Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

11977 miejsce

Policjant z Rybnika zyskał szacunek mistrzów z Shaolin!

  • Źródło: Polska
  • Data dodania: 2006-11-10 21:28

Kiedy posterunkowy Mirosław Barszowski zgiął włócznię, opierając jej ostrze na własnej krtani, buddyjscy mnisi z legendarnego klasztoru Shaolin nie potrafili wyjść z podziwu.

Posterunkowy przez kilka dni był gwiazdą chińskiej telewizji.
Klasztor Shaolin / Dziennik Zachodni- Mnisi byli w szoku. Do tej pory nie widzieli białego człowieka, który potrafiłby tego dokonać. A dla mnie to nic nowego. Kiedyś popchnąłem wózek pełen Chińczyków za pomocą włóczni, której ostrze było skierowane na moje gardło – mówi Barszowski. – To wszystko dzięki energii wewnętrznej. Aby osiągnąć takie umiejętności, potrzeba wielu lat ćwiczeń i medytacji – dodaje.

Mirosław Barszowski mieszka w Rybniku. Na co dzień chodzi w policyjnym mundurze po ulicach Czerwionki-Leszczyn. Od dziewiątego roku życia pasjonują go sztuki walki. Doskonale posługuje się halabardami, mieczami i kijami. Potrafi rozbijać płyty, deski i płonące dachówki. Prowadził zajęcia z samoobrony dla pracowników poczty, szkoli też policjantów.
Właśnie wrócił z Chin. Został powołany do reprezentacji Polski na drugie mistrzostwa świata wu shu, które odbywały się w Państwie Środka. Wu shu to układy ruchów z bronią, jak również techniki z użyciem rąk i nóg. Ćwiczący mają na celu poprawę zdrowia oraz wzmacnianie ciała i ducha.
- Pojechałem tam jako trener i kapitan reprezentacji Polski – mówi Mirosław Barszowski. To było olbrzymie przedsięwzięcie, porównywalne z olimpiadą.

Poznał przyjaciela Bruce’a Lee

Przyjechało prawie 1,5 tysiąca zawodników ze 150 państw! Wojciech Szachnowski, przygotowywany przez Klasztor Shaolin / Dziennik Zachodni Barszowskiego, zdobył dwa medale – srebrny i brązowy. Wykonywał m.in. efektowne ćwiczenia z łańcuchami.
Najatrakcyjniejszym punktem pobytu w Chinach była wizyta w legendarnym klasztorze Shaolin, gdzie Barszowski i jego zawodnicy mogli zobaczyć np. Jak trenują kilkuletnie dzieci.
Klasztor Shaolin / Dziennik ZachodniWizyta w klasztorze, który dotąd widziałem tylko w filmach, to przygoda życia. Atmosfera tego miejsca jest naprawdę poruszająca. To bajkowa okolica. Klasyczna chińska zabudowa, niezwykła roślinność. Figury i mogiły dawnych mistrzów, a obok setki małych dzieci i młodych ludzi, którzy ubrani w kolorowe kimona ćwiczą sztuki walki, swój charakter i siłę woli. – wspomina rybniczanin. - Od setek lat kolejne pokolenia mnichów zgłębiają tam tajniki starożytnej sztuki. To również świetne miejsce dla Europejczyka, w którym można się wyciszyć, nabrać dystansu do zabieganego świata, obcować z przyrodą, po prostu medytować - opowiada.

Przyznaje, że wspaniale jest odwiedzić Shaolin, pokazać mnichom, że samemu ma się pojęcie o sztuce, którą zgłębiają i co więcej zasłużyć na ich szacunek.
Podczas pobytu w Chinach Barszowski poznał przyjaciela Bruce’a Lee, legendarnego aktora i mistrza sztuk walki, który trenował w szkole Yipmana. Bo Bruce Lee nie uczył się w klasztorze Shaolin.
Nawiązałem wiele kontaktów, mam nadzieję, że uda mi się ściągnąć na Śląsk buddyjskich mistrzów – mówi policjant.

Wu shu w 2008 roku zadebiutuje jako dyscyplina olimpