Facebook Google+ Twitter

Polacy i Niemcy - którędy droga?

68 lat temu został podpisany pakt Ribbentrop - Mołotow. To dobra okazja, by zastanowić się, jakie są warunki sine qua non rzeczywistej przyjaźni między Polakami, a Niemcami.

Tajny protokół niemiecko-sowieckiego paktu Ribbentrop-Mołotow z 23 sierpnia 1939 r. Zachowany w materiale dowodowym obrony Goeringa z procesu norymberskiego. / Fot. Wikimedia CommonsPolsko-niemieckie relacje na szczeblu politycznym pokazały, że tzw. „pojednanie” jest kiczem. W ciągu ostatnich kilkunastu lat szlachetni w swej naiwności Polacy brali za dobrą monetę piękne pustosłowie niemieckich mężów stanu. Jak się okazało, płynącym z Berlina deklaracjom o przyjaźni towarzyszyły bowiem zgoła odmienne czyny. Symbolem niemieckiego zrozumienia dla zasady solidarności europejskiej jest działalność spółki Gazprom – Germania. Symbolem niemieckiego poczucia taktu – obecność kolejnych prezydentów RFN, w tym „wypędzonego” ze Skierbieszowa Horsta Köhlera, a także przewodniczącego Parlamentu Europejskiego na zjeździe organizacji, która rzekomo ma charakter marginalny.

Można by zapytać: czym uzasadniona jest aż taka troska o dowartościowanie politycznego marginesu ze strony najwybitniejszych polityków współczesnych Niemiec. Czyżby wynikała z chęci zostawienia za sobą trudnej przeszłości i zacieśnienia przyjaznych stosunków z Polską? A może w dobie starań o miejsce w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, niemieckim elitom politycznym zależy na odbudowie patriotyzmu na trwałych fundamentach tradycji pruskiej? Kilkusetletnia historia demokratycznych republik kupieckich, jak Hamburg i Brema, nie jest w stanie wywołać w obywatelach dostatecznego natężenia woli mocy? Właściwą drogę do (od)budowy wielkości Niemiec wyznacza droga wytyczona przez Ottona von Bismarck?

I niewiele tu zmienia podkreślany często fakt, iż działalność Związku Wypędzonych nie cieszy się w Niemczech większym zainteresowaniem ze strony mediów. Argument ten wystawia przecież nie najlepsze świadectwo niemieckim środkom masowego przekazu. Czyżby brak należytej uwagi dla wydarzeń, w których uczestniczą najważniejsi aktorzy europejskiej sceny politycznej był przejawem dziennikarskiej rzetelności? Tylko niebywałemu tupetowi niemieckich komentatorów można zawdzięczać nieustające wmawianie światu, że imprezy zaszczycane przez ludzi z najwyższego świecznika, w rzeczywistości mają takie znaczenie, jak wiejski jarmark.

Być może nieporozumienie w relacjach między Polską, a Niemcami wynika z braku jasnego zdefiniowania celów, jakie przyświecają obu stronom. Odbudowany przez „złych” Amerykanów niemiecki przemysł przywykł do traktowania nas jako rynku zbytu i terytorium ekspansji. Wskaźniki dotyczące wymiany gospodarczej między naszymi krajami mówią same za siebie. Jednocześnie co najmniej od czasów prezydentury Richarda von Weizsäckera Niemcy wierzą, że w roku 1945 doszło nie tyle do klęski, co do wyzwolenia z nazistowskiej niewoli. Owo przekonanie, połączone z „odnarodowieniem” milionów mniej lub bardziej gorliwych członków NSDAP, pozwoliło przeciętnemu panu Schmidtowi przerzucić odpowiedzialność za to, co było złe na austriackiego kaprala i jego szajkę. Należy przy okazji podkreślić, z czego większość z nas nie zdaje sobie sprawy, że w coraz powszechniejszym mniemaniu Niemców „nazistowskie” zbrodnie dotknęły wyłącznie Żydów, Cyganów i homoseksualistów.

