Facebook Google+ Twitter

Polacy przed wyborami samorządowymi – moja polemika

Po lekturze tekstów Wojciecha Janiszewskiego i Olgi Mulczyńskiej postanowiłem podjąć się zadania podsumowania tych tekstów, wyrażając przy tym swoją opinię. Jedno jest pewne: trzeba wiedzieć "dlaczego?", by powiedzieć "jak?"

fot. Arkardiusz Ławrywianiec, Dziennik Zachodni Na początku wypadałoby zastanowić się, dlaczego Polacy nie idą do wyborów, potem pomyśleć, jak zachęcić rodaków do głosowania. Wybory są naszym obywatelskim obowiązkiem i to nie ulega wątpliwości. Nie jest to, co prawda, nakazane prawnie, jednak każdy powinien uczestniczyć w życiu politycznym państwa. Trudno jednak dziwić się Polakom, że nie idą do wyborów.

Jak napisał pan Janiszewski, główną tego przyczyną “jest kompletne zniechęcenie ludzi do całej klasy politycznej”. Całkowicie się zgadzam, bo jak można mieć zaufanie i sympatię dla ludzi, którzy wyborcami interesują się góra dwa razy na kadencję – tuż przed walką o stołki. Wtedy jest pora na składanie obietnic oraz na częstowanie kiełbasą wyborczą. Obiecanki mają to do siebie, że im jest ich więcej oraz im bardziej są one niewykonalne, tym lepszy skutek. A tak na marginesie, to kiedyś się zastanawiałem, czy nie lepiej od razu obiecać “złote góry” i zapewniać po stokroć, że NAPRAWDĘ są one realne, namacalne? Co to za różnica, czy obiecuje się trzy miliony mieszkań, czy też wspomniane wcześniej “złote góry”?

Z kolei Olga pisze: “niska frekwencja świadczy o tym, że ludzie nie wierzą w siłę własnego głosu”. To stwierdzenie także oczywiście jest prawdą. Jak szary obywatel ma uwierzyć, że jego głos ma znaczenie, skoro wszyscy wkoło powtarzają, że nie zmieni on poparcia dla danej partii nawet o jedną setną. Pewnie, że nie zmieni, ale gdyby tak kilka tysięcy ludzi więcej pofatygowało się do urn, to przyniosłoby to kolosalne skutki.

Nie raz w historii zdarzyło się, że zaledwie setne procenta decydowały o jej dalszym biegu. Wspomnę tu chociażby wybory na stanowisko prezydenta Stanów Zjednoczonych w 1968 roku, gdzie Nixon wygrał, ale tylko minimalną większością głosów nad Humphreyem. Różnica wynosiła wtedy zaledwie siedem setnych procenta. Mamy przecież demokrację, władza jest w rękach ludu.

Pozostaje tylko pytanie – jak więc skłonić rodaków do oddania głosu? Potrzebny jest bodziec. Przekonanie, że każdy głos się liczy. Musi się liczyć. Dalej – przekonanie, że pójście do urn jest obywatelskim obowiązkiem. Zawsze. Gdy nie ma idealnego kandydata, wybierajmy mniejsze zło. Trudno. Bo jak większe, naszym zdaniem, zło dojdzie do władzy – pozostanie nam tylko lamentować. Trzeba uczyć ludzi od podstaw, tak jak w szkołach, że głosowanie jest ważne.

Olga twierdzi, że młodzież nie wynosi nic ze szkół. Zgadzam się w połowie. Młodzież właśnie głosuje, chce zmieniać Polskę. Trzeba ich uczyć tylko podejmowania właściwej decyzji, przeanalizowania programu wyborczego, by wiedzieli, co może on zmienić w państwie. Bo zdarza się też tak, że młodzież głosuje na X, bo się fajnie ubiera, albo na Y, bo nienawidzi X. Dlaczego nienawidzi? Nie umie wytłumaczyć, bo nie zna programu. Szkoła musi tego nauczyć. Niewiedza nas nie usprawiedliwia.

Pan Janiszewski proponuje wprowadzenie e-votingu. Dobrze, pomysł mi się podoba, na pewno ma on przyszłość. Nie wiem jednak, czy przyjąłby się w Polsce, bo w Belgii doskonalił się kilkanaście lat. Chodzi o kwestię bezpieczeństwa. Wiem, że e-voting opiera się na zabezpieczeniach systemu bankowego. Trzeba pamiętać jednak, że w Belgii zdarzała się działalność hackerów i to prawdopodobnie na zlecenia tamtejszych partii. Teraz problem rozwiązano, ale gdyby wprowadzić e-voting w Polsce, to zjawisko włamań komputerowych mogłoby się powtórzyć. Niemniej jednak uważam, że e-voting kiedyś w Polsce będzie dobrym sposobem głosowania.

Konkludując, niezaprzeczalnym jest jeden fakt – Polacy muszą zacząć chodzić do urn. Nie głosując przeciw silnej partii – popieramy ją.

ZOBACZ TEŻ:
Nie dajmy się politycznym rozgrywkom. Idźmy głosować! (autor: Olga Mulczyńska)
Wybory za pasem. Rządzącym zależy na niskiej frekwencji? (autor: Wojciech Janiszewski)

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Dziękuję za opinię o moim tekscie. Będę się jednak upierał co do idei e-votingu. Patrzę na ten temat jako zachęta dla młodych zapracowanych ludzi do oddania swojego głosu. Przy obecnym tempie nowych rozwiązań w informatyce można stworzyć pewny program do głosowania albo skorzystać z juz gotowych programów. pozdrawiam Wojciech Janiszewski

Komentarz został ukrytyrozwiń

Temat jest ważny. Należałoby dotrzeć z nim do tych niegłosujących. Czy ktoś poczuł sie przekonany? Inicjatywa www.wybieram.pl jest bardzo cenna, ale wiemy, ze liczba młodych osób, ktore głosowały nie była wysoka. Czy to znów wina edukacji obywatelskiej? A raczej jej braku? Dziękuje za rozwinięcie tematu i uwagi.

Komentarz został ukrytyrozwiń

W wyborach Bush - Gore różnica była jeszcze mniejsza,.niż w Twoim przykładzie. Młodzież, wbrew temu, co piszesz, głosuje średnio. Zniechęcenie do klasy politycznej, brak wiary we własny głos - ok. A ja podam inny argument, do przemyślenia. Polecam sprawdzenie frekwencji i wyniku w referendum konstytucyjnym w Polsce i porównać je z analogicznymi referendami w innych krajach. Albo frekwencję w pierwszych wyborach po obaleniu komunizmu - zniechęcenie klasą polityczną?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.