Facebook Google+ Twitter

Policja nie karze dłużników

  • Źródło: Słowo Polskie Gazeta Wrocławska
  • Data dodania: 2007-10-01 09:38

Nieskuteczny przepis kosztuje nas miliony złotych. Urzędy chcą odbierać prawa jazdy tym, którzy unikają płacenia alimentów. Ale nikt nie potrafi wyegzekwować tej kary

W 2005 roku rząd pozwolił odbierać prawa jazdy ludziom, którzy nie płacą alimentów. Miała to być skuteczna broń wobec rzeszy dłużników. Nie jest, bo policjanci nie zabierają im dokumentów. Za nieskuteczność prawa i nieuczciwość około 10 tys. dolnośląskich dłużników płacimy my, podatnicy.
Dużą część z nich stać na alimenty, bowiem albo mają pieniądze, albo mogliby iść do pracy i je zdobyć. Dlatego dwa lata temu państwo postanowiło zabierać im za karę prawo jazdy. Według tego przepisu miejskie lub gminne ośrodki pomocy społecznej sprawdzają, czy dłużnik nie może, czy nie chce wywiązać się z obowiązku alimentacyjnego. Jeśli jest pewność, że to oszust, ośrodek wysyła pismo do wydziału komunikacji urzędu miejskiego, a ten wydaje decyzję o cofnięciu uprawnień.
Od początku tego roku we Wrocławiu zapadły już 63 takie postanowienia. Od 2005 roku uzbierało się ich kilkakrotnie więcej. Ile dokumentów odebrała do dziś policja?
– Jak do tej pory nie wpłynęło do nas żadne prawo jazdy zatrzymane przez funkcjonariuszy ruchu drogowego – mówi Maria Domańska z Działu Uprawnień Kierowców Urzędu Miejskiego we Wrocławiu.
Policjanci nie ścigają alimentowych dłużników. Minister pracy zapowiada interwencję

Policja nie każe dłużników / Fot. Słowo Polskie Gazeta WrocławskaZdecydowana większość kierowców jest bardzo rzadko kontrolowana przez drogówkę. Wielu z nich nawet przez kilka lat nie trafia na rutynową kontrolę. Wystarczy więc jeździć zgodnie z przepisami, bez wypadków. Dlatego właśnie ludzie, którzy nie płacą alimentów nie tracą dokumentów.
– Jest nas po prostu za mało, by te kontrole były częstsze – tłumaczy młodszy inspektor Mariusz Mikłos, szef dolnośląskiej drogówki. – W 1992 roku zmniejszono liczbę funkcjonariuszy ruchu drogowego o połowę. Staramy się nadrabiać te straty – dodaje.
Ci, którzy nie łożą na utrzymanie swoich dzieci, są winni budżetowi państwa już 8 mld zł. Tyle pieniędzy musieliśmy założyć za nich od 1989 roku. Na samym Dolnym Śląsku od początku roku uzbierało się już 39 mln zł długu.

Zbyt rzadkie kontrole
Na Dolnym Śląsku drogówka ma 500 funkcjonariuszy, we Wrocławiu około stu. Do tego w ostatnich latach z policji odchodzą kolejni policjanci niezadowoleni z warunków pracy. Właśnie dlatego kontrole drogowe są tak rzadkie. Tym, którzy jeżdżą spokojnie i nie łamią przepisów, raczej się one nie zdarzają. Dłużnicy prowadzą więc auta z nieważnymi prawami jazdy i nikt ich nie sprawdza. Urzędy są bezradne, a przepis, który umożliwia odbieranie dokumentów człowiekowi, który uchyla się od płacenia alimentów, jest martwy. Może więc dzielnicowi powinni pukać do domów tych dłużników?
– Nie wydaje mi się. Oni i tak są już bardzo obciążeni wieloma obowiązkami. Ich też nie jest dużo, a mają pod swoją opieką wielu ludzi – mówi mł. inspektor Mikłos.

Sami nie oddadząPolicja nie każe dłużników / Fot. Słowo Polskie Gazeta Wrocławska
Szans na to, że dłużnicy sami będą oddawać prawa jazdy, raczej nie ma. Maria Domańska z wrocławskiego urzędu twierdzi, że większość z nich ignoruje decyzje o zatrzymaniu dokumentu. W ciągu dwóch lat funkcjonowania tego przepisu dobrowolnie prawo jazdy oddały tylko trzy osoby.
– To wynika z niskiej kultury prawnej naszego społeczeństwa – twierdzi Domańska. Problem jest trudny do rozwiązania, ale minister pracy i polityki społecznej, Joanna Kluzik-Rostkowska, obiecała nam, że przyjrzy się sprawie.
– Na pewno przeanalizujemy problem. Nie wiedzieliśmy, że tak się dzieje – mówi pani minister. – W październiku przyszłego roku wejdzie nowe prawo, które wyposaży urzędy w kolejne narzędzia do egzekwowania tych pieniędzy. W ten proces zostanie włączony m.in. urząd skarbowy. Do tego czasu musimy usprawnić wszystkie dotychczasowe sposoby. Także ten – dodaje.
Jej zmartwieniem jest też fakt, że bardzo często nie można dłużnikowi dostarczyć zawiadomienia o odebraniu prawa jazdy czy prowadzeniu takiego postępowania wobec niego. Potwierdzają to pracownicy pomocy społecznej.
– Przyczyny są różne – albo mieszkają oni poza granicami kraju, albo nie są nigdzie zameldowani, by w ten sposób unikać płacenia – wyjaśnia Lilliana Dąbrówka z wrocławskiego MOPS-u. – Taka sytuacja dotyczy około 50 procent spośród tych ludzi – dodaje.

Krętacze są bezkarni
W sądzie właśnie toczy się sprawa o alimenty Grażyny Grzelak. Mężczyzna, który jest ojcem 2-letniego Piotrusia, do tej pory nie dał na niego ani grosza. Kobieta jest w bardzo ciężkiej sytuacji. Nie ma gdzie mieszkać. Na razie korzysta z gościnności domu dla samotnych matek.
– Gdyby prawo w naszym kraju było skuteczne, gdyby państwo potrafiło ściągać pieniądze od krętaczy, my matki czułybyśmy się bezpieczniej – żali się pani Grażyna. – A tak czujemy się wykorzystane, porzucone i bezbronne. To bardzo krzywdzące.
Już wie, że ojciec dziecka nie będzie chciał dobrowolnie płacić alimentów. Wie też, że czekają ją długie miesiące walki o te pieniądze. Chciałaby mieć po swojej stronie sprawne funkcjonujące prawo, a nie wadliwego straszaka. W takiej sytuacji jak jej syn Piotruś na Dolnym Śląsku jest teraz 30 tysięcy dzieci. •

Komornicy też zawodzą
Najwyższa Izba Kontroli ogłosiła raport dotyczący egzekwowania pieniędzy od rodziców unikających płacenia alimentów. Zwrot wypłacanych zaliczek udało się wymusić od zaledwie 0,83 procenta dłużników. Inspektorzy winili za to głównie komorników, którzy rzadko przekazywali MOPS-om informacje, dlaczego nie udaje się wyegzekwować długów.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.