Masowe zbrodnie Niemców na Polakach, eksterminacja elit II Rzeczypospolitej, polscy więźniowie obozów koncentracyjnych, polscy niewolnicy zatrudnieni w przemyśle i rolnictwie III Rzeszy, w świadomości obywateli RFN nie istnieją wcale. Ich miejsce zajęli „wypędzeni”. Ludzie, których prominentni przedstawiciele nie wahają się kwestionować pokoju ustanowionego z chwilą podpisania przez marszałka Keitla aktu bezwarunkowej kapitulacji. Pięć lat niemieckich grabieży i zbrodni, których ofiarą w największej mierze padła Polska, nie przeszkadza im dziś nie przyjmować do wiadomości rozstrzygnięć, jakie zapadły w sierpniu 1945 w Poczdamie. Nie przeszkadza wielu z nich oskarżać Polaków o „zbrodnię wypędzenia” i domagać się zadośćuczynienia za krzywdy.

Troska o jakość dobrosąsiedzkich stosunków nie przeszkadza kolejnym niemieckim rządom pozostawiać otwartymi spraw, o których załatwienie apelowała – w imię jedności Europy – premier Margaret Thatcher. Wrażliwość względem Polaków pozwala Hansowi-Gertowi Poetteringowi przechodzić do porządku dziennego nad wynurzeniami prof. Aleksandra von Waldow o tymczasowości polskich granic i polskiej własności na wschód od Odry i Nysy.

Powiedzmy sobie jasno: celem polskiej polityki powinno być zbudowanie naprawdę przyjaznych relacji z bliższymi i dalszymi sąsiadami. Najwyższy czas uświadomić sobie, że potencjał polsko-niemieckich stosunków wykracza dalece poza obowiązujący do tej pory schemat: protegowany - mentor. W katalogu podstawowych idei europejskiego wspólnego domu nie wymieniono zasady hegemonii. Wymieniono za to zasadę partnerstwa. To dzięki niej taki kraj, jak Polska może owocnie współpracować zarówno z silniejszą Wielką Brytanią, jak ze słabszą Litwą. A przecież interesy litewskie i brytyjskie nie zawsze są tożsame z polskimi.

Pomimo nie najlepszych doświadczeń z dalszej i bliższej przeszłości, nie sądzę, żeby akurat niemieckiej klasy politycznej nie było stać na rzeczywiste (faktyczne, nie deklaratywne) zrozumienie dla zasady partnerstwa. Szczególnie, gdy chodzi o relacje w ramach tego samego organizmu – Unii Europejskiej.

W imię tego, co nas łączy, powinniśmy dzisiaj otworzyć Niemcom nowy kredyt zaufania. Mimo wszystko wierzę, że trudna historia czegoś nas nauczyła.

My, zwykli Europejczycy – Polacy i Niemcy, tak jak do tej pory bądźmy na siebie otwarci. Nawiązujmy kontakty, współpracujmy, budujmy osobiste więzi. A jeśli chcemy się zaprzyjaźnić, nie omieszkajmy na wstępie ustalić, czy aby na pewno obie strony mają ten sam stosunek do Traktatu Poczdamskiego. To chyba nie nazbyt daleko wysunięte granice kompromisu?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (33):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 06.04.2008 13:15

Otwiera się szansa napisania poważnego scenariusza tych wydarzeń dla TVP. Wielkie dzieło i ogromna praca, ale jeszcze większe możliwości. Warto spróbować zmierzyć się z innymi uczestnikami konkursu.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 07.09.2007 00:43

Niemcy? Po przeczytaniu wcześniejszych zatroskanych tekstów autora o partnerstwie z Izraelczykami i Niemcami... szkoda gadać, powinniśmy szukać innych partnerów.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 28.08.2007 01:06

coś strasznego... ta dyskusja może doprowadzić do wybuchu wojny już za kilka dni (może w sobotę?) - całe szczęście, że dawniej nie było internetu i tak szybkiej wymiany opinii.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mirnal:pisze Pan " Swiat woli N. niz Polaków i to z paru powodów " to nieprawda.Musi pan zmienic nastawienie , bo zauwazam tutaj powielanie nieuzasadnionego kompleksu.Bylem w kilku krajach
gdzie z powodu mojego miejsca zamieszkania traktowano mnie z rezerwa - jak kazdego niemca.

