Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

168006 miejsce

Polak mądry po Niemcach

Mówi się, że mądry Polak po szkodzie. Tym razem lepiej, aby właśnie tak było. Pierwsza porażka nie przekreśla szans polskiej reprezentacji na Euro 2008, ale warto przemyśleć kilka kwestii. Oto krótki poradnik kibica po meczu z Niemcami.

Polscy kibice wciąż wierzą w biało-czerwonych. / Fot. Szater / http://commons.wikimedia.org/wiki/Image:Polish_Football_Fans_001.jpgNie dramatyzujmy. Niektórzy zaczęli już dopatrywać się analogii do MŚ 2002 i 2006, gdy pierwsze spotkanie również przegrywaliśmy 0:2. Warto jednak mieć na uwadze, że mierzyliśmy się wówczas z zespołami pokroju Korei Płd. i Ekwadoru, o wiele niżej od nas notowanymi. Teraz ulegliśmy, i to wcale w nie najgorszym stylu, drużynie uważanej (przynajmniej przez bukmacherów) za głównego faworyta turnieju. Jest różnica? Jest. Co więcej, Polacy stworzyli kilka okazji do zdobycia gola, nie ograniczając się – jak przed dwoma laty w Dortmundzie – do obrony własnej połowy. Statystyki pokazują, że rywale wcale nas nie zdominowali, tylko wypracowali lepsze sytuacje i skuteczniej je wykorzystali.

Przegraliśmy – trudno. Mając zespół, którego szczytem realnych marzeń pozostaje wyjście z grupy, trudno nie uznać porażki z faworytem mistrzostw za wynik najbardziej prawdopodobny. Jeśli więc chórem stwierdzimy, że byliśmy pewni uniknięcia przegranej, oznaczałoby to, że jesteśmy narodem szaleńców lub hurraoptymistów.

Media, oszczędźcie piłkarzy. Być może jest to rzecz najważniejsza. Trudno wskazać inną reprezentację, której zawodnicy byliby równie wrażliwi na komentarze prasowe. Fala krytyki po spotkaniach z Koreą Płd. (2002) i Ekwadorem (2006) spowodowała załamanie w zespole i wytworzyła przesadne ciśnienie, w związku z czym polscy gracze wprost bali się drugiego meczu „o wszystko”. Istotne więc, by dziennikarze i eksperci podeszli ze zrozumieniem do porażki z – podkreślmy raz jeszcze – głównym faworytem całego Euro. Na szczęście poniedziałkowe tytuły prasowe okazały się w miarę łagodne dla piłkarzy, nawet w przypadku tabloidów. Konflikt zawodników z mediami byłby teraz ostatnią rzeczą potrzebną reprezentacji. Niestety, na najlepszej drodze, by go sprowokować, jest Jacek Bąk, który odmówił wywiadu po meczu, telewizji Polsat. A przecież właśnie on przejmie po kontuzjowanym Macieju Żurawskim opaskę kapitana i powinien być przykładem dla młodszych kolegów.

Zostawmy Podolskiego w spokoju. Większość kibiców wyraża swoje „pretensje” do Lukasa w sposób żartobliwy, jednak co niektórzy – zupełnie serio. Pamiętajmy, że gdy awansowaliśmy do MŚ 2002, Norwegowie nie wypominali nam Nigeryjczyka w składzie. Mamy brzydki zwyczaj doszukiwania się na siłę polskości u ludzi, którzy są na topie. O Miroslavie Klose zaczęto u nas mówić dopiero po spotkaniu MŚ 2002, gdy strzelił trzy bramki Arabii Saudyjskiej. Wcześniej nikt się nim nie zainteresował. Gdyby w niedzielę dwa gole zdobył Ballack, na Podolskiego mało kto zwróciłby uwagę. Pogódźmy się z faktami i nie doszukujmy się na siłę różnych kontekstów – Niemcy wygrali, ponieważ zagrali lepiej od nas, a nie dlatego, że mieli w składzie napastnika urodzonego w Polsce.

Nie zachwycajmy się Rogerem. Można już usłyszeć głosy, że piłkarz Legii to najlepszy polski zawodnik na Euro. Być może, ale nie sposób stwierdzić to po 45 minutach jego gry. Jeszcze dwa tygodnie temu tak samo entuzjazmowano się Żurawskim, który w meczu z Albanią rzekomo pokazał swój strzelecki instynkt. A co było później – widzieliśmy. Roger z pewnością dał dobrą zmianę z Niemcami, zaprezentował kilka niezłych akcji, widać było dobre wyszkolenie techniczne. Nie znaczy to jednak, że należy domagać się, by teraz właśnie pod niego ustawiono całą grę. Zwłaszcza że – nie zapominajmy o tym – ma w tej ekipie najkrótszy staż i jest słabo zgrany z kolegami.

