Facebook Google+ Twitter

Polak w Portovenere

"Posiadłość w Portovenere" Jacka Ostrowskiego to następny film na papierze.

Polak w Portovenere

W połowie ubiegłego roku przeczytałem „UT” wtedy najnowszą powieść Jacka Ostrowskiego. Odczucia była bardzo pozytywne i dlatego ponownie sięgnąłem po najnowsze dziecko tego autora „Posiadłość w Portovenere”.


Akcja utworu rozgrywa się w Portovenere miejscowości o bardzo bogatej historii, a tak mało znanej w Polsce. To tu tworzył Byron i Wagner. Przypuszczalnie to tu powstał „Don Juan”, a może i „Frankenstein”
Mery Shelley. Tu spotykali się poeci, pisarze, muzycy. Chwała Ostrowskiemu za to, że nam to przybliżył. Bo, kto tak naprawdę dziś o tym pamięta?

Wracając jednak do książki. Główna bohaterka Carla niespodziewanie przyjeżdża do wuja, który do momentu ich spotkania
nie wie nic o istnieniu siostrzenicy.
Początkowo ciężkie wzajemne relacje w miarę upływającego czasu nabierają zupełnie innego wymiaru. Akcja tak naprawdę kręci się wokół tajemniczych płyt, które
na pierwszy rzut oka przypominają nagrobki. Jest w nich coś magicznego, bo ich bliskość wywołuje u wuja symptomy choroby umysłowej, a i z Carlą zaczynają się dziać dziwne rzeczy.

Powieść mnie zaskoczyła. Jest w niej mnóstwo symboliki, wymaga ciągłego skupienia, żeby zrozumieć intencje autora. Teoretycznie w książce nic się nie dzieje, bo senna atmosfera miasteczka udziela się i bohaterom. Niby nic, a jednak powoli zaczyna narastać napięcie. Atmosfera gęstnieje, bohaterowie zaczynają być coraz bardziej nerwowi, palą coraz więcej marihuany. Jestem pod dużym wrażeniem idealnego wyważenia klimatu. Genialna jest postać Pedra. W „UT” był Raul, w „Posiadłości w Portovenere” jest Pedro. Podobieństwo postaci jest duże. Pedro jest bardziej wyrazisty, tajemniczy, męski, ale i bardzo wrażliwy. Bardziej mi przypadł do gustu. Tak naprawdę trudno jest pisać o tej powieści. Autor niby nie odkrywa nic nowego, ale pokazuje ludzkie ułomności bardzo elegancko. To jedna z cech książek Ostrowskiego. One mają w sobie kulturę. Nie są wulgarne, nie ma w nich ostrych scen łóżkowych, nie ma brutalności. Autor potrafi pewne sprawy wyrazić inaczej i dojść do tego samego. W dzisiejszej literaturze, jak i filmie jest pełno przemocy, krew leje się strumieniami i wszystko po to, żeby wstrząsnąć czytelnikiem, czy widzem. Ostrowski potrafi wstrząsnąć
i bez tego i za to mu chwała. Kiedyś w jakiejś recenzji napisałem, że Ostrowski to urodzony scenarzysta i po lekturze „Posiadłości w Portovenere”
to podtrzymuję. Tę powieść się ogląda, nie czyta.

Zobacz także:

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.