Facebook Google+ Twitter

Polak nie wielbłąd, wypić musi

Ponad 2 mln Polaków cierpi z powodu nadużywania alkoholu. Wliczając do tego rodziny i bliskich, którzy są pośrednimi ofiarami stanu uzależnienia, w naszym kraju żyje ponad 5 mln osób dotkniętych chorobą alkoholową.

Na temat alkoholizmu chciało by się powiedzieć, że to nic szczególnego. W końcu temat napojów wysoko procentowych towarzyszy naszemu społeczeństwu od wieków. Jednak mimo powagi problemu, istotna staje się wczesna inicjacja alkoholowa. Osoby mające kontakt z alkoholem w młodym wieku częściej padają ofiarą uzależnienia. Wszystko zaczyna się około 12. roku życia, kiedy rozpoczyna się okres dorastania. Nastolatek zaczyna szukać swojej tożsamości. Próbuje określić, kim chce być. Jest to związane ze stopniową niezależnością od woli rodziców, jaką zdobywa w procesie dojrzewania.

Efektem tych kilku burzliwych lat życia młodego człowieka jest poczucie odpowiedzialności za własne zachowanie i względna autonomia, które stają się podstawą każdego nowego członka społeczeństwa. Okres, w którym nastolatek przybiera barwy rewolucyjne i obala rodzinne status quo jest dla niego wyjątkowo niebezpieczny. Wszelkie podejmowane decyzje nie wynikają z osobistych chęci lub aspiracji, a raczej z prostej zasady negowania jakichkolwiek działań rodziców. Zatem kategoryczny zakaz spożywania alkoholu, który wydaje rodzina, jedynie mobilizuje, aby ten zakaz złamać. Wiele osób w wieku 14 lat rozpoczyna niewinną przygodę z alkoholem, by potem daremnie starać się wyjść z nałogu.

To, czy nadużywanie tego typu środków będzie praktykowane w dalszym życiu, jest zależne od rodziców, czy sami nie stronią od alkoholu. Przykład idzie z góry.

Trudne dorastanie

Gosia, nastolatka, uczennica renomowanego warszawskiego liceum. Walkę o swoje prawo niezależności od opieki rodziców rozpoczęła w ostatniej klasie gimnazjum. Rodziców określa jako wymagających. Mimo tego stosunki rodzinne układają się dobrze. Picie alkoholu uważała za wstrętne. Każdego ranka przed lekcjami kilka osób z jaj klasy umawiało się na „małe piwko”. Widywała ich w drodze do szkoły, na ławce koło boiska. Mimo namów koleżanek, nigdy z nimi nie poszła. Nie widziała, aby jej rodzice pili, więc czemu ona miałaby zacząć.

Sytuacja uległa zmianie w liceum. Już w pierwszym tygodniu, na wycieczce integracyjnej, tak wiele osób piło alkohol, że zaczęła stopniowo zmieniać swoje zdanie. – Skoro wszyscy to robili, to nie mogło być takie złe – mówi. Sama przyznaje, że chciała zobaczyć jak to jest. W końcu to doświadczenie jest najskuteczniejszą formą edukacji.

Na pierwszej wywiadówce została poruszona kwestia alkoholu wśród młodzieży. Wszyscy zebrani rodzice zadeklarowali, że ich dzieci to nie dotyczy. W domu Gosia miała krótką pogawędkę, jaka to dzisiejsza młodzież nie jest. Czy ona sama pije, nikt się jej o to nie zapytał.

– Wydaje mi się, że rodzice o wszystkim wiedzieli. Swoim milczeniem jedynie zaakceptowali moje zachowanie, zamiast mi pomóc. Po prostu uciekali od problemu – opowiada.

Przez najbliższe tygodnie temat wywiadówki był poruszany na każdej pozalekcyjnej libacji. Czasami zastanawiała się, dlaczego to robi. W takich sytuacjach przychodził jej do głowy jedynie argument dobrej zabawy i sposób osiągnięcia dobrego samopoczucia.

Sytuacja w szkole uległa zmianie po urodzinach pewnego ucznia. Na jednej z przerw w damskiej toalecie rozpijał urodzinową wódkę. Kilka minut później na lekcji historii, podekscytowany tematem zajęć, stracił przytomność i spadł z krzesła. Obudził się w szpitalu. Rodzice domagali się wskazania winnych. „Kto upił ich dziecko?” – pytali. Dyrektor szkoły zbulwersowany sytuacją, sięgnął po drastyczne środki. Zaproszono patrol policji do szkoły, nauczyciele mieli kontrolować toalety na przerwach, zakupiono alkomat.

– Teraz to można było napić się jedynie herbaty i to też tylko w domu. W szkole faktycznie przestali pić, ale to nie znaczy, że przestali pić w ogóle – dodaje Gosia.

