Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

14864 miejsce

Polacy z 14 medalami PŚ! Póki szabla śmiga, wszystko jest możliwe

Wdrapujemy się po spadzistej i pochyłej drodze. Prowadzimy heroiczną walkę z kocimi łbami, pomiędzy którymi grzęzną kółka wózka. Zmierzamy ku górującemu nad naszymi głowami, majestatycznemu zamkowi w Egerze. Nie, to nie jest wycieczka krajoznawcza. To taka szybka terapia, po niedawnych porażkach, chwila zapomnienia, moment refleksji, oczyszczenia, katharsis.

Piotr Małek na szycie zamku w Egerze, fot. Marcin P. Wrona / Fot. Marcin P. WronaIdę tyłem, uważam pod nogi, żeby tylko się nie potknąć, żeby wózek, który trzymam nie stoczył się w dół. Nie wybaczyłbym sobie, gdyby coś Ci się stało - powtarzam z uporem maniaka, a słowa te kieruję do mojego towarzysza, który siedzi na wózku przede mną i pomaga mi jak może, żeby wjechać "na wstecznym" na sam szczyt stromizny.

Piotr Małek jest jednym z szermierzy z Integracyjnego Klubu Sportowego IKS - AWF, który przyjechał do Egeru po medal. Niestety przed niespełna godziną przegrał wszystkie walki, bo trafił do grupy śmierci, w której znaleźli się sami najlepsi zawodnicy. Przegrana sporo go kosztowała, a okupiona została kaskadą łez, które popłynęły z jego oczu wartkim strumieniem. Piotrek ma amputowane obie nogi powyżej kolan, przez co zamek w Egerze był dla niego do tej pory miejscem niedostępnym.

Mijamy drugą latarnie, do której dotarł w zeszłym roku o własnych siłach. Po przekroczeniu bramy los się do nas uśmiechnął, bo okazało się, że kocie łby zostały wypełnione betonem. Piotrek znów był niezależny, mógł poruszać się o własnych siłach, bez niczyjej pomocy. Słyszę jęk zachwytu - chyba jestem pierwszym na wózku, który tu wjechał - wyznaje Piotrek. Zobaczyliśmy niewiele, bo czas naglił, żeby wrócić do naszych, podtrzymać ich na duchu, dopingować i kibicować im oraz podzielić się z nimi energią, którą właśnie zaabsorbowaliśmy, stojąc tu, na szczycie.

Radość po zdobyciu medali, fot. Marcin P. Wrona / Fot. Marcin P. WronaJadąc na puchar świata do Egeru na Węgrzech w towarzystwie kadry narodowej w szermierce na wózkach, byłem kimś obcym, kimś z zewnątrz. Zastanawiałem się jak, i czy w ogóle odnajdę się w tej zamkniętej i hermetycznej grupie. Obawiałem się odrzucenia, braku akceptacji. Bałem się, że powiem coś nieodpowiedniego, co być może dotknie którąś z niepełnosprawnych osób. Zadawałem sobie pytanie, co ja właściwie tutaj robię?

Okazało się, że te pięć dni w towarzystwie szermierzy na wózkach przyniosło sporo refleksji i przemyśleń, zadzierzgnęło nić przyjaźni i zaufania. Tylko jak złożyć z tych wszystkich fragmentów wspomnień jedną spójną, cieszącą oko mozaikę? Jak opowiedzieć o czternastu niezwykłych wojownikach - których historie winny być spisane oddzielnie - w jednym krótkim tekście? A czy reszta ekipy była mniej ważna, miała mniejsze znaczenie? Wydaje mi się, że trzeba po prostu tam z nimi być, trzeba z nimi to wszystko przeżyć, i trzeba ich po prostu poznać. Ja miałem to szczęście.

Znajdujemy się na ogromnej sali w hotelu „Eger & Park”, gdzie odbywają się wszystkie walki na sześciu platformach szermierczych. Na turniej przyjechało 66 zawodników z 11 krajów. Ekipy z Rosji i Polski są najliczniejsze.

Śledzę z zapartym tchem walkę młodego zawodnika Michała Nalewajka z „Guliwerem”, czyli Brytyjczykiem Piersem Gilliverem. Floret ze świstem tnie powietrze, bronie krzyżują się z metalicznym chrzęstem, toczy się mordercza walka, zawodnicy wydzierają sobie punkt za punktem, w powietrzu wyczuwa się napięcie, adrenalinę, iskrzą emocje, wózek szarpie się na platformie, a pasy, które go podtrzymują jęczą z wysiłku, jakby miały się zaraz zerwać. Odkładam aparat na bok, daję porwać się fali dopingu, kakofonii okrzyków i braw.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.