Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

3841 miejsce

Polacy mówią "nie" aborcji. Jak zareagują politycy?

Boje toczone w Sejmie o projekt Solidarnej Polski w sprawie ochrony życia są częścią mimowolnej kampanii adresowanej do ludzkich umysłów i serc. Już 80 proc. Polaków opowiada się za zakazem aborcji bez oglądania się na okoliczności.

Sonda

Czy aborcja powinna być dozwolona?

 / Fot. lunar caustic/CC BY 2.0Sejmowe komisje wstrzymały dalsze prace nad projektem ustawy zaostrzającym regulacje aborcyjne, lecz obrońcy życia wygrywają coś znacznie ważniejszego niż prawodawstwo.

Efekt zabiegów politycznych i kulturowych zorientowanych na emancypację kolejnych kategorii ludzkich istnień - dzieci (nie mówimy, że płód jest chory) poczętych w rezultacie gwałtu, dotkniętych kalectwem - jest prospektywny. Następujące jedna po drugiej porażki obrońców życia w parlamencie zapracowały na zmianę społecznej świadomości i mentalności. Ta zaś otwiera drogę fali zmian politycznych.

W sporze aborcyjnym jak w lustrze odbija się dylemat naszych czasów: co jest ważniejsze: miłość i więzi (prolife) czy wolność (prochoice)? Którą z tych wartości uznamy za absolutną?

Kompromis czy ewolucja?


Politycy i media nie wiedzą, jaką dać odpowiedź - nie robiąc wrażenia "złej woli" - na propozycję poszerzenia prawnej ochrony życia poczętego o dzieci dotknięte wadami genetycznymi. Atakują Kościół.

W trudnych dla katolików początkach lat 90. udało się zrobić, z perspektywy obrońców życia poczętego, wyraźny krok do przodu, przez wprowadzenie prawnego zakazu aborcji, którą od tamtego czasu zaczęto traktować jako wyjątek. Z czasem poglądy Polaków na życie poczęte - adekwatnie do społecznej zasady spójności i redukcji dysonansu - przesuwały się w kierunku proponowanym przez prawo: zapewnienia większej ochrony płodowi ludzkiemu.

Liberalna prasa bezpardonowo zaganiała spór aborcyjny na teren Kościoła, który jej zdaniem skracał dystans indywidualnego wyboru. Wykorzystywano antyklerykalne nastroje dla przesłonienia rzeczywistych problemów narosłych wokół prokreacji przez dziesiątki lat. Dziś to hierarchia katolicka apeluje o poszanowanie wolności sumienia, które chce się przyporządkować partyjnej dyscyplinie, nawet w stricte moralnych głosowaniach. O deklaracji episkopatu w sprawie wolności sumienia opacznie pisano: "Biskupi wchodzą do politycznej gry w sprawie aborcji".

Groźba złamania mitycznego kompromisu, którym straszy się obie strony konfliktu, już tak nie elektryzuje jak kiedyś. Sojusznicy życia dysponowali w Sejmie około dwudziestu głosami więcej. W drugim sejmowym głosowaniu 24 października za wprowadzeniem projektu pod obrady opowiedziało się 268 posłów, przeciwko było 171. Petycje składane do Urzędu Marszałkowskiego podpisywane są przez setki tysięcy ludzi. Żaden społeczny, w tym feministyczny projekt nie ma szans na tak szeroki i błyskawiczny aplauz.

Obrońcom nienarodzonych sprzyjają sondaże. Ostatni z nich ponownie zanotował przyrost poparcia społecznego dla radykalnych rozwiązań prolife - o 10 pkt proc. więcej niż w 2007 r. 80 proc. Polaków uważa, że zawsze i niezależnie od okoliczności ludzkie życie powinno być chronione od poczęcia do naturalnej śmierci.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (72):

Sortuj komentarze:

Widać w twojej wypowiedzi chęć nakłaniania metodologii.

Nie trzeba być profesjonalistą, żeby wiedzieć, że serwisy internetowe nie są miarodajnym źródłem rzeczywistego rozrzutu społecznej opinii. To jakbyś rzucił na Frondę pytanie o dopuszczalność aborcji, a potem mówił, że tak myślą wszyscy ludzie. Wiadomo, że u nas jest dużo komuchów i osób proweniencji lewicowej.

Nie wiem, czy jest się z czego cieszyć. Że kilka procent więcej ludzi skazałoby dzieciaka z downem na krzesło elektryczne. Może zróbmy show - kto jest za wyskrobaniem konkretnego dzieciaka z?

