Facebook Google+ Twitter

Polacy coraz grubsi

Polacy tyją w zastraszającym tempie. I to we wszystkich kategoriach wiekowych, od dorosłych po małe dzieci.

Nagłówki w gazetach poświęconych zdrowiu oraz alarmy umieszczane coraz liczniej na portalach lifestyle'owych nie pozostawiają złudzeń – Polacy tyją w zastraszającym tempie. I to we wszystkich kategoriach wiekowych, od dorosłych po małe dzieci. Główni winowajcy to nieustabilizowany tryb życia (a co za tym idzie – rezygnacja z posiłków o stałych porach i podjadanie między nimi), mało racjonalna dieta i brak ruchu. Dorośli Polacy nie dbają o zachowywanie właściwych nawyków żywieniowych, a przy okazji dają zły przykład dzieciom i młodzieży. I dlatego normą staje się niezdrowa pizzerka, hot-dog lub batonik na drugie śniadanie w szkole oraz odmowa uczestnictwa w zajęciach wf-u. Czy naprawdę jesteśmy coraz bliżej momentu, w którym zamienimy się w społeczeństwo otyłych ludzi?



 / Fot. Wygodnadieta.plBadania niestety potwierdzają zasadność takiego przypuszczenia. Już pięć lat temu GUS w raporcie „Problem nadwagi i otyłości w Polsce wśród osób dorosłych” alarmował, iż nadmierną masę ciała miało 52% dorosłych Polaków, w tym 45% kobiet i 61% mężczyzn. Nie da się jednak ukazać pełnego obrazu rozpowszechniającej się otyłości bez zwrócenia uwagi na skalę, w jakiej problem narasta. Otóż niespełna dwie dekady temu, w roku 1996, mężczyźni z nadwagą lub otyłością stanowili 29% populacji, natomiast kobiety 26%. Do 2009 roku ilość otyłych dorosłych mężczyzn zwiększyła się aż o 32 punkty procentowe! Kobiety również znacząco przytyły – ilość otyłych lub cierpiących na nadwagę Polek zwiększyła się o 19%. Podobne, a nawet nieco wyższe dane dostarczyły w ostatnich latach takie ośrodki, jak Instytut Żywności i Żywienia oraz Światowa Organizacja Zdrowia. Jest się czym martwić!

Polskie dzieci na czele zestawień dotyczących otyłości

Niestety, w grupie osób zagrożonych otyłością znajdują się przede wszystkim dzieci. Światowa Organizacja Zdrowia alarmuje, że mniej więcej 30% wszystkich 11- i 13-latków z Europy i Ameryki Północnej stanowią dzieci z nadwagą. Polska znajduje się w ścisłej czołówce tych pesymistycznych zestawień – aż 29% polskich jedenastolatków cierpi ma nadwagę, a co czwarty trzynastolatek jest otyły. Co chyba najbardziej wymowne, Polska znalazła się na pierwszym miejscu wśród krajów, w których jedenastolatkowie deklarują, że czują się za grubi – w tym 43% dziewcząt i 33% chłopców!

Jednak od deklaracji niezadowolenia ze swojej wagi do prób zracjonalizowania swojej diety droga jest jeszcze daleka. Polscy nastolatkowie czują się grubo, ale jednocześnie nie odczuwają chęci zwiększenia sprawności fizycznej. Brak aktywnego uczestnictwa w lekcjach wychowania fizycznego jest prawdziwą plagą w polskich gimnazjach i szkołach średnich. Co znaczące, nauczyciele tego przedmiotu najczęściej narzekają na niskie zaangażowanie w zajęcia sportowe wśród dziewcząt. Potwierdzają to badania Światowej Organizacji Zdrowia – Polska znalazła się dopiero na 34. miejscu w rankingu trzynastolatków uprawiających sporty.

Zmiana nawyków rekomendowana!


Niestety, nie ma innego wyjścia, niż zadbać o zdrowszy styl życia współczesnych Polaków. Tylko od czego zacząć? Najlepiej od podstaw – edukowania dzieci i młodzieży w zakresie prawidłowego odżywiania się, a przy okazji nawracania dorosłych Polaków na bardziej racjonalną i zrównoważoną dietę. O żadnym cudownym lekarstwie nawet nie ma co marzyć. Radykalna, drastyczna dieta nie jest zalecana przed dietetyków nawet indywidualnym pacjentom w związku z ewentualnymi skutkami ubocznymi takiej kuracji. A co dopiero mówić o leczeniu całego społeczeństwa?

