Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

8704 miejsce

Polakom w Polsce nie jest źle, to kraj marazmu

Niektórzy zagraniczni korespondenci uważają, że znają wszelkie bolączki Polaków. Są jednak w błędzie. Wiedzą jeszcze mniej

Do napisania tego tekstu skłonił mnie artykuł Josefa Pazderki, byłego czeskiego korespondenta (ukazał się on na łamach internetowego wydania Gazety Prawnej). Autor twierdzi poniekąd, że Polska jest narażona na niebezpieczeństwo wynikające z rządów szalonego prezesa partii prawicowej, ponadto krąży nad nią widmo nacjonalistyczne. Pisze również o Komitecie Obrony Demokracji. Wszystko się zgadza, fakty pokrywają się z rzeczywistością, jednak tak wiele wątków zostało pominiętych, że nie można tutaj mówić o jakimkolwiek stopniu rzetelności dziennikarskiej.


Większość niedociągnięć w rozumieniu naszego kraju (i to nie tylko przez zagranicznych korespondentów) wynika z nierozumienia mentalności Polaków i sposobu funkcjonowania polskiego społeczeństwa, a raczej przymykania oka na to, co stanowi główną zasadę jego działania. Stawiam bowiem dość śmiałą tezę, że gdybyśmy się nie godzili na taki stan rzeczy, to, po pierwsze, partia PiS nie wygrałaby wyborów parlamentarnych, a jeśli już się tak stało, to trafiłaby ona na czynny opór Polaków.


Oczywiście, na Prawo i Sprawiedliwość zagłosowało – jak twierdzi Pazderka – niespełna 6,5 mln wyborców; tak – twierdzenie, że to kropla w morzu jest prawdą. Jednak co robiła reszta? Nie mam na myśli tych, którzy wybrali się do urn, absolutnie, do nich nie mam żadnych pretensji. Gro Polaków zostało przecież w domach, biernie zgadzając się na to, by te 6,5 miliona zagłosowało praktycznie za nich! Jakże nie uznać tego za świadectwo zgody na taki stan rzeczy? To Polacy wybrali. Może nie 40 milionów, bo przecież niepełnoletni nie mają praw wyborczych, ale znakomita większość – tak. Kwestia ogłupienia przez media? Być może, lecz to wymówki. Każdy ma własny rozum.


Kontynuując ten wątek nie mogę nie wspomnieć o Komitecie Obrony Demokracji. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że ta organizacja wcale nie jest oddolnym ruchem społecznym, za jaki można z niemal czystym sumieniem uznać Solidarność (choć wiadomo, że krążą pogłoski o tym, jakoby był to ruch sprowokowany przez samą agenturę, niemniej jednak – ludzie poszli za tłumem!). W przypadku KOD-u wezwania na manifestacje nie rozchodzą się pocztą pantoflową, tylko poprzez wydarzenie na portalu społecznościowym, które przed godziną zero jest udostępniane przez wszystkie możliwe sprzyjające Komitetowi media. Sama byłam na takiej demonstracji, wiadomo, zobaczyć czy to ma sens, ale przekonałam się, że to sensu nie ma. Tutaj pomogłyby masowe strajki, wychodzenie na ulicę, przewrót – gdyby rzeczywiście społeczeństwu zależało na zmianie sytuacji politycznej w kraju.


A co robi KOD? Prowadzi portal internetowy, dystrybuuje gadżety, publikuje artykuły. Widać, że w tym wszystkim zależy mu na zostanie drugą legendą, ale przy tym nie chce działać. Za duże ryzyko i, najprawdopodobniej, powiązania, układy. Bo jak inaczej wytłumaczyć inercję? Na początku jeszcze można było odnieść wrażenie, że KOD-owi rzeczywiście zależy na jakieś zmianie, a teraz? Nawet w sieci głośno o tym nie jest, nie wspominając o telewizji czy radiu. Nie tędy droga, drogi Komitecie.


Na koniec chciałabym wspomnieć o jednej rzeczy, która mnie zaskoczyła. Mianowicie sytuacja, w której Pazderka rozmawia z Karnowskim na temat paranoicznych teorii dotyczących przebiegu katastrofy smoleńskiej i prawicowiec mówi dziennikarzowi, że to wszystko nie jest czarno-białe i należy zainteresować się szczegółami. Reakcja Pazderki? „Nie zamierzam dokładnie studiować teorii spiskowych (…)”. Dalej mówi jedynie o tym, że na pewno PiS chce tym wygrać wybory. Cóż z tego, ze PiS miał inne argumenty, którymi przekonał Polaków (głównie program 500+). Gdzie rzetelność? Nie będzie się interesował teoriami? Nie wypada, by taki poważny korespondent poznał drugą stronę? Sama twierdzę, że te teorie są dość wybujałe, jednak mam wrażenie, że gdyby rzeczywiście wszystko w wyjaśnianiu sprawy przebiegało bez zarzutu, to prawica nie miałaby w ogóle pola do przyczepienia się do czegokolwiek.


Polakom za rządów PiS nie żyje się ani lepiej, ani gorzej. Trzeba pamiętać, że to naród, którzy przetrwał komunę (za którą niektórzy po dziś dzień tęsknią), który na propagandę przymyka oko, a bardziej mierzi go dwulicowość i bycie chorągiewką. Polakom nie było dobrze za rządów PO-PSL (w przeciwnym wypadku nadal te partie by rządziły, czyż nie?). Lewica zniknęła, bo tak zwany proletariat znalazł pociechę w programie PiS, a wolnościowcy po prostu stracili nadzieję (PO obiecywało związki partnerskie – i co, gdzie one są?). Polacy są zmęczeni i nieprędko zerwą się do tego, by coś zmieniać. Bo i na co mieliby zmienić rządy Prawa i Sprawiedliwości? Znów na PO, która kompromituje się coraz bardziej? Niszowe partie, takie jak Razem, nie mają jeszcze siły przebicia. Tutaj potrzebna jest rzeczywiście duża, oddolna inicjatywa, która spowodowana będzie wzmożoną irytacją większości Polaków. Tutaj nie jest jeszcze aż tak źle, jak widać.

Wybrane dla Ciebie:


Tagi:


Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.