Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

8832 miejsce

Polak to dobry pracownik. Chwalą nas!

Ostatnio słyszymy od polityków słowa samouwielbienia i najprzeróżniejsze pochwały, powtarzane jak mantrę przez media: Polacy są bardzo pracowitym narodem. Chwalą nas. A we mnie natychmiast rodzi się takie oto pytanie: i co z tego?

Płaca minimalna w Polsce / Fot. Zrzut ekranu za podziemnaTVMogę być zakrzyczany, że jestem malkontentem, ale nie zrobi to na mnie żadnego wrażenia, ponieważ ta gorycz jest uzasadniona. Ponieważ w sprawach gospodarczych czy finansowych najlepszym argumentem są dane liczbowe, a nie jakiś tam huraoptymizm jednego czy drugiego pijarowca. Te dane przytoczę.

16 procent polskich rodzin, według GUS, żyje poniżej granicy ubóstwa, a 31 procent Polaków przyznaje się, że z trudnością udaje im się przetrwać za zarobione pieniądze.
Aż 42 procent przyznaje, że tzw. niespodziewany wydatek w wysokości 500 zł jest dla nich nie do udźwignięcia bez większych kłopotów.


Oczywiście pracowitość jest rzeczą chwalebną, bo wszelkie dobra użytkowane przez człowieka wymagają jego pracy. Przy czym nie jest ważne, czy spożywa on owoce wytworzone przez naturę czy może całkowicie wytworzone sztucznie. Wszystkie te dobra powstają w procesie pracy człowieka. Bogactwem jest również ekwiwalent pieniężny uzyskany za pracę, bo przecież za te zarobione pieniądze można coś kupić (rzeczy, usługi). Pieniądze same w sobie, rzecz jasna, nie są żadnym bogactwem.

Amerykański serwis finansowy Bloomberg podaje, że po 20 latach reformowania gospodarki zarobki Polaków są żenująco niskie, porównywalne do zarobków trzeciego świata. Na poparcie tej tezy podaje, że średnio za roboczogodzinę w Szwajcarii płaci się 181 zł, w Niemczech 144 zł, we Francji 125 zł, w Singapurze 76 złotych, a w Polsce 25 zł.

Czy te dane są wiarygodne? Mam pewne wątpliwości, przynajmniej w odniesieniu do Polski. Policzmy zatem: w miesiącu średnio pracujemy 22 dni robocze po 8 godzin, co daje 176 roboczogodzin. Gdy pomnożymy to przez 25 zł, to wychodzi nam 4400 zł. Czy to są przeciętnie spotykane kwoty zarobkowe wśród Polaków? Pozostawię ten fakt bez komentarza.

Tymczasem z danych OECD wynika, że statystyczny Polak pracuje dłużej w ciągu całego roku niż Japończyk, nie mówiąc o Niemcach (1929 godzin Polak, 1729 Japończyk, 1397 Niemiec).

Należy mocno podkreślić, że wyizolowany jakiś parametr porównujący z innymi krajami jest bardzo często bałamutny, gdyż należałoby przytoczyć jeszcze sporo innych danych, aby wyszło jakieś sensowne porównanie.

Przeciętnego człowieka najbardziej interesuje to, ile i co może kupić za tę zarobioną kwotę? A to z kolei zależy od wysokości podatków, jakie musi zapłacić państwu i od poziomu cen.

Ten wykres pokazuje, że w bogatym kraju zabranie nawet połowy zarobionej kwoty nie wpędzi w nędzę zarabiającego, bo coś tam mu jeszcze zostanie. Natomiast w biednym kraju zabranie nawet 25 procent zarobionych pieniędzy wpycha go w obszar ubóstwa.



 / Fot. Zrzut ekranu za podziemnaTV






Ta plansza pokazuje bałamutność wmawiania nam tego, że tylko wysoki wzrost wiedzie do odczuwalnej poprawy sytuacji materialnej.