Ważne jest że te 46% nie zgadza się na zabijanie dotkniętych wadami dzieci.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Czarna mafia nie zadłużyła Grecji i nie łoży miliardów dolarów na sterylizację i aborcję w Afryce.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Marcin, wystarczy zerknąć na sondę pod tytułem artykułu, aby zobaczyć, że Polacy nie myślą tak, jak jest w zajawce 80:20 Zakładam, że te 100 osób, które w nią kliknęło, to Polacy. Pewność, że jest tak, jak napisałem jest chyba większa niż te 80 procent z zajawki.

To taka mała uwaga co do wiarygodności źle zrobionych badań statystycznych, sondażowych.

A rzeczywiście, tak jak Artur Wojnowski napisał - ta i inne dyskusje na ten temat - nic lub niewiele ponad "nic" wnoszą do wypracowania kompromisu. On może być tylko wyrokiem salomonowym. To wcale nie oznacza, że nie warto o tym rozmawiać. Wręcz przeciwnie. Trzeba tylko umieć zaakceptować poglądy innych, bo inaczej będzie to bitwa na śmierć i życie., a i tak zwycięzca tej bitwy nie może mieć pewności, że ma absolutną rację.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziwisz mi się, że nie stopniuję (wartościuję) odmienności? Nie potrafię wyznaczyć stopnia upośledzenia, brzydoty, ohydztwa, słabości, podatności na śmiertelność u człowieka, które predestynowałoby go do poddania się eutanazji czy aborcji. Śmierć, jeśli ma nadejść, niech przyjdzie sama - chyba, że dyskutujemy nie o aborcji, ale o definicji śmierci i kresu życia a nie jego początku. Bo perspektywa - początek albo koniec - ma chyba duże znaczenie w definiowaniu ludzkiego i ożywionego.

Uważasz, że człowiek "zaczyna się" z momentem wykształcenia mózgu i jego funkcji? Chciałaś podanym przypadkiem zwrócić uwagę na pewną niekonsekwencję w dowodzeniu prolife?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Marcinie, mam wrażenie, że uciekasz od odpowiedzi albo nie czytasz uważnie... Nie chodzi mi o odmienność dziecka (fizyczną czy intelektualną). Oboje dobrze wiemy, że ludzie mają okrutną skłonność odrzucania i wyśmiewania każdej odmienności, ale mam nadzieję, że nie podejrzewasz mnie o próbę forsowania poglądu, że "odmieńców" należy eksterminować:(
Piszę wyłącznie o przypadkach, które nazwałeś bardzo ekstremalnymi wyjątkami - o dzieciach z tzw. wadami letalnymi. Te przypadki istnieją, więc prawodawca nie powinien przymykać na nie oczu, jeśli nie zgadza się na pozostawienie decyzji sumieniu rodziców. I istotą sprawy nie jest tu wygodnictwo matki i ojca (ci wygodni i tak pozbędą się dziecka, pozostawiając je w szpitalu), tylko piekło, przez które będzie musiało przejść dziecko w swoim króciutkim życiu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

@ Marcin

To są bardzo trudne tematy.
Granica jest ciężko uchwytna. Granica w dwóch wymiarach. Międzyludzkich, przebiegająca między altruizmem a egoizmem. I granica sporu kompetencyjnego. To granica między światopoglądem jednostki ( różnym dla każdego), a wspólną normą prawną.

Dla mnie spór jest z gatunku nierozwiązywalnych. Z reguły można tylko podpisać protokół rozbieżności.
O zrozumienie innego stanowiska jest ciężko, a co dopiero mówić o przekonaniu kogoś do swoich racji...

Komentarz został ukrytyrozwiń

W małej miejscowości, którą odwiedzałem w wakacje był DPS prowadzony przez zakonnice. Zamieszkiwały w nim "potworki", jak mawiali o nich miejscowi. Ludzie opowiadali o tych dzieciach niestworzone rzeczy.

W ubiegłym wieku monstrualne tworki występowały w cyrkach bawiąc gawiedź. Może dlatego udawało im się przeżyć. Dziś mamy dziwaczność na co dzień, na ekranach telewizorów. Mo to separujemy się od nich, tak jak nie chcemy znać śmierci, choroby, nieszczęścia - przynajmniej w sąsiedztwie i we własnym domu.

Sytuacja z tym domem opieki dawała ludziom sposobność na godzenie się z niecodziennym cierpieniem i ograniczeniem. Ale była też to sposobność do oswajania się z monstruarium i budowania zgody na obecność ekstremalnej odmienności.

W tym małomiasteczkowym środowisku panowało powszechne przekonanie, że siostry są heroinami. Wskazywały bardzo radykalnie na świętość życia. I dopóki są takie kobiety i mężczyźni jak one, życie będzie w cenie.

