Facebook Google+ Twitter

Pokrętne myślenie o płodności człowieka

Szlachetne macierzyństwo, cudowne rodzicielstwo, korzyści z wieloosobowej rodziny, wyższe emerytury, zabezpieczenie na starość, właściwa samorealizacja, samospełnienie - oto zachęty płynące z różnych stron do płodzenia dzieci przez Polaków.

Miszmasz czyli groch z kapustą?

Niezupełnie, wszak są to przecież jak najbardziej słuszne hasła i założenia. Tyle tylko, że zaczęły oddziaływać na nas ze wszystkich stron w tak natrętny i prymitywny sposób, że stały się przez to nieskuteczną i denerwującą propagandą.

Gdy zastanowić się nad mądrościami, jakimi żonglujemy w dyskusjach nad wymienionymi kwestiami związanymi z rozrodczością, to dopiero włos jeży się na głowie, gdy uzmysłowimy sobie, jak ludzie myślą i jakie bzdury wygadują.

Kto wymyśli coś bardziej oryginalnego?

 / Fot. Adam Podgórski, W24W pogoni za rozbrojeniem tykającej bomby demograficznej polscy ekonomiści wymyślili: "Lekiem na kryzys jest przyznanie prawa głosu dla dzieci".

Gdy to przeczytałem, myślałem, że to chyba jakiś żart, może niezbyt świeża gazeta, ale po sprawdzeniu daty okazało się, że to nie prima aprilis. Sprawdzam źródło i widzę "Metro", piątek - niedziela 1-3 czerwca 2012 , autor Michał Stangert. A więc nie jest to jakieś przywidzenie!

Myślę sobie, skończyło się kombinowanie z wydłużeniem wieku emerytalnego - przyszedł czas, aby dobrać się do dzieci...

Ekonomiści proponują (z tekstu nie wynika, kto jest pomysłodawcą), aby każdemu dziecku przyznać prawo wyborcze, którym dysponowaliby rodzice do 18 roku życia. Według pomysłodawców dysponowanie większą liczbą głosów ma być odpowiednią zachętą do posiadania większej liczby dzieci. Prof. Sadowski z Centrum im. Adama Smitha nie widzi przeszkód, aby ten pomysł zastosować w Polsce. Bylibyśmy pierwsi w świecie, wdrażający w życie taki projekt. W uzasadnieniu profesor Sadowski wysuwa kuriozalny argument, mianowicie - wzrost atrakcyjności wielodzietnego elektoratu dla polityków. Atutem takiego pomysłu ma być zachęta dla polityków, aby bardziej troskliwie zabiegali o względy takich wielodzietnych rodzin.

Bardziej pokrętnej drogi na obniżanie np. podatków chyba nikt by nie wymyślił. Pomysł wart chyba nagrody Nobla...

Sławomir Sierakowski, krytykując wspomniany pomysł ekonomistów, widzi lepszy stymulator rodzenia dzieci, mianowicie mają to być bliżej nieokreślone "inwestycje w usługi opiekuńcze".

Po co takie zawiłe zachęty do płodzenia dzieci?

Przecież można wymyślić prostszą stymulację dzietności. Może nie jest skuteczniej, ale na pewno śmieszniej. Poseł John Godson z PO w ubiegłym roku otrzymał najwyższe notowania w Plebiscycie Srebrne Usta radiowej Trójki za taką wypowiedź: "Apeluję do Polaków, abyśmy się nie bali mieć więcej dzieci. Mam cztery wspaniałych dzieci. Jeżeli możesz mieć jeden dziecko, też możesz mieć dwójka. A jeżeli możesz mieć dwójka, też możesz mieć trójka. Ja zrobiłem swoje!"

Poza tym, można zrobić kilka czy kilkadziesiąt Marszów dla Życia i Rodziny, jakie 3 czerwca przetoczyły się przez Polskę. To też jest podobno metoda pobudzająca płodność i rodzenie dzieci... Niedroga, nieskomplikowana, sympatyczna, ale za to poruszająca się obrzeżami problemu.

