Facebook Google+ Twitter

Polacy znów masowo zaczynają grać na giełdzie

W ostatnich miesiącach biura maklerskie przeżywają prawdziwe oblężenie. Jak podaje "Dziennik", w październiku Centralny Dom Maklerski banku Pekao SA otworzył 5 razy więcej rachunków brokerskich niż zwykle. Czy to łatwa droga, by zarobić?

fot. sxc.hu 5 grudnia 2006 roku siedem indeksów giełdowych warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych osiągnęło najwyższe wartości w historii. Dwa dni później, trzy indeksy, w tym najważniejszy indeks największych spółek WIG20, uzyskały nowe, rekordowe wartości. Rosną ceny akcji prawie wszystkich notowanych spółek. Hossa na warszawskim parkiecie trwa więc w najlepsze.

  W ciągu ostatniego półrocza indeks dwudziestu największych spółek zyskał na wartości grubo ponad 20%. Tymczasem od kwietnia na warszawskim parkiecie zadebiutowało aż 30 spółek. Warto zaznaczyć, że w dniu debiutu cena akcji żadnej z tych spółek nie straciła na wartości. Wręcz przeciwnie, nierzadko w ciągu jednego dnia mieliśmy szansę zarobić nawet kilkadziesiąt procent, a zdarzały się również zyski stuprocentowe. To zdecydowanie najlepszy rok dla warszawskiej Giełdy w jej piętnastoletniej historii. Brzmi zachęcająco, prawda? Co wystarczy więc zrobić, aby stać się potencjalnym milionerem? Należy udać się do biura maklerskiego jednego z banków i założyć tzw. rachunek brokerski. Banki z reguły nie pobierają opłat za jego otwarcie, a koszty prowadzenia wahają się granicach 40-60 złotych rocznie, choć zdarzają się i tańsze lub całkowicie darmowe, tzw. dla mniej aktywnych inwestorów. Cała procedura wypełnienia wszystkich formalności trwa jedynie kilkanaście minut. Gdy zakończy się sukcesem i ów rachunek zasilimy pierwszą kwotą, stajemy się pełnoprawnymi członkami giełdowej machiny. Machiny do robienia pieniędzy. Jednakże aby cała zabawa była opłacalna, należy dysponować odpowiednim kapitałem, minimum kilkaset złotych, gdyż w przeciwnym wypadku opłaty i prowizje za zlecenia mogą okazać się wyższe niż osiągnięte stopy zwrotu.

Nic więc dziwnego, że skuszeni wizją ponadprzeciętnych zysków Polacy tłumnie odwiedzają biura maklerskie. Zapominają jednak, że giełda rządzi się swoimi prawami, a po hossie zwykle przychodzi bessa. Musimy być więc czujni i bacznie obserwować poczynione inwestycje. Należy pamiętać, że oprócz zysków, musimy liczyć się z możliwością poniesienia znacznych strat. Na giełdzie nie zarobimy tak łatwo, nie znając podstawowych zasad, które rządzą rynkiem i całej jego psychologii. Inwestowanie jest też zajęciem czasochłonnym, które wymaga od inwestora wnikliwych analiz oraz śledzenia wszystkich informacji o spółkach, których akcje posiada. Bezcenne jest zdobyte w tej kwestii doświadczenie.

Na warszawskim parkiecie nastroje póki co dobre, a bessa się jeszcze nie rozpoczęła. Wyjątkowo optymistyczne dane o polskiej gospodarce i pozostałych rynkach wydają się dodatkowo napędzać giełdową koniunkturę. Analitycy są jednak niezwykle zgodni - bessa, to tylko kwestia najbliższych dni lub tygodni. Potem przyjdzie czas na korektę, czyli realizację zysków, pierwsze spadki i pierwsze straty. Przed wizytą w biurze maklerskim zastanówmy się więc, jakie ryzyko jesteśmy w stanie zaakceptować. Nie dajmy się omamić wizjom łatwych pieniędzy i nie myślmy o tym, ile jesteśmy w stanie zyskać, lecz przede wszystkim o tym, ile możemy stracić. A pamiętajmy o tym, że pierwsza strata, to dopiero najmniejsza strata.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Hmm, giełda ciekawa, siostra gra i ja jej mówie gdzie ma zainwestować już jej troche przybyło :).

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.