Grupa rówieśnicza

Rodzice mają największy wpływ na postawy i wartości swoich dzieci. Do pewnego czasu są jedynymi twórcami ich doświadczeń. Młodzież sięgająca sporadycznie po alkohol pochodzi głównie z rodzin, gdzie rodzice piją wyłącznie przy ważniejszych okazjach. Natomiast osoby młode często nadużywające alkohol pochodzą z rodzin rozbitych. Ich rodzice często są uzależnieni.

Problem alkoholizmu wśród nieletnich wynika częściowo z próby upodobnienia się do swoich rodziców. Mimo że okres dojrzewania neguje autorytet starszych, to nie znaczy, że autorytet ten całkowicie znika. Wpływ rodziców na dziecko drastycznie maleje, ale wciąż odgrywa istotną rolę. Prymat w kształtowaniu postaw i zachowań przejmuje grupa rówieśnicza, która staje się dla nastolatka jedynym punktem odniesienia.

O chęci bycia zaakceptowanym opowiedział mi Piotrek, uczeń gimnazjum. „Człowiek nie wielbłąd wypić musi” – to jego motto. Pierwsze doświadczenie z alkoholem miał już na początku gimnazjum. Nie utrzymywał bliższych znajomości z kolegami ze szkoły. Po pewnym czasie został całkowicie wyeliminowany z życia towarzyskiego klasy. Po części była to jego wina. Brak zaangażowania i prób asymilacji z grupą zadecydował o jego statusie samotnika.

Pewnego dnia po jakichś uroczystościach w szkole przełamał schematy i wybrał się z kilkoma osobami na Starówkę. Koledzy przechwalali się między sobą, ile potrafią wypić. Przechodząc koło sklepu wpadł na pomysł. Poprosił mężczyznę, który stał obok i wyglądał na trochę „zmęczonego”, aby kupił piwo dla niego i jego znajomych. Z dokonanej transakcji obie strony wyszły zadowolone. Piotrek zdobył środek na poprawę samopoczucia, a napotkany przechodzień fundusze na drobne wydatki. Z czasem coraz częściej wychodził na piwo.

– W ten sposób można poznać wiele ciekawych osób. Wcześniej nie miałem odwagi nawet się odezwać, ale to stare dzieje. Teraz mam wielu kolegów. Chyba zawsze chodziło o to, aby inni mnie lubili – opowiada.

Mniej więcej w tym samym czasie zaczęły się problemy z nauką. Każdy może dostać gorszy stopień lub spóźnić się do szkoły, lecz teraz takie zdarzenia stawały się normą. W dodatku spotkania przy piwie ze znajomymi przestawały cieszyć jak kiedyś. Alkohol stał się codziennym obowiązkiem.

– Gdy nie wypiłem, czułem się źle. Nie potrafiłem skoncentrować się na czymkolwiek – wyznaje.

W środku zimy złapał grypę. Miał leżeć w łóżku przez dwa tygodnie. Po trzech dniach nie wytrzymał. Opróżnił barek ojca. Upił się. – Było mi strasznie głupio. Rodzice czasem piją kieliszek wina do obiadu i nic ponad to. Tak, więc problem alkoholu ich nie dotyczy. Czułem, że ich zawiodłem – dodaje.

Jak sam przyznaje, jego rodzice są bardzo wymagający, ale i wyrozumiali. Razem z ojcem był na kilku spotkaniach grupy AA. Rodzice dali mu szansę, której nie chce zmarnować. Minie trochę czasu zanim odzyska ich zaufanie. Sam nie potrafi wytłumaczyć, jak to się stało, że zabrnął w to tak daleko.

Alkoholizm, choroba progresywna

Alkoholizm to choroba ciała i umysłu. Ciało z choroby można wyleczyć. Rana w psychice człowieka nigdy nie zniknie. Alkoholikiem jest się do końca swych dni. Proces wchodzenia w uzależnienie jest długotrwały, ale skuteczny. Budzisz się pewnego dnia i nie widzisz, że postępujesz, jak typowy alkoholik. Zaczyna się pomalutku, niepozornie. Na początek małe piwko, tak, aby było sympatycznie. Z czasem wpada się w rutynę, która już bezpośrednio prowadzi do tragedii.

Dorosły człowiek potrafi wykrzesać z siebie odrobinę instynktu zachowawczego i w miarę zapanować nad swoim zachowaniem. W przypadku nastolatka, cierpi on na czasowy brak racjonalnego myślenia. Alkohol wygląda na świetną zabawę, a w dodatku jest łatwo dostępny. Z czasem staje się lekiem na całe zło. Jedynym prawdziwym przyjacielem w trudnych chwilach. O dobrej zabawie już nie ma mowy. Teraz się pije, aby zapomnieć o swoim uzależnieniu. Tylko nielicznym udaje się pojąć coś tak bardzo oczywistego. Tylko nielicznym udaje się wyleczyć i przeżyć.