Młodzież która przechodziła obok muru oddzielającego DPS od reszty świata wyciszała się. A niektóre dziewczynki wstępowały do tego zgromadzenia, które opiekowało się chorymi.

Zdałem sobie sprawę, że dzieci z DPS dają coś unikalnego. Ich opiekunki o tym bardzo szczerze mówiły. Ich narracje przypominały świadectwo Jeana Vanier.

Małe miasteczko w jakimś sensie było lepsze dzięki istotom z wodogłowiem.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Oj Marto, stawiasz mi przed oczami bardzo ekstremalne wyjątki. Przeżywalność takich dzieci jest znikoma. Poza organizmem matki niewiele dni. Wewnętrznie buntuję się na regulowanie życia społecznego pod kątem rzadkich nagłaśnianych przypadków, bo większość może na takim stawianiu sprawy poważnie ucierpieć.

Uderzyło mnie w opisie anencephalii skłonność takich dzieci do kurczowego uścisku, podwyższonego napięcia mięśni, silnie wyrażanych odruchów, również ekspresywnej motoryki. Arystoteles mawiał, że dotyk jest najdoskonalszym ze zmysłów. Te dzieci kompensują sobie kontakt wzrokowy i werbalny dotykiem.
Gdyby moje dziecko takie się urodziło kochałbym je. Może jak część rodziców odwiedzałbym je w DPS prowadzonym przez zakonnice, choć nie wykluczam poświęcenia mu swojego życia.

Myślałem nieraz o takiej hipotetycznej sytuacji, że ukochana przeze mnie kobieta ulega wypadkowi – zmienia się, na przykład traci kończyny a może też władze umysłowe. Czy przestałbym ją kochać?

W prawdziwej miłości jest taka siła, która przekracza relacjonowane przez ciebie uwarunkowania. Z pewnością wartość człowieka nie zależy od jego świadomości. Gdyby tak było tysiące ludzi musiałoby porzucić swoich partnerów albo swoje dzieci, a nie robią tego.

Nie każdy potrafi tak kochać. Rozumiem. Czemu jednak nie dać szansy tym, którzy chcą takich ludzi pokochać lub się nimi zaopiekować. Dlaczego ich od razu zabijać?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jak sam napisałeś, pan Janusz Świtaj zyskał motywację do dalszego życia, ponieważ zobaczył sens istnienia mimo ogromnych ograniczeń wynikających z jego stanu zdrowia. Pomoc innym, możliwość zarobienia na życie - to mocne argumenty. A jak przekonałbyś matkę dziecka z anencephalią, że jego przyjście na świat będzie miało sens dla tego dziecka? Że będzie dla niego dobrem?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Matka alkoholika współczuje, ale nie jest przenikliwa, gdy zaniedbuje odnalezienie odpowiedzi na pytanie, co jest dobrem jej syna, więc zdarza się, że bezczelnie odradzam ludziom dumnym ze swojego współczucia poprzestawanie na uczuciu. Współczucie jest przyporządkowane szczerości, miłość prawdzie. Współczując jesteś szczera wobec siebie, kochając dążysz do prawdy o dobru osoby kochanej.

Kultura bardzo miesza te poziomy: szczerości i prawdy, miłości i uczucia (współczucia).

Myślę, że na niezdolności rozróżnienia tych pojęć polegała zasadnicza dramaturgia losu Janusza Świtaja. Ludzie "życzliwi" pragnęli skrócenia męki sparaliżowanego mężczyzny i opiekujących się nim rodziców. Życzliwość przenikliwa odkryła, że Janusz Świtaj chce umrzeć nie dlatego, że jest warzywem, ale dlatego, że jest ciężarem dla swoich starzejących się opiekunów i nie mógł znieść myśli, że przyśpiesza proces ich starzenia się nakładając na nich tak olbrzymią odpowiedzialność.

Drugim powodem, dla którego Janusz Świtaj chciał umrzeć było poczucie bezsensu, w którym - notabene - utwierdzali go ludzie życzliwi, a nieprzenikliwi. Mówiąc mu "pomożemy ci umrzeć" dostarczali mu amunicji do strzelby, którą miał się zabić - pogłębiali w nim poczucie bezproduktywności.

Anna dymna i siostra Małgorzata Chmielewska - kobiety życzliwe, ale przenikliwe poddały mu pomysł na rozwinięcie potencjału, który w nim tkwił. Janusz Świtaj sam będąc chorym pomaga innym ludziom a starzejących się rodziców podmienili wolontariusze.

Fenomen tzw. inteligentnej miłości nie jest szerzej znany, bo masowa kultura miłość redukuje do uczucia, a miłość nie jest uczuciem.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Zobacz także:

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.