym odnaleźć.
Autor usunął profil 20.06.2006 20:37
Pragnę zauważyć, że nie jest to artyukł informujący lecz felieton. Redakcja zgodziła się go umieścić za co jestem szczególnie wdzięczny. Jest to mój osobisty pogląd, zweryfikowanie mojego dystansu do lansowania pustej ideologii o której jak mówisz wszyscy wiemy. Wiemy, bo to oczywiste, mamy z tym poniekąd kontakt. Dlatego powyższy tekst to tylko, a może aż, stosunek do zastanej rzeczywistości. Jest to pewien poziom refleksji, która tkwi w każdym i dlatego szczególnie zachęcam do tego aby powstał w tym portalu dział "felietony". Rozumiem, że informacja jest istotna, ale stosunek do danej sytuacji potrzebuje także innej formy publicystycznej.
Sorry, za wymądrzanie się, ale jest to dopełnienie mojego tekstu ;-)
Autor usunął profil 18.06.2006 19:37
Chciałem napisać, że dużo się dowiedziałem... Ale nie dowiedziałem się wiele oprócz tego o czym wszyscy wiedzą... Czy to nie jest kolejny paradoks naszych czasów że najwięcej pisze się o tym o czym wszyscy wiedzą?
Wszystko jest bardziej skomplikowane i jeśli jest coraz gorzej (bo jest) i jesli będzie coraz gorzej (będzie) to dlatego pewnie że z drugiej strony było - i będzie być może - coraz lepiej.
Dlaczego? Bo im więcej wolności tym więcej potrzeba dla niej równowagi, przeciwwagi, nie chodzi mi tu o odpowiednią ilość miejsc w więzieniach (chociaż zbyt mała podobno) ani o nadzwyczajne urzędy państwowej kontroli, ale o odpowiedzialność, o rozsądek.
Proste? Tak... tak się tylko wydaje...