Gdy dowiedziano sie ze jestem Polakiem nastepowala olbrzymia zmiana.Od razu odczuwalem zyczliwosc i otrzymywalem dowody serdecznosci.Niemcy maja nadal opinie " nadludzi " poniewaz to na kazdym kroku za granicami Niemiec udawadniaja. Obojetnie gdzie bym nie byl gospodarze czuli sie zobowiazani przekazac mi swoja bardzo negatywna opinie o Niemcach. Bylo tak w Danii Anglii Grecji Hiszpanii Portugalii Wloszech RPA Namibii.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zapomniał dodać jeszcze o masowych gwałtach, dokonywanych przez Armie Czerwoną w Prusach Wschodnich i w samej Rzeszy, będących podłą odpowiedzią na kurtuazyjne traktowanie polskich, ukraińskich i rosyjskich kobiet na froncie wschodnim...

Ciekawe, czego jeszcze się dowiemy za dziesięć lat.

Komentarz został ukrytyrozwiń

My tu gadu gadu, a tymczasem w dzisiejszej prasie:

"Zdaniem Golo Manna Niemców skrzywdzono podwójnie: po raz pierwszy w Wersalu, ponownie w Poczdamie. W tym drugim wypadku autor "Niemieckich dziejów... " wdaje się w podejrzaną statystykę. Rozdziera szaty nad losem dwunastu milionów Niemców wypędzonych z Polski, Czech, Węgier i Rumunii, boleje nad redukcją niemieckiego obszaru osiedleńczego o mniej więcej jedną czwartą, wylicza następnie: "Środki wstrzymywania niemieckiej produkcji przemysłowej - choć w owym czasie nie było tam co wstrzymywać - demontaże instalacji przemysłowych, czy to w trybie grabieży wojennej, czy w normatywnym trybie "reparacyjnym"; deportacje kolejnych milionów ludzi do Rosji i Francji, do bezterminowej niewoli wojennej, która zaczynała się dla nich dopiero teraz, po zakończeniu wojny; angielsko-amerykański rozkaz zabraniający okupacyjnym wojskom wszelkich kontaktów z miejscową ludnością - te iinne kroki składały się na tak bezlitośnie ponurą relację między zwycięzcami a zwyciężonymi, jakiej nie widziano jeszcze w czasach chrześcijańskich czy po chrześcijańskich".

Krzysztof Masłoń, "Kto nie chce być wypędzon, sam wypędzać musi"

http://www.rzeczpospolita.pl/dodatki/plus_minus_070825/plus_minus a_9.html

Komentarz został ukrytyrozwiń

@ Mirnal

Cieszę się, że należysz do tych, którzy nie boją się przyznać, że są przywiązani do obecnego terytorium Polski (nie tak, jak je widzą "skrzywdzeni" z BdV)

A propos pkt.3, może właśnie stąd bierze się gros problemów, że Berlin nie waha się stawiać na bezczelność. A nawet zdaje się własnej bezczelności nie zauważać.. Oto do czego można dojść wyrywając sprawę z kontekstu. Oto, co nam grozi, jeśli plany Frau Steinbach zostaną zrealizowane w pełni..

Bardzo słusznie zwracasz uwagę na dwujęzyczność nazw. A i metafora awanturki między dobrze ubranym, kulturalnym człowiekiem (najlepiej w drogich oprawkach do okularów) i pokrzykującego dziada, niezwykle celna. W dobie demokracji telewizyjnej i "szybkiej" informacji porównanie to w sposób niezwykle celny oddaje postrzeganie niektórych sporów między Polakami, a Niemcami przez Amerykanów, Hiszpanów, Argentyńczyków, Szwedów etc.

Wziąwszy pod uwagę skalę i charakter wpływu organizacji Eriki Steinbach na polsko-niemieckie relacje, realizacja Twojego punktu 11 byłaby doskonałym testem dla instytucji, którą kieruje Hans-Gert Poettering.

@ zkamera

To, o czym piszesz jest w najwyższym stopniu zawstydzające. A potem dziwimy się, że ludzie za jedyną telewizję naprawdę publiczną uznają TV TRWAM...

Pozdrawiam Panów!

