Facebook Google+ Twitter

Pokonać raka

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2009-11-18 12:11

Chcę opisać przypadek mojej rodziny, w której wiele osób zostało dotkniętych chorobami nowotworowymi. Nie trzeba bać się raka, jeżeli jest on w porę wykryty. Żyjemy, leczymy się i nie poddajemy.

Złotokap, optymistyczne drzewko, niech cieszy oko chorych i cierpiących. / Fot. Leokadia CzajkowiczChcę opisać zmagania mojej rodziny, dotkniętej chorobami nowotworowymi i powiedzieć, że nie musimy się tak bardzo bać raka.

W roku 1984 mój mąż zaczął tracić głos. Laryngolog wysłał go na zabiegi jonoforezy. Rozgrzewanie krtani w tym przypadku było bardzo szkodliwe. Lekarz w klinice po badaniach orzekł: "Ten sk wyhodował panu raka".

Po operacji czekaliśmy na każdą następną wizytę z wielkim lękiem. Trudno tu opisać nasze obawy i ścisk serca przed badaniami. Po czterech miesiącach padło podejrzenie o przerzut. Czas oczekiwania na wynik badań nad pobranym wycinkiem był koszmarem.

Wymyśliliśmy karkołomne zadanie, jakim było uszycie płaszcza. Czasy były takie, że w sklepach straszyły puste wieszaki, a mnie był potrzebny płaszcz. Nigdy nic do tej pory nie uszyliśmy, a w stresie i działającej w nas adrenalinie dokonaliśmy cudu. Płaszcz udał się, był ładnie wypikowany. Koleżanki pytały, czy nie kupiłam go w Peweksie.

Wynik wycinka był dobry, odetchnęliśmy.

Przejście czterdziestoletniego mężczyzny na rentę też nie obyło się bez tłumaczenia, rozmów i przekonywania, że tak trzeba. Mąż stwierdził, że musi żyć dla córki, którą trzeba wykształcić i odnalazł w sobie tyle silnej woli, że lata mijały pod ciągłą kontrolą lekarską, a on z coraz większym zapałem gotował nam pyszne obiady i prowadził gospodarskie porządki w mieszkaniu.

W roku 2001 przeszłam operację tarczycy. Wynik badań okazał się niepomyślny - rak. Kiedy dowiedziałam się o tym, nie zdążyłam się za bardzo przestraszyć, bo w tym dniu zmarł teść, więc inne sprawy zajęły mi mózg.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (7):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 30.11.2009 16:00

Życie nauczyło nas szukać w sobie mocy, aby przetrwać. Damy radę, jesteśmy potomkami Sybiraka.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 22.11.2009 11:42

Pani Leokadio:) czytając ten artykuł, mgła oczy me spowiła, łza wzruszenia w nich się zaszkliła, wiem, wiem.... :) Słowem żadnym nie da się opisać tego co przeżyliście i przeżywacie w rodzinie, ale dodam od siebie, że tylko GŁĘBOKA WIARA w powodzenie leczenia, nieodparta silna wola do życia są jedną z najlepszych metod walki z chorobą. Nigdy, ale to nigdy nie wolno się poddawać! Przykładem tego jest Pani wraz z rodziną. Wewnętrzne ukierunkowanie swojej psychiki jest najważniejszym czynnikiem mającym wpływ na jej zwalczanie. Za artykuł i tylko za artykuł 5* Natomiast za walkę z chorobami w rodzinie i nie poddawanie się im nie ma skali ocen, są jedynie ogromne słowa UZNANIA. Dobrze by było żeby większa ilość osób zapoznała się z tym co Pani napisała. :)

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 21.11.2009 15:31

To prawda Dorotko, że w duszy siedzi energia naszego ciała i w głowie, więc dobre myśli leczą niejedną dolegliwość. Pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Paulo Coelho
- Nie chce pani znać stanu swego zdrowia?
- Wiem, jaki jest - odparła Weronika.
- Mój stan to nie to, co widzicie w moim ciele, ale to, co dzieje się w mojej duszy.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 19.11.2009 10:50

Dziękuję Panie Piotrze za komentarz i dobre rady. Zapamiętam je i wiosną ruszę na poszukiwanie pokrzyw, bo o ich dobrodziejstwie słyszałam nie raz, o piciu soku z pokrzyw również. Cod o dziwnych zdarzeń z naszej przeszłości, to również mam ich trochę. Możemy wiec dzielić się swoimi przeżyciami. Pozdrawiam serdecznie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Muszę jeszcze dopisać.
Proponuję w rodzinie pić codziennie herbatę z pokrzywy i po trzech tygodniach tydzień przerwy. Raz w tygodniu picie 1-2 godz po śniadaniu herbaty ze skrzypu. Zioła najlepiej zbierać samemu z pewnych miejsc. Apteka to ostateczność.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Sama śmierć w sobie nie jest taka straszna, ocierałem się o nią. Najstraszniejsze jest to że przeważnie człowiek nie jest na to spotkanie przygotowany. Ostatnio jak musiałem podpisać zgodę na operację, wahałem się ponieważ nie pożegnałem się z żoną, nie było czasu bo błyskawicznie straciłem siły i miałem zamknięte oczy, choć wszystko słyszałem. W mojej rodzinie jak do tej pory umierało się po pożegnaniu z wszystkimi członkami rodziny. Moja mama musiała 0,5 roku czekać zanim córki wyrobią wizy i paszporty. Ja jako najmłodszy rozmawiałem z nią oficjalnie jako ostatni. Pytanie jakie mnie zadała przyprawiłoby o zawrót głowy niejednego. Skąd mogła wiedzieć że ktoś bliski naszej rodziny odszedł z tego Świata ? Mogłem jej tylko powiedzieć przez spojrzenie i zrozumiała dlaczego nie mogę powiedzieć. Człowiek ten a mój kolega był przez nią bardzo lubiany. Przyjeżdżał do naszego domu z całą ferajną i był bardzo wesoły a jego dowcipy rozweselały mamę. Tego typu ludzi spotkałem w życiu ok. 7-miu.
Teraz zastanawiam się nad tym jaką reakcję wspomnień wywołał u mnie Pani artykuł ? Dobrze jest od czasu do czasu wracać do wspomnień o najbliższych znajdując oparcie i siłę do dalszego życia, czego Pani i rodzinie szczerze życzę z całego serca.
Pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.