Zaufajmy Beenhakkerowi. On naprawdę wie, co robi. My, polscy kibice, mamy tendencję do popadania w skrajności. W 2004 r., po porażce z Anglią, Pawła Janasa media już zwolniły. Miesiąc później wszyscy chcieli nosić go na rękach. To samo powtórzyło się dwa lata później z Leo Beenhakkerem. Niektóre jego decyzje mogły się – i nadal mogą – wydawać niezrozumiałe. Ale to holenderski szkoleniowiec jest trenerem z wieloletnim stażem, nie my. Odkrył już dla kadry kilku naprawdę przydatnych zawodników. Zna też wiele informacji, o których my kibice nie mamy zielonego pojęcia. Pozostaje więc zaufać mu, pohamować krytykę niektórych decyzji i mieć nadzieję, że dostrzeże mankamenty zespołu oraz znajdzie złoty sposób na Austrię i Chorwację.

Nie domagajmy się rewolucji w składzie. Przemeblowanie pierwszej jedenastki jest konieczne tylko wtedy, gdy doznaje się nieoczekiwanej porażki, a gra wygląda dramatycznie słabo. Polaków nie dotyczy – przynajmniej na razie – ani jedno, ani drugie. Oczywiście, jest kilka słabych punktów, nad których zastąpieniem Beenhakker na pewno się zastanowi. Już obecnie musi zmienić wariant ataku, gdyż ze składu wypadł mu kapitan Żurawski. Niepewną pozycję mają też skrzydłowi, a Paweł Golański pokazał, że zdarzają mu się indywidualne błędy. Nie spodziewajmy się jednak, że Beenhakker od razu wymieni pół składu, bo odbyłoby się to ze szkodą dla drużyny. Można, rzecz jasna, powoływać się na przykład MŚ 2002, gdy zmiennicy okazali się o wiele lepsi od podstawowej jedenastki. Ale skład Holendra – w przeciwieństwie do Engela – ewoluował od czasu eliminacji i można mieć pewność, że obecnie jest blisko optymalnego zestawienia. Formę zmienników widzieliśmy zresztą w spotkaniu z Macedonią.

Odpadnięcie z Euro to nie koniec świata. Nawet jeśli nie uda się awansować, czy trzeba załamywać ręce? Jeszcze kilka lat temu sam udział w turnieju był dla nas szczytem marzeń. Trzeba pamiętać, że na ME poziom jest wyższy i bardziej wyrównany niż na MŚ. Nie ma tu drużyn nieco egzotycznych, jak Kostaryka, Chiny czy Trynidad i Tobago. Mamy silną grupę z Niemcami (faworyt turnieju!) i Austriakami (gospodarz), a także wysoko notowanymi Chorwatami. Większość ekspertów z góry stawiała nas na straconej pozycji. Nikt nie gwarantował awansu. Mecz z Austrią, również dla rywali, będzie grą o wszystko i może się zdarzyć, że tę grę przegramy. Ci, którzy będą domagali się wówczas głowy Leo Beenhakkera, powinni przypomnieć sobie, kto jako pierwszy wprowadził nas do Euro. Ci, którzy bezlitośnie krytykują go już teraz, niech zaproponują kandydata na jego następcę. Najlepiej polskiego. Duży wybór, prawda?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

Świetny tekst. Ja jednak nie wierzę w awans naszej reprezentacji. Nie posiadamy zbyt wielkiej siły ofensywnej. Uważam, że brakuje nam dobrego, silnego napastnika, a takim z pewnością jest pominięty Dawid Janczyk. Gdyby grał więcej w tym CSKA... Nawet bez tej gry poradziłby sobie an EURO. Wystarczy spojrzeć na jego występy na MŚ U-20.

Komentarz został ukrytyrozwiń

+

Komentarz został ukrytyrozwiń

bezpodstawna wiara w wygraną z Niemcami była naiwnością. Jeszcze dziś można spotkać rodaków, którzy nic się nie nauczyli z tej lekcji. "Wyjdziemy z grupy i spotkamy się z nimi w półfinale, tam im pokażemy" - daj Panie Boże, ale pewnie by oni nam znów pokazali.

Fajny tekst

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Media, oszczędźcie piłkarzy. Być może jest to rzecz najważniejsza. Trudno wskazać inną reprezentację, której zawodnicy byliby równie wrażliwi na komentarze prasowe."

Media wykonują swoją robotę i takie apele są bez sensu. Swoją nie znaczy zawsze fair. Tylko co z tego... Piłkarze to zawodowcy i jeśli z medialną presją nie potrafią sobie poradzić, to po prostu są słabymi zawodowcami i tyle.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 10.06.2008 12:23

(+) fajnie napisane...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.