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 24.08.2007 21:21

Dobrze Mirku, że doceniasz rolę filmu dokumentalnego w edukowaniu krewkich sąsiadów. Niestety, Telewizja (pardonne moi le mot) "publiczna" kocha dyskusje ekspertów w studio i za Boga nie da grosza na film historyczny. Ostatnio prowadziłem krótki dialog z szefem nomen omen "Kanału" HISTORIA, który miał być w założeniach konkurencją dla Discovery. I co?... Oni nie produkują filmów dokumentalnych. Przepraszam, że poruszam tylko jeden wątek i nie odnoszę się do całości, ale na rozwiązanie tego problemu składa się szereg mrówczych działań w wykonaniu jednostek. Tymczasem mamy do czynienia z nieprawdą, markowaniem rzeczywistej pracy i wprowadzaniem ludzi w błąd. Tak czynią elity, a ryba psuje się od głowy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Plus i litania -
1. Wszyscy wiedzą, że to Niemcy stosowali masowo egzekucje i inne formy ludobójczego unicestwiania wrogich narodów. Ani Francuzi, ani Bryci, Amerykanie czy Polacy, a nawet Rosjanie po wejściu na dawne i obecne tereny niemieckie, nie mordowali na masową (niemiecką) skalę. Owszem, zdarzały się incydenty, jednak piętnowane i karane, zdarzały się zbrodnie, zwł. przez Rosjan, ale nigdy nie osiągnęły one "niemieckiej" skali;
2. Gdybym był Niemcem i znając z filmów dok. i fab. "dokonania" ojców i dziadów moich, nie miałbym wątpliwości, że utracone ziemie powinny pozostać tam, gdzie są teraz, choćby jako zadośćuczynienie zbrodniom. Ponadto - być może (aby spokojnie żyć) musiałbym sobie wypracować pewną filozofię, bowiem bez niej to przeciętnie wrażliwy człowiek w dzisiejszych czasach mógłby przeżyć załamanie nerwowe (jedyny znany przypadek - 2-3 lata temu pewien młodzian z Niemiec widząc piece obozu zagłady w Polsce doznał załamania i zniszczył swój paszport. Nasza Policja jednak odwiozła go do granicy;
3. Niemcy tyle poniszczyli dóbr kulturalnych, że aż bezczelnością jest wołanie o zwrot ich dzieł z naszych muzeów. Co byście powiedzieli, gdyby 10 pseudokibiców (meneli) zniszczyło bramy, siedziska i szyby oraz jupitery stadionowe, zaś klub piłkarski przypadkiem znalazłby ich rzeczy osobiste typu aparat fotogr., komórka, noże i inną broń (w tym o wartości muzealnej), a po kilku latach stateczni już nie menele zgłosiliby się po odbiór tych rzeczy eksponowanych w przystadionowym muzeum (bez wniesienia poprzednich odszkodowań z powodu niewykrycia sprawców)?;
4. Można byłoby rozpatrzyć oddanie im wszystkich niemieckich przedmiotów znajdujących się w naszych muzeach po spełnieniu wymagań -
- zapłacenie za zniszczone wszystkie muzealne i kulturalne obiekty (budowle) w latach wojny w przeliczeniu na dzisiejsze pieniądze,
- zapłacenie za zniszczone obrazy, dokumenty i inne obiekty (poza budynkami, czyli ruchomości), które byłyby przeliczone nie tylko wg wartości dzisiejszej waluty, ale wg dzisiejszych rynkowych cen podobnych obiektów (uzyskiwane na Zachodzie, w USA czy w Japonii),
- zapłacenie za wieloletnie przechowywanie i konserwację tych ruchomych obiektów (choć z pewnymi rabatami, bowiem już raczej cena światowa dzisiejsza niejako by ten problem rozwiązywała);
5. Obywatele sąsiednich krajów nie mogliby nabywać nieruchomości na terenach krajów sąsiednich (budynki, lasy, ziemie itp). Mogliby wydzierżawiać na kilkanaście lat. I to z podziałem na dawne ziemie niemieckie (tu bardziej zaostrzone przepisy) oraz pozostałe (łagodniejsze);
6. Jeśli starsi Niemcy chcieliby autentycznie w spokoju dokonać żywota pośród swych dawnych krajobrazów, to mogliby wynajmować lokale i mieszkania nieopodal tych terenów a nawet u nowych właścicieli pod sztandarami budowy nowej przyjaznej Europy, a nie pod rewizjonistycznymi hasłami;
7. Osoby (przedstawiciele polskich władz) byłyby osadzone i ukarane finansowo za zaniedbania dot. niezałatwienie majątkowych spraw po wyjazdach Niemców (będących polskimi obyw.) w latach 50-80,
8. Wprawdzie granice straciły na znaczeniu, jednak od wieków państw. granice były symbolem niezawisłości narodowej i należy je utrzymać, choćby symbolicznie. Nie ma mowy o zniesieniu granic w każdej dziedzinie;