Pierwsze, na co należy zwrócić uwagę, to jakość wszystkich naszych posiłków. Czy komponujemy je zgodnie z zasadami racjonalnego żywienia, czyli w taki sposób, aby dostarczać organizmowi wszystkich niezbędnych składników odżywczych przy jednoczesnym powstrzymywaniu się od spożywania nadmiernie kalorycznych dań? A może jest przeciwnie – odgrzewamy na obiad pizzę w mikrofalówce lub zajadamy się tłustymi fast-foodami? Bo jeżeli wybieramy łatwiejszą, ale zdecydowanie mniej zdrową opcję, nie powinniśmy być zdziwieni, że dzieci nas naśladują i po szkole idą na frytki zamiast na domowy obiad.

A co z drugim śniadaniem w szkole? Przygotowujemy dzieciom zdrowe kanapki, dokładając do nich jabłko albo świeże warzywa, czy też dajemy pieniądze, aby kupiły sobie coś w sklepiku? Bo nie ma się co łudzić – w większości polskich szkół jedzenie ze sklepiku to chipsy, fast-food albo batonik. W najlepszym wypadku kaloryczna, a przy tym niemal pozbawiona wartości odżywczych drożdżówka. Zdecydowanie lepiej jest samemu zadbać o jakość śniadań własnego dziecka, można też zdecydować się na obiady w szkolnej stołówce – jeżeli tylko jest taka możliwość.

Zacznijmy od siebie


Trudno jest namówić dziecko na zmianę trybu życia, jeżeli sami podjadamy między posiłkami (główny grzech społeczeństw zagrożonych otyłością!), zapychamy się byle czym i nie uprawiamy żadnego sportu. Jeśli nie ma w naszym domu warzyw ani owoców, a wyrzuty sumienia tłumimy zajadając się batonikami w wersji light (wcale nie takimi zdrowymi, jak nam się wydaje), to jesteśmy na prostej drodze do wpędzenia własnego dziecka w nadwagę. A przecież zacząć można od drobnych rzeczy – większego urozmaicenia codziennych zakupów i wspólnego wyjścia na spacer lub krótkiej przejażdżki rowerem. A zamiast frytek, można zaproponować kolorową sałatkę, która będzie nie tylko zdrowsza, ale przy okazji smaczniejsza.

Zdjęcie: Nagłówki w gazetach poświęconych zdrowiu oraz alarmy umieszczane coraz liczniej na portalach lifestyle'owych nie pozostawiają złudzeń – Polacy tyją w zastraszającym tempie. I to we wszystkich kategoriach wiekowych, od dorosłych po małe dzieci. Główni winowajcy to nieustabilizowany tryb życia (a co za tym idzie – rezygnacja z posiłków o stałych porach i podjadanie między nimi), mało racjonalna dieta i brak ruchu. Dorośli Polacy nie dbają o zachowywanie właściwych nawyków żywieniowych, a przy okazji dają zły przykład dzieciom i młodzieży. I dlatego normą staje się niezdrowa pizzerka, hot-dog lub batonik na drugie śniadanie w szkole oraz odmowa uczestnictwa w zajęciach wf-u. Czy naprawdę jesteśmy coraz bliżej momentu, w którym zamienimy się w społeczeństwo otyłych ludzi?

Badania niestety potwierdzają zasadność takiego przypuszczenia. Już pięć lat temu GUS w raporcie „Problem nadwagi i otyłości w Polsce wśród osób dorosłych” alarmował, iż nadmierną masę ciała miało 52% dorosłych Polaków, w tym 45% kobiet i 61% mężczyzn. Nie da się jednak ukazać pełnego obrazu rozpowszechniającej się otyłości bez zwrócenia uwagi na skalę, w jakiej problem narasta. Otóż niespełna dwie dekady temu, w roku 1996, mężczyźni z nadwagą lub otyłością stanowili 29% populacji, natomiast kobiety 26%. Do 2009 roku ilość otyłych dorosłych mężczyzn zwiększyła się aż o 32 punkty procentowe! Kobiety również znacząco przytyły – ilość otyłych lub cierpiących na nadwagę Polek zwiększyła się o 19%. Podobne, a nawet nieco wyższe dane dostarczyły w ostatnich latach takie ośrodki, jak Instytut Żywności i Żywienia oraz Światowa Organizacja Zdrowia. Jest się czym martwić!

Polskie dzieci na czele zestawień dotyczących otyłości

Niestety, w grupie osób zagrożonych otyłością znajdują się przede wszystkim dzieci. Światowa Organizacja Zdrowia alarmuje, że mniej więcej 30% wszystkich 11- i 13-latków z Europy i Ameryki Północnej stanowią dzieci z nadwagą. Polska znajduje się w ścisłej czołówce tych pesymistycznych zestawień – aż 29% polskich jedenastolatków cierpi ma nadwagę, a co czwarty trzynastolatek jest otyły. Co chyba najbardziej wymowne, Polska znalazła się na pierwszym miejscu wśród krajów, w których jedenastolatkowie deklarują, że czują się za grubi – w tym 43% dziewcząt i 33% chłopców!