A co na ten temat mówią politycy?


Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (13):

Sortuj komentarze:

KKOP
  • KKOP
  • 11.06.2012 23:06

Ludzie, co wy za bzdety piszecie z tym becikowym. Becikowe nie miało żadnego wpływu ilość urodzin w najniższych warstwach. No może liczba urodzin z tego tytułu wzrosła o promil. Becikowe jest od zaledwie kilku lat. A to zjawisko, że bogatsi boją się mieć dzieci jest już od przemian w naszym kraju. Więc wytężcie te swoje móżdżki. Po prostu wykształciuchy nie nadają się na rodziców.

Komentarz został ukrytyrozwiń

No nie! - przepraszam, ale tych anonimowych pomysłodawców chyba pogięło!
Wpierw niech zajrzą do Konstytucji, może coś z niej wyczytają na temat
praw i obowiązków państwa i obywatela.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Skoro dzieci mają prawo pracować od wczesnego dzieciństwa - u nas nawet od siódmego roku życia, np. w ulicznej sprzedaży gazet, a w wielu krajach trzeciego świata - od czwartego roku - w fabrykach i kopalniach, to przecież mogą też mieć prawa wyborcze. Taka to kapitalistyczna rzeczywistość, którą bezkrytycznie należy traktować jak zwykłą normalność.

Komentarz został ukrytyrozwiń

No to idziemy za ciosem: kto będzie głosował za sieroty biologiczne i społeczne? Pan kierownik bidula? Czy rodzic przyszywany będzie miał głos adoptowanego dziecka?
A może badać obowiązkowo zdolność rozrodczą i osobnikom bezpłodnym głosy zabrać, bo się nie daja nadziei na poprawę dzietności?
No i te zamrożone - komu głosy, komu? kapelanowi kliniki, czy przewodniczącemu stowarzyszenia ochrony od poczęcia? Może pan Gowin?
Projekt wydaje się mieć poważne luki i powinniśmy je wypełnić zbiorowym wysiłkiem intelektów zebranych do kupy. Bo kupy nikt nie ruszy.

Komentarz został ukrytyrozwiń
Cyber Killer
  • Cyber Killer
  • 11.06.2012 15:25

Proste rozwiązanie - postawić wreszcie gospodarkę na nogi, aby ludzie godziwie zarabiali to i by dzieci mieli, bo byłoby na nie ich stać.

Owszem, obecnie najwięcej dzieci rodzi się w najniższych warstwach społecznych - dlaczego? Bo dla tych ludzi 1k zł becikowego to jak nagroda w totka, a przy tym nie są w stanie popatrzeć na swoją przyszłość finansową. Ot ich logika - "będę mieć więcej dzieci to dostanę większą pomoc". Jak bardzo naiwne jest to myślenie chyba nie trzeba nikomu tłumaczyć.

Becikowe, jak również wymienione w artykule pomysły i inne cuda rodem z socjalizmu celują właśnie w najniższe grupy społeczne. Oni dadzą się kolejny raz omamić, byle dostać kilka zł więcej od "państwa" (a realnie zapłaci za to reszta społeczeństwa), a dzieci po kilku latach zabierze im opieka społeczna (znam na żywo kilka takich przypadków). Oni zrobią kolejne dzieci, żeby dostać znowu pieniądze i tak w kółko. Handel dziećmi jest o ile wiem zakazany, a czym jest właśnie takie podejście kraju do obywateli? (Drobne) Pieniądze za dziecko - handel jak nic.

Jest tylko jedna metoda - lepsze warunki ekonomiczne. Moi koledzy w tej samej branży co ja zarabiają w Niemczech kwoty ponad 4x większe niż ja (około tyle € co ja zł). Gdybym tyle zarabiał to moja partnerka nie musiałaby pracować w ogóle, a i byłoby nas z powodzeniem stać na utrzymanie dziecka jak również na wiele innych rzeczy w życiu. Kiedy młody człowiek z ledwością zarabia (o ile w ogóle ma pracę!) na opłacenie comiesięcznych rachunków to gdzie tutaj mowa o dzieciach?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ale numer z tymi dziećmi i wyborami ! Na trzeźwo by człowiek tego z pewnością nie wymyślił !

