Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

8075 miejsce

Polacy nie gęsi i swój język mają. Ale co to za język?

Przyznaję - zdarza mi się "rzucić" czasem jakimś wybitnie niepolskim słowem typu OK albo laptop. Ale to, co czasem można usłyszeć wśród "polskich" wypowiedzi, nie przypomina żadnego znanego mi języka. Dziwna składnia, dziwne słownictwo.

Fot. Marek Kowal/Express Ilustrowany– Dżizes - weź luknij na te dżiny! Full cool c'nie? Se bajne jak mi starsza da kesz – sporą chwilę zajęło mi zrozumienie wypowiedzi jednej z nastolatek oglądających ubrania w sklepie z odzieżą. I w zasadzie szybko zapomniałabym o właśnie usłyszanej hybrydzie językowej, gdyby zaraz następnego dnia do moich uszu nie dotarła kolejna rażąca dawka języka "polskiego" - tym razem w wykonaniu wykładowcy uniwersyteckiego.

Jedna z pań wykładajacych na uniwersytecie, na którym mam zaszczyt studiować, namiętnie przeplata swoje naukowe wypowiedzi wyrazami obcego pochodzenia. I tak np. na zajęciach mamy - dash - zamiast myślnika i - trabi (z bardzo uangielszczonym "r") zamiast trabanta. Zadaje sobie pytanie - po co? (Zadałabym pytanie bezpośrednio pani magister, ale boję się oblania zbliżajacego się zaliczenia). Wśród wszystkich kolegów i koleżanek studiujacych razem ze mną, nie ma ani jednej osoby, która nie wiedziałaby, co to takiego ten myślnik czy też trabant. Dlatego właśnie nurtuje mnie to pytanie, a bezmyślne kalki z języków obcych wciąż są dla mnie zagadką.

Pamiętam, jak kilka lat temu pojawił się pomysł ochrony języka obcego i co za tym idzie odpowiednia ustawa. Zastanawiano się nad tym, jak w zwiąku z tym zmieni się oblicze reklamy w polskiej telewizji. I tak dyskutowano nad tym, czy - mentos świeżorób skutecznie zastąpi - freszmejkera, a Margaret Astor nie będzie miała nic przeciwko, aby zostać Małgorzatą. Z tego, co wiem, został freszmejker i Margaret.

Wydawać mogłoby się, że pomysł spolszczania obcojęzycznych haseł reklamowych jest śmieszny i nie ma szans na sukces. W Niemczech na przykład takie stwierdzenie mija się z prawdą. Wiele haseł pojawiających się w telewizji niemieckiej jest skutecznym, pomysłowym i - co bardzo istotne - dobrze przyjmowanym przez społeczeństwo przekładem z języka angielskiego. Slynne – I'm lovin' it, zamieniono na – Ich liebe es i brzmi to zaskakująco zgrabnie. U nas tym czasem funkcjonuje angielska wersja hasła. W zasadzie należałoby przyznać, że wersja oryginalna przyjęła się, jednak dlaczego nie pokwapiono się i nie wymyślono równie chwytliwej wersji polskiej? Chociaż dla wielu Polaków angielski jest językiem zrozumiałym, to jednak dla wielu nie znaczy dla wszystkich.

W języku polskim, zwłaszcza w jego potocznej wersji, pojawia się coraz wiecej wyrazów pochodzenia obcego. Większość przyzwyczaiła się już do tego, że mamy weekendy i jemy hamburgery. W tym wypadku to czysta ekonomia - zamiast mówić, że zbliża się koniec tygodnia czy też - piątek wieczór-sobota-niedziela, po prostu rzucamy słowem weekend i wszystko jasne.

Tak samo szybciej jest zamówić hamburgera niż bułkę z kotletem, surówkami i sosem pomidorowym. Ot - takie językowe lenistwo. Czasem jednak korzystanie z zapożyczeń autentycznie działa na nerwy. Lukanie - zamiast patrzenia, doty zamiast kropek i Oh God zamiast O Boże są nie do zniesienia, o cool i dżezi nawet nie wspominając.

Z takim bezmyślnym kopiowaniem języka mieliśmy już w historii naszej kultury do czynienia, z tym, że wtedy to był francuski. Na szczęście nasz piękny język polski jakoś wyszedł z tego obronną ręką. Cały czas mam nadzieję, że notoryczne korzystanie z języka - lengłydż to taka chwilowa, nie do końca przemyślana moda. Niech zostaną sobie dżinsy, szejki czy chociażby nawet lancze. Czekam na moment, w którym Polacy nasycą się w końcu wszelakiego rodzaju amerykanizmami czy germanizmami, a jakiś obcokrajowiec powie mi z zachwytem – Spójrz - polska język piękna język.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

podoba mi się! ;-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Duży plus. Z przekonania, z nieuleczalnego zamiłowania do języka polskiego.
Abstrahując od zapożyczeń czy to angielskich, czy francuskich, polszczyzna spauperyzowana, wiejska, bywa podobnie jak zapożyczenia szokująca...

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 10.12.2006 15:50

Heh...podoba mi się tłumaczenie słowa dziewczyna, które znaleźć można na załączonym w artykule zdjęciu:) - prawdziwe, oj prawdziwe...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.