Jednak od deklaracji niezadowolenia ze swojej wagi do prób zracjonalizowania swojej diety droga jest jeszcze daleka. Polscy nastolatkowie czują się grubo, ale jednocześnie nie odczuwają chęci zwiększenia sprawności fizycznej. Brak aktywnego uczestnictwa w lekcjach wychowania fizycznego jest prawdziwą plagą w polskich gimnazjach i szkołach średnich. Co znaczące, nauczyciele tego przedmiotu najczęściej narzekają na niskie zaangażowanie w zajęcia sportowe wśród dziewcząt. Potwierdzają to badania Światowej Organizacji Zdrowia – Polska znalazła się dopiero na 34. miejscu w rankingu trzynastolatków uprawiających sporty.

Zmiana nawyków rekomendowana!

Niestety, nie ma innego wyjścia, niż zadbać o zdrowszy styl życia współczesnych Polaków. Tylko od czego zacząć? Najlepiej od podstaw – edukowania dzieci i młodzieży w zakresie prawidłowego odżywiania się, a przy okazji nawracania dorosłych Polaków na bardziej racjonalną i zrównoważoną dietę. O żadnym cudownym lekarstwie nawet nie ma co marzyć. Radykalna, drastyczna dieta nie jest zalecana przed dietetyków nawet indywidualnym pacjentom w związku z ewentualnymi skutkami ubocznymi takiej kuracji. A co dopiero mówić o leczeniu całego społeczeństwa?

Pierwsze, na co należy zwrócić uwagę, to jakość wszystkich naszych posiłków. Czy komponujemy je zgodnie z zasadami racjonalnego żywienia, czyli w taki sposób, aby dostarczać organizmowi wszystkich niezbędnych składników odżywczych przy jednoczesnym powstrzymywaniu się od spożywania nadmiernie kalorycznych dań? A może jest przeciwnie – odgrzewamy na obiad pizzę w mikrofalówce lub zajadamy się tłustymi fast-foodami? Bo jeżeli wybieramy łatwiejszą, ale zdecydowanie mniej zdrową opcję, nie powinniśmy być zdziwieni, że dzieci nas naśladują i po szkole idą na frytki zamiast na domowy obiad.

A co z drugim śniadaniem w szkole? Przygotowujemy dzieciom zdrowe kanapki, dokładając do nich jabłko albo świeże warzywa, czy też dajemy pieniądze, aby kupiły sobie coś w sklepiku? Bo nie ma się co łudzić – w większości polskich szkół jedzenie ze sklepiku to chipsy, fast-food albo batonik. W najlepszym wypadku kaloryczna, a przy tym niemal pozbawiona wartości odżywczych drożdżówka. Zdecydowanie lepiej jest samemu zadbać o jakość śniadań własnego dziecka, można też zdecydować się na obiady w szkolnej stołówce – jeżeli tylko jest taka możliwość.

Zacznijmy od siebie

Trudno jest namówić dziecko na zmianę trybu życia, jeżeli sami podjadamy między posiłkami (główny grzech społeczeństw zagrożonych otyłością!), zapychamy się byle czym i nie uprawiamy żadnego sportu. Jeśli nie ma w naszym domu warzyw ani owoców, a wyrzuty sumienia tłumimy zajadając się batonikami w wersji light (wcale nie takimi zdrowymi, jak nam się wydaje), to jesteśmy na prostej drodze do wpędzenia własnego dziecka w nadwagę. A przecież zacząć można od drobnych rzeczy – większego urozmaicenia codziennych zakupów i wspólnego wyjścia na spacer lub krótkiej przejażdżki rowerem. A zamiast frytek, można zaproponować kolorową sałatkę, która będzie nie tylko zdrowsza, ale przy okazji smaczniejsza.

Za materiały i zdjęcie dziękuję serwisowi: http://www.wygodnadieta.pl/

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (15):

Sortuj komentarze:

Pani Barbaro, wyobraźmy sobie ( w uproszczeniu, ale nie nadmiernym) główny przewód, którym płynie "energia" i rozgałęzienie - do mięśni i do tkanki tłuszczowej.
Regulatorem tego, ile "energii" popłynie w jednym, a ile w drugim kierunku, jest skomplikowany stan hormonalno-enzymatyczny.

Teraz nalezy postawić sobie pytanie, co jest przyczyną, a co skutkiem.
Czy przyczyną tego, że tyjemy jest fakt, że mało się ruszamy, czy raczej odwrotnie, przyczyną tego, że się nie ruszamy jest to, że tyjemy.
Czyli że przepływ energii jest ustawiny do magazynu, a nie na "wydatek" i czlek zwyczajnie nie ma ochoty się ruszać.

A jak wysiłkiem woli złamie własną niechęć, to przecież nie bezkarnie. Z treningu wróci z wilczym apetytem.

