Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

33774 miejsce

Polacy mistrzami świata w siatkówce. To triumf wielowymiarowy

To triumf wielowymiarowy, zasłużony i potrzebny dla utrzymania pozytywnej koniunktury wokół siatkówki. Zawodnicy Stephane'a Antigi stworzyli własną historię, która będzie punktem zaczepienia dla kolejnych pokoleń.

 / Fot. PAP/Bartłomiej ZborowskiPrzebyli turniej ultratrudny, w którym stanęli przeciw wszystkim najpotężniejszym, z dnia na dzień przystosowując się do odmiennych kultur i samemu zmieniając akcenty. W drodze po złoto pokonali dziewięć zespołów z pierwszej dwudziestki rankingu FIVB. Brazylijczycy, którzy przegrali na tych mistrzostwach tylko z Polską, przyznali, że zajęła należne sobie miejsce.

13 lat dominacji, trzy mistrzostwa świata, złoto i dwa srebra na igrzyskach, osiem zwycięstw w Lidze Światowej i dwukrotnie wzięty Puchar Świata - imponująca lista sukcesów Canarinhos kurczy się z każdym turniejem. Nadal są wysoko, ale nie najwyżej. Chłopcy Antigi przejęli ich ostatni, pilnie strzeżony posterunek, broniący tradycji i ciągłości dawnych hegemonów. Bernardo Rezende dysponuje zawodnikami należącymi do elity na swoich pozycjach, ale magia towarzysząca ich poprzednikom uleciała. Bruno niewątpliwie ma talent, intelekt i doświadczenie uprawniające do powodzenia gry wciąż chyba najbardziej konstruktywnej drużyny świata, ale odwrócony tyłem do siatki z jedenastu metrów nie pokusi się o rozegranie błyskawicznej piłki jak Ricardo. Wallace czy Vissotto mimo ogromnej siły fizycznej pozbawieni są błyskotliwego zmysłu Andre, a możliwości Mario kończą się tam, gdzie zaczynała fantazja Sergio. Charyzma Giby, jego ponadnaturalna dynamika współgrająca z geniuszem wykonania okazują się nie do zastąpienia. Brazylijska legenda może i trwa, ale tempo narracji wyraźnie spada.

Nie da się już jednoznacznie podzielić siatkarskich wpływów na Rosję, Brazylię i resztę świata. Poziom czołówki wyrównał się. Dołączyła do niej dawno nieobecna Francja i rosnący w siłę Iran, Niemcy prowadzeni przez twórcę sukcesów belgijskiego Noliko Maaseik Vitala Heynena przebili granicę przeciętności. Swoje kłopoty przeżywają Włosi i Bułgarzy, ale regularność w dostarczaniu zawodników wysokiego kalibru sprawia, że kwestią czasu pozostanie odbudowanie ich pozycji.

Przepis na sukces

Stephane Antiga został przedstawiony w roli selekcjonera w małym pubie na tyłach nie grzeszącej urodą Areny Ursynów (hala warszawskiej Politechniki). Bez nadmiernego rozgłosu, na skromnym tle, nie mając do przekazania nic poza ogólnymi warunkami kontraktu. Prezes PZPS Mirosław Przedpełski jeszcze godzinę po zakończeniu oficjalnej części spotkania tłumaczył się nie z tego, dlaczego przed arcyważnym turniejem na opiekuna reprezentacji wybrał czynnego zawodnika, ale dlaczego nie sięgnął po innych, od lat obracających się w wąskim świecie trenerskich sław. Przedpełski chciał pozytywnego wstrząsu, który obudzi zawodników z letargu, jaki wdarł się do szatni za Andre Anastasiego.

Od pierwszego meczu Antigi w nowej roli do wczoraj nie minęło pół roku, po drodze nie wszystko układało się po jego myśli. Z niewyjaśnionych do końca powodów zrezygnował Łukasz Żygadło (nie wiadomo wówczas było co z Pawłem Zagumnym), Zbigniew Bartman publicznie ogłosił, że Francuz nie che mieć zawodników mających własne zdanie, opoka pięciu ostatnich lat Bartosz Kurek został w powołaniach pominięty. Kadrowe eksperymenty, na jakie skazany był w Lidze Światowej w obliczu kontuzji, wypaliły połowicznie (wygraliśmy 6 z 12 spotkań), ale ułożyły kłody pod pomost dla nowych zawodników, nie rozważanym wcześniej na powaznie w kontekście kadry.

Nie jest tak, że Antiga i asystujący mu Philippe Blain zostali tylko beneficjentami drogi szybkiego rozwoju, na jaką wjechała polska siatkówka szczególnie po 2006 r., kiedy zespół Raula Lozano przełamał trwającą trzy dekady polską medalową niemoc. Autorskim wynalazkiem francuskeigo sztabu jest Mateusz Mika, objawiony na tych mistrzostwach jako multiinstrumentalista, w najważniejszym secie swojego życia atakujący w pierwszy metr. Karol Kłos i Andrzej Wrona wcześniej zakładali biało-czerwoną koszulkę epizodycznie, Rafał Buszek - wcale. Adaptacja mającego ograniczone zaufanie dla siatkarskich władz Mariusza Wlazłego nie była oczywistością. Poza Ivanem Milijkoviciem i Claytonem Stanleyem trudno w ostatnich latach wskazać innego atakującego, który miałby większy wpływ na postawę całego zespołu. Inni bombardierzy: Nikolay Pavlov, Tsvetan Sokołov i Matthew Anderson mieli dobre momenty, ale nie pociągnęli za sobą kolegów.

Swój rozdział w dlugiej opowieści wyprawy po złoto ma Przedpełski. Za jego rządów związek kontynuował (z ulepszeniami i bardziej transparentnie) model zarządzania podpisany przez jego poprzednika Janusza Biesiadę. Z siatkówki zrobiono biznes, ale nie zapomniano o podstawowej zasadzie: fundamentem sukcesu komercyjnego jest baza sportowa i wyniki. Stąd wtłoczenie etyki sportowej do głów trenującej młodzieży, powołanie do życia SOS-ów (Siatkarskich Ośrodków Szkolnych), lobbowanie w poprawę infrastruktury i troska o otoczenie medialne. Przedpełski korzystał z uprzywilejowanej pozycji Polski na siatkarskiej mapie, o którą sam zresztą zadbał jako wiceprezydent FIVB. Nasz głos na salonach jest ważny i słyszalny, bywamy prekursorami rozwiązań technologicznych, organizacyjnie jesteśmy niedoścignionym wzorem. Teraz również sportowo.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.