Za przykładem rodziców

Paweł, uczeń gimnazjum. Jak sam przyznaje wychował się w „pijackiej” rodzinie. Jego rodzice są uzależnieni odkąd sięga pamięcią. Już zdążył się przyzwyczaić. Poprzysiągł sobie, że bez względu na wszystko nie skończy podobnie.

- Nie chcę tego dla mojej rodziny. Zaoszczędzę dzieciom noce płaczu i bólu – opowiada. Często był namawiany przez znajomych na „małe co nieco”. Odmawiał za każdym razem. W przeciwieństwie do rówieśników wiedział, czym to się może skończyć. Nie chciał mieć z tym nic wspólnego. Po lekcjach koledzy wracali do domów, gdzie z niecierpliwością wyczekiwali ich kochający rodzice. On nie miał do czego wracać. Jego rodzice często nie zauważali powrotu ich syna ze szkoły. Pełnił rolę niewidzialnego domownika. Jedynie w przerwie między jedną libacją a drugą ojciec rzucał pytanie, tak od niechcenia i jakby z przymusu: „jak tam w szkole?”. Odpowiedź nie miała znaczenia. Większość czasu spędzał u dziadków.

Na szkolnej wycieczce wciąż słyszał za sobą: „spróbuj, jedno piwo cię nie zabije”. Spróbował. Koledzy mieli rację, nie umarł, a w dodatku poczuł się jakoś lekko na duchu. Szybko zapomniał o kłopotach w domu. Na początku pił dla przyjemności raz w tygodniu. Nikt niczego nie podejrzewał. W szkole nie tracił na ocenach, bo i tak nie miał najlepszych. Nauczyciele znali jego sytuację rodzinną i nie pytali o szczegóły. Słabe wyniki w nauce były przez nich zrozumiałe. Na urodzinach kolegi pił alkohol domowej roboty. Zatruł się. Spędził w szpitalu kilka dni.

Fot. Stock.xchng– Rodzice chyba o niczym nie wiedzieli. Dopiero później usłyszałem, że człowiek uczy się na własnych błędach. Żadnej kary, krzyku lub bicia. Nawet na tyle nie było ich stać – opowiada.

Najbardziej zabolała go reakcja dziadków. Nie chcieli utrzymywać kolejnego pijaka. Dali mu do zrozumienia, że może wrócić, ale ma przestać pić. Jedyne bliskie mu osoby odsunęły się od niego. Nie musiał przeżyć prawdziwego upadku. To nie było dno, od które mógł się odbić. Wystarczyło, że stracił kogoś ważnego. Kogoś, kogo teraz chce odzyskać. Potrzebuje tylko osoby, która weźmie go za rękę i pokaże co i jak. Gdzie popełnił błąd. Teraz chce wyjść do ludzi i dzielić się swoim doświadczeniem. – Najpierw muszę pomóc sobie, a potem zajmę się moją rodziną. Taka ładna pogoda. Może wkrótce i my pójdziemy razem na spacer – dodaje.

Co dalej?

Czas, w których przyszło dorastać młodemu pokoleniu, nie są łatwe. Nasuwa się pytanie, co się stało z dzisiejszym światem? Zapewne nikt nie jest w stanie na nie wystarczająco dobitnie i trafnie odpowiedzieć. Wydaje się, że plaga alkoholizmu wśród nieletnich ma głębszy powód. Może wpływ złego środowiska bądź trudne chwile w życiu są dla wielu wystarczającym powodem do sięgnięcia po kieliszek. Nie ma na to reguły. Powodów jest tyle, ile samych uzależnionych. Jedno wydaje się pewne. Młodzież traci sens życia. Nie zna wartości i jasnych kryteriów, które mieli ich rodzice. Kultura masowa skutecznie narzuca model życia na wzór reklam, który jest jedynie iluzją szczęścia. Młodzież traci złudzenia. Nie chcąc brnąć w imitację prawdziwego życia, wpędza się w pozorną oazę spokoju o smaku alkoholu.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (8):

Sortuj komentarze:

tak problem polski i polaków nazywa się alkocholizmem pozdrawiam ostry temat

Komentarz został ukrytyrozwiń

Problem istnieje i będzie istniał, ponieważ w naszym kraju picie społecznie się akceptuje. Artykuł godny uwagi.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nic dodać, nic ująć. "+"

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 01.11.2006 18:49

Tu jest Polska, tu się pije.

Pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jak nam dalej będą wyrastać sklepy typu "alkohol za grosze" to raczej będzie gorzej...

Komentarz został ukrytyrozwiń

"+" bo rzeczowo i "od podszewki"

Komentarz został ukrytyrozwiń

Daję plusa (kolejny świetny debiut dziś!) i pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 01.11.2006 12:51

Artykuł poruszający i co ważne prawdziwy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.