9. Erika S. oraz inne osoby, które jawnie dążą do zmian granic albo do wypłat poważnych odszkodowań, powinni dostać zakaz wjazdu na terytorium RP. W ruchu bezwizowym jest taka możliwość – jeśli kogoś dane państwo uznaje za niemile widzianego u siebie;
10. Każde zgłoszenie do sądu polskiego, aby otrzymać odszkodowanie za utracone mienie po wojnie (czyli poza przesiedleniami wojennymi i tuż powojennymi) powinno być rozpatrywane pod kątem uzyskanego odszkodowania w markach od rządu N., kiedy to dana rodzina opuszczała Polskę udając się wprawdzie nie w swoje strony, jednak ekonomicznie do korzystniejszych stron. Należy uniknąć podwójnej rekompensaty dla tej samej rodziny. Sprawa znana także skądinąd (dot. nie tylko Niemców) – ktoś nabył przed wojną majątek na kredyt, utracił go nie spłacając z oczywistych powodów, ale wykazuje utratę majątku i chce odszkodowania...
11. Należy wystąpić do Brukseli o zdelegalizowanie ziomkowskich organizacji bazujących na roszczeniach i chęci powrotu na stare ich ziemie;
12. Nie można dopuścić do stosowania nazw niemieckich na tabliczkach nazw ulic i placów, ale można (należy) w encyklopediach umieszczać obie nazwy – polska i niemiecką (w tym z czasów hitlerowskich, bowiem taka była prawda obiektywna; u nas także Stalinogród – Katowice);
13. Umieszczanie nazw typu Breslau czy Danzig na drogowskazach należy obecnie jeszcze uznać za pretensjonalne i prowokacyjne. Jeśli ktoś z Francji czy Niemiec wybiera się zwiedzać Wrocław czy Gdańsk to powinien znać polską nazwę, choć oczywiście nikt im nie zabroni stosować przedwojennych nazw w mowie i piśmie (korespondencja). My także piszemy Rostok, Lipsk, Drezno, jednak tych nazw nie każemy zamieszczać na drogowskazach w Niemczech, choć dzisiaj więcej pewnie tam żyje Polaków niż Niemców we Wrocławiu czy w Gdańsku;
14. Jeśli ktoś fatalnie jeździ to jest kierowany na (powtórny) kurs i egzamin z prawka. Niemcy powinni zaliczać kursy polegające głównie na oglądaniu filmów dokumentalnych o holokauście. Każdy Niemiec starający się o dłuższy pobyt w Polsce, w ramach zdobywania wiadomości o świecie musiałby obejrzeć u nas cykl filmów na temat zbrodni swych przodków. A już na pewno N. chcący nabyć ziemię (choć – jak napisałem – powinno to być zabronione);
15. Każdy obywatel powinien mieć tylko jedno obywatelstwo. Jeśli będzie w miarę jednolite prawodawstwo to nawet unijne, jednak jedno. Uniemożliwi to branie bonusów z obu tzw. ojczyzn;
16. Amerykanie, Francuzi, Bryci i inni lepiej traktują Niemców niż Polaków, ponieważ dzisiaj liczy się kasa i interesy. I to się nie zmieni, bowiem N. są postrzegani jako pracowitsi, elegantsi, nowocześniejsi i rzadziej kombinujący niż Polacy. Po załatwieniu spraw wojny – zemsta i animozje, zaczęli demokratyzować Niemców i całkowicie ich spacyfikowali przynajmniej na linii N. – Zachód. Polacy dla Zachodu są buforem bezpieczeństwa pomiędzy Rosją i biedną Azją a cywilizacją zachodnią. N. zawsze byli zdyscyplinowani tylko czasami źle historia nimi kierowała. Byli zdecydowani i zjednoczeni (powiedzmy w 90%) w faszyzmie, podobnie w komunizmie i są teraz, ale już w technice, sporcie, nauce, ekonomii, czyli w cywilizacji i demokracji. Większość jawnie lub „poufnie” im zazdrości. Świat woli N. niż Polaków i to z paru powodów;
17. Świat nie czuje animozji polsko-niemieckich i wszelkie napięcia zrzuca na naszą stronę pod hasłem – „jak to, Niemcy to taki kulturalny i demokratyczny naród; czego ci Polacy ich się czepiają?”. Jeśli dwóch naszych znajomych się kłóci o coś, a my dokładnie nie znamy sprawy i nie mamy czasu ni ochoty jej poznać, to w ciemno zakładamy, że rację ma kolega spokojniejszy, dostojniejszy, kulturalniejszy, nawet jeśli w dokładnym postępowaniu okazałoby się, że rację ma większy kmiotek. A my jesteśmy postrzegani jako gorsi w stosunku do N. Podobnie my traktujemy parę innych nacji w stosunku do siebie (nie będę powtarzać opinii zasłyszanych od znajomych nt. niektórych narodów uznawanych za biedniejsze od nas - żenada).