 / Fot. Zrzut ekranu za podziemnaTV





Wniosek końcowy

Co z tego, że jesteśmy chwaleni poza granicami własnego kraju? Czy to ma być powód do dumy? Według mnie jest to powód do głębokiego zastanowienia się nad tym, dlaczego nie możemy konsumować tej nagłaśnianej solidności we własnym kraju?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (7):

Sortuj komentarze:

Nasza wina, coś się z narodem porobiło, ma niskie poczucie własnej wartości i nie walczy o swoje. Słowo reforma na trwałe oznacza już u nas odebranie kolejnego przywileju czyli uszczuplenie portfela, kraj jest bogaty bogactwem swoich obywateli ale do tego trzeba mężów stanu a tych jak na lekarstwo.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie ma to jak pokaz skromności Ich Lordowskich Mości! Ech... Komuś się zdaje, że wiedza, mądrość, honor, godność osobista przysługuje tylko jemu jednemu. Rzeczywiście wszelki dialog z takimi osobnikami oznacza tylko stratę czasu i nerwów.

Drogi Marku, przyjacielu rodaków i szacowny osobisty nieprzyjacielu mego Boga, dziękuję za te poważne i potrzebne tematy, którymi się ostatnio zajmujesz. Mam nadzieję, że Najwyższy Sędzia okaże mi jeszcze miłosierdzie i zdołam do Ciebie niebawem dołączyć z podobnymi materiałami.

Komentarz został ukrytyrozwiń

powiem tak... faktycznie nie ma czasu się rozwodzić w tym miejscu
ale jako stary, wredny księgowy mam taki odruch zawodowy: jest różnica zdań, to kładę dokumenty na stół i udowadniam !
w tym wypadku oczywiście planuję w najbliższych dniach publikację serii artykułów na ten temat
proszę tylko o cierpliwość - takich rzeczy nie robi się na kolanie
ale za kilka dni zapraszam do lektury i dyskusji

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Arkadiuszu, jak można inaczej nazwać poglądy jak nie naiwne, które wyrażają ideę, że można dogonić bogate kraje? To co? Oni teraz będą się uwsteczniać, a my dzielni i pracowici będziemy pędzić do świetlanej przyszłości? Dlatego takie poglądy bez ogródek nazywam naiwnymi. One są z samej definicji głupawe, jeśli już nie głupie.

Natomiast, co do płacenia ogromnych pieniędzy za "wybitne zdolności, wiedzę, pracowitość i prawie nigdy nie rozliczaną odpowiedzialność"... Wiem, że płaci się w wielu przypadkach tzw. sufitowe stawki, gdyż nie mają one często uzasadnienia i pokrycia w wypracowanych zyskach, czy bardziej w zbliżeniu do prawdy mówiąc, wykreowaniu dóbr wszelakich. Nawet zauważyłem Pana wypowiedź, że nie jest pan przeciwny milionowym wynagrodzeniom "za nic" (wszak kapitał musimy budować, a Panu wystarczy tylko fachowość pracownika) dlatego też nie wchodzę z Panem w polemikę, bo to strata mojego czasu. Przepraszam, ale żeby nie być nudnym w powtarzaniu się, tutaj też odeślę Pana do moich przemyśleń

link

Komentarz został ukrytyrozwiń

mówiąc dyplomatycznie: strony poinformowały się o wzajemnych stanowiskach

co do naiwności, to zdziwił by się Pan jak duże pieniądze płacą mi ludzie za "moje poglądy ekonomiczne"
tak się złożyło, że od 1989 prowadzę biuro rachunkowe - pierwsze zarejestrowane na terenie woj. łódzkiego - mam więc doskonały dostęp do rzeczywistych danych gospodarczych, a nie propagandy czy teorii uniwersyteckich
dla przykładu w 2006 roku wywołałem nieduży skandal na Uniwersytecie Łódzkim, który zaprosił Alana Greenspana na uroczysty wykład, a ja w otoczeniu swoich praktykantów oraz paru znajomych z UŁ nazwałem "szanownego gościa" szarlatanem ekonomii, oszustem i nieukiem, od tego czasu już mnie nie zapraszają na imprezy.... za to bez satysfakcji przypominam co wydarzyło się w 2007r. + fakt że A.Greenspan sam w 2008 przyznał się do winy i błędów = jest to przykład mojej "naiwności"

