Gdyby MON szybciej sfinalizował zakup dobrze opancerzonych samochodów patrolowych, prawdopodobnie trzej polscy żołnierze nie zginęliby w środę w Afganistanie.
Saperzy z Kazunia wjechali na minę mało odpornym na miny amerykańskim humvee. Żołnierze biorący udział w misjach i wojskowi eksperci od początku polskiej misji w Iraku, a potem w Afganistanie, powtarzają, że humvee nie nadają się do działania w tamtejszych warunkach, bo są za słabo opancerzone. Tymczasem przetarg na nowe wozy opancerzone dla armii ciągnie się od ponad roku. - Takie są procedury. Przez cały sierpień trwały rozmowy z dwoma dostawcami - mówi Robert Rochowicz, rzecznik MON. - Prawdopodobnie w przyszłym tygodniu podamy, jakie pojazdy wojsko kupi dla polskich żołnierzy w Afganistanie. Zostaną dostarczone do końca roku.Zobacz także:
Sortuj komentarze:
Autor usunął profil 08.04.2009 19:41
Błąd w tezie artykułu a mianowicie żołnierze doskonale wiedzieli gdzie i po co jadą oraz w jaki sprzęt będą wyposażeni więc ich decyzja była w pełni świadoma i skalkulowali sobie odpowiednio ewentualne ryzyko. Jeśli wysłano ich z innym sprzętem niż był wymieniany przy podejmowaniu decyzji powinni odmówić udziału w wyjazdach poza bazę a jeśli nie odmawiają znaczy że wszystko jest OK. A co do strat to owszem dla poszczególnych rodzin to bezdyskusyjnie są to tragedie lecz należało o tym myśleć przed wyjazdem a nie po powrocie w worku. Jakoś pomimo tego "kiepskiego" wyposażenia chętnych na następne "turnusy" nie brakuje. Widać zyski przekraczają straty.
O. Rydzyk i PiS są zgodni: "Katolicy nie powinni płacić podatków"
(odsłon: +3681)