Komentarz został ukrytyrozwiń

Sławomir Dębski (p.o. dyrektora Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych):

"W stosunkach niemiecko-polskich wciąż istnieją lodowe kry, które utrudniają normalną żeglugę, nie stanowią jednak przeszkód nie do ominięcia. Współpraca, także w kwestiach trudnych, jest możliwa w duchu partnerskiego dialogu opartego na woli zrozumienia odczuć i wrażliwości sąsiada."

"Konwencja haska powstała w czasach, gdy podejmowano pierwsze próby ucywilizowania wojen. Ale już siedem lat po jej przyjęciu przepis, na które dziś powołuje się prof. Eitel, zostały przez II Rzeszę pogwałcone. W nocy z 25 na 26 sierpnia 1914 roku żołnierze niemieccy spalili Bibliotekę Uniwersytetu w Louvain, jedną z najstarszych na świecie. Spłonęło 1000 rękopisów, 800 inkunabułów, 300 tys. książek i innych materiałów bibliotecznych."

"W latach drugiej wojny światowej społeczność międzynarodowa miała do czynienia z recydywą, której rozmiary i zakres przekraczały wyobrażenia zarówno twórców konwencji haskiej, jak i autorów traktatu wersalskiego. Chodzi nie tylko o symboliczne podeptanie idei restytucji zastępczej, jakim było ponowne spalenie przez Niemców biblioteki w Louvain w 1940 r., ale też o niestosowanie się do norm konwencji haskiej w odniesieniu do dóbr kultury narodów słowiańskich, których piśmiennictwo zostało skazane na zagładę. Lista spalonych przez Niemców polskich bibliotek zawierających rękopisy, starodruki, ikonografię, kartografię, zbiory muzyczne oraz druki nowe jest oszałamiająco długa. Straty są nieodwracalne. Tylko Biblioteka Narodowa straciła 50 tys. rękopisów, 2245 inkunabułów, ponad 788 tys. książek, w sumie prawie 80 proc. zbiorów. Nie ilość ma tu znaczenie. Straty te na zawsze zamknęły możliwość kontynuowania studiów nad istotnymi aspektami historii i kultury Polski oraz Europy."

"Pruski mur niezrozumienia", Rzeczpospolita z 24 sierpnia 2007 r.

To a propos wątku prawa międzynarodowego, kultury, wrażliwości, tradycji (na której chcemy budować) i partnerstwa.

A wracając do kwestii naszych zachodnich granic, czy też granic "terenów pod czasową administracją polską", jesteście przywiązani do linii Odry i Nysy Łużyckiej? Może w zjednoczonej Europie to nie ma większego znaczenia? Tyle ziemi dawnych pegeerów leży odłogiem. Może nie bądźmy tacy pryncypialni, co?

No i ciekaw jestem, co na to Klaus..

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.