Komentarz został ukrytyrozwiń

To co Pan pisze o "gonieniu Europy" jest tak porażająco naiwne, że nie będę nawet zabierać w tej sprawie polemicznego głosu z takim stanowiskiem. Po prostu ręce opadają... Żeby nie było, że brak mi argumentów podam link, gdzie już się wypowiadałem na ten temat dwa lata temu.

link

Reszta jest tak kuriozalna, że mógłby Pan śmiało wygłaszać takie poglądy na spotkaniach organizowanych przez FOR. Pozdrawiam i zachęcam do założenia im łódzkiego klubu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

no cóż, z faktami się nie dyskutuje i podzielam Pana ocenę.....
jako księgowy z dużym doświadczeniem dodam jednak, że należy dodać tu jeszcze kilka pominiętych parametrów....
w perspektywie 25 lat naszego kapitalizmu PKB Polski wzrósł o 426% zaś płaca realna o 270%
rzetelni ekonomiści uczciwie uprzedzali nas, że pieniądze na drzewach nie rosną, a nasze zapóźnienie ekonomiczne będziemy musieli wyrównywać do "starych" krajów Unii jakieś 50-60 lat , i choć może to przykre i bolesne, ale cieszyć się należy z niewątpliwego sukcesu, że dystans ten pokonujemy szybciej niż myśleliśmy, bo w tym tempie wystarczy "tylko" 40 (podany przykład Singapuru sobie darujmy = fenomen światowy)
powyższe porównanie pokazuje istotę naszych problemów
tłumaczy także propagandową "zieloną wyspę" D.Tuska - kiedy cała Europa miała kryzys i spadek, Polska nadal miała wzrost, bo wykorzystywała rezerwy wynikające z zapóźnienia
oczywiście nie ma nic darmo.... a płacimy olbrzymie koszty społeczne
nasze wejście do Unii - czyli wspólny rynek - wyrównało automatycznie poziom cen zarówno towarów, ale także materiałów do produkcji, więc jedynym atutem naszego kraju stała się tańsza siła robocza + zdolność do wchłaniania inwestycji // w tym miejscu darujmy sobie także propagandę w stylu "jesteśmy białymi murzynami" // medal zawsze ma dwie strony , a tania siła robocza wywołała właśnie reakcję przenoszenia produkcji do Polski - setki przykładów - co jest zjawiskiem korzystnym, bo my mamy pracę, a inni ją stracili
proces wyrównywania zarobków zawsze jest wolniejszy... ale biegnie nieubłaganie do przodu
pozytywnym elementem jest swoboda podejmowania pracy w Unii // wbrew płaczliwej propagandzie "musimy emigrować za chlebem" - jest to właśnie PRAWO każdego do podjęcia pracy gdzie chce za porządne pieniądze // to zjawisko powoduje konkurencję na rynku pracy i zmusza kapitalistów do wyrównywania zarobków w całej Unii, co chyba jest zjawiskiem dla nas korzystnym :)
Pozostaje tylko poczekać, aż ten mechanizm przyniesie efekty... ale mówiąc szczerze znam branże i miejsca w Polsce, gdzie już płace się wyrównały, i mówię nie tylko o pracownikach banków czy prezesach - niedaleko mnie jest firma odzieżowa, która poszukuje pracowników fizycznych do produkcji (mają jeszcze 30 ofert a chętnych do pracy brak) mimo iż oferowana pensja może wprowadzić przeciętnego polaka w szok ( nie mogę powiedzieć ile - tajemnica zawodowa - niemniej firma ta płaci ludziom w Polsce DOKŁADNIE tyle samo co w swoich zakładach we Włoszech)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.