Komentarz został ukrytyrozwiń

Aha, mówiąc, że "musimy iść na skróty", miałem na myśli dokonywanie dziesiątek codziennych wyborów, a nie wyrażanie własnej opinii :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Marku, do pewnego stopnia jest to "sufitowa" matematyka, ponieważ dotyczy średniej. Która niekoniecznie odnajduje potwierdzenie w intuicji pojedynczego człowieka.

Ja z kolei znalazłem dane zbliżone, 160 tys. w ciągu 20 lat. Co daje liczbę 666,66(6) ( :))) ) zł miesięcznie.
Do tej kwoty, wyrażonej miesięcznie, już znacznie łatwiej się odnieść ludziom. Jednemu kwota ta wyda się śmieszna, a inny wie, że wydaje mniej.

Mówiąc o "prawdzie obiektywnej" miałem na myśli nas samych. To my, w moim przekonaniu, powinniśmy do niej próbować dotrzeć, jeśli temat jakiś nas szczególnie interesuje. Nie dowierzać pierwszemu, trzeciemu źródłu.
Na co dzień jest to niemożliwe i musimy iść "na skróty".

I jest jeszcze zjawisko przyjmowania zmian. Wiem po sobie, że jest to trudne. Stan wiedzy się zmienia, trzeba być "na bieżąco", a tak jakoś już jest, że zmiany przyjmujemy niechętnie. Za to potwierdzenie tego, co już "wiemy", nawet jeśli obwieszczone z innych przesłanek, przyjmujemy często już bez sprawdzania źródła.

Andrzej Sadowski, według strony Centrum A. Smitha, nie ma żadnego stopnia naukowego. Nie chwalą się też tym, aby był zatrudniony w jakimś ośrodku akademickim.

http://www.smith.org.pl/pl/pages/display/45

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Arturze, nie można rozdzielać spraw, o których Pan pisze. Wszystko w jakimś tam miejscu i tak ze sobą się splata. Nie do końca ufam takim wyliczeniom, bo jest zbyt dużo zmiennych i niepewnych elementów wyjściowych do przeprowadzenia dokładnych wyliczeń. W źródle, które podałem w artykule jest na przykład jeszcze taka informacja, że drugie dziecko jest dla rodziców tańsze o 20 %, bo rodzice mają już wózek i łóżeczko. Natomiast trzecie i kolejne o 40 % tańsze... Przypomina to "sufitową" matematykę.

Panie Arturze, kto dziś magister, doktor czy profesor to trudno się połapać ;)))
Też miałem pewne wątpliwości, ale w źródle, w którym wyczytałem tę "genialną" propozycję, dwukrotnie użyto przy nazwisku Sadowski tytułu "profesor", więc nic nie zmieniałem.
Pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Marku,

Wydaje mi się, że należy wyraźnie oddzielić próby w dotarciu do prawdy obiektywnej, czyli mówiąc po prostu oddzielić badania naukowe, od interesów zbiorowych i indywidualnych.

Poza tym bądźmy spójni. Jeśli domagamy się badań naukowych coś potwierdzających z jednej strony, to z drugiej strony nie zadowalajmy się w innym miejscu własnymi obserwacjami, albo tym, co rzekomo "każdy widzi".

Wątpliwości są oczywiste.
Na przykład "koszty" wychowania dziecka zostały podane jako koszty rodziców.
Jak "ugryźć" jednak skutki budżetowe ? Z jednej strony różne wydatki budżetowe na dzieci, a z drugiej podatki pośrednie od "konsumpcji" dziecka. Jaki bilans ?

Za to brak wątpliwości co do jednego. Co do prób manipulacji z pozycji różnych zbiorowych interesów.

P.S.
Andrzej Sadowski dorobił się chyba nieuzasadnionego tytułu. Chyba, że się mylę :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.