Zwrócę uwagę na fragment cytatu p. Grażyny:

" Polscy nastolatkowie czują się grubo, ale jednocześnie NIE ODCZUWAJĄ chęci zwiększenia sprawności fizycznej.

Cały problem zatem w tym, aby umiejętnie zmienić gospodarkę hormonalno-enzymatyczną. A tutaj właściwe odżywianie jest kluczem, nie ćwiczenia.
Które, jeśli odpowiednie, są kluczowe dla zdrowia z innych względów.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bijmy na alarm póki nie jest za późno. Więcej sportu, zajęć ruchowych, zamiast siedzenia przed komputerem i telewizorem.
Odżywianie ma fundamentalne znaczenie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

O otyłości spowodowanej niewłaściwą i zbyt obfitą dietą można rozprawiać nieskończenie długo, choć przecież zaistniał jeszcze inny problem, który został zaledwie zasygnalizowany w powyższym felietonie:

"Polscy nastolatkowie czują się grubo, ale jednocześnie nie odczuwają chęci zwiększenia sprawności fizycznej. Brak aktywnego uczestnictwa w lekcjach wychowania fizycznego jest prawdziwą plagą w polskich gimnazjach i szkołach średnich. Co znaczące, nauczyciele tego przedmiotu najczęściej narzekają na niskie zaangażowanie w zajęcia sportowe wśród dziewcząt. Potwierdzają to badania Światowej Organizacji Zdrowia – Polska znalazła się dopiero na 34. miejscu w rankingu trzynastolatków uprawiających sporty."

A może podyskutujemy o niezbędnych dawkach aktywności fizycznej chroniącej przed tyciem?

Komentarz został ukrytyrozwiń

/..otyłość to cecha gatunków które mają nadmiar jedzenia./

I tak, i nie.
Dlaczego w ogóle człowiek przestaje jeść? Przecież jest wielu, kórych stać na to, żeby jeść non stop. A jednak przestają wtedy, gdy czują przesyt.
A to uczucie z kolei jest "zakłócone" nie przez nadmiar jedzenia, a jego skład. Gdyby ten był odpowiedni, człowiek nie miałby ochoty jeść w nadmiarze. Byłby najedzony i odżywiony.

Skład ten jest dodatkowo modyfikowany wszelakimi substancjami uzależniającymi, o których zawartość dbają sumiennie koncerny. A nawet miły pan piekarz z sąsiedztwa.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pani Grażyno, otyłość to cecha gatunków które mają nadmiar jedzenia. Ludzie w Afryce otyli raczej nie są, a w krajach bogatych to i ptaki i ssaki chodzą spasione.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Arturze, ha! - to przykład, że sztama z człowiekiem bywa dla zdrowia niekorzystna.
Jak dla świni domowej, której istnienie wręcz od niego zależy. [uśmiech]

Komentarz został ukrytyrozwiń

/...ale tylko człowiek i świnia domowa cierpią na otyłość wywołaną przez niewłaściwą dietę./

No jak to, p Grażyno, nie widuje Pani grubych psów na przykład? Ja je widuję codziennie, niektóre tak grube, że ledwie trzymają łapy w pionie. Koty zresztą też, choć rzadziej.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Bartłomieju, faktycznie powinnam była napisać "świnia domowa", gdyż taka nazwa jest właściwa - łac. Sus scrofa koniecznie ze słowem domestica. Bez 'domestica' mamy do czynienia po prostu z dzikiem, który w wybieraniu karmy kieruje się niezaburzonym instynktem i w konsekwencji nie cierpi na nadwagę.

Wszystkożerców jest całkiem sporo, np. węgorze, sumy, kruki, kaczki, niedźwiedzie, świniowate, naczelne, ale tylko człowiek i świnia domowa cierpią na otyłość wywołaną przez niewłaściwą dietę. Proszę się zatem nie dziwić, że hamburgera przyrównałam do tego, co świnia domowa znajduje w swoim korycie. [A może słowo 'koryto' także uwłacza?]

Oczywiście, polska kuchnia chlubi się bigosem, lecz jego bazą nie jest bułka z białego, bezwartościowego pieczywa dostarczającego pustych kalorii, tylko cenna kapusta, którą można nazwać królową naszych warzyw. I nie tylko nie tuczy, ale wręcz przeciwnie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Otóż to. Leptynę na przykład odkryto zaledwie 20 lat temu, choć wielu podejrzewało wcześniej istnienie "czegoś takiego".
A sam byłem u lekarza, który raczył był nie zauwazyć tego faktu w ogóle. ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Trzeba poznać dokładne mechanizmy odkładania tłuszczu, a nie posługiwać się wiedzą cząstkową, która jest wykorzystywana przez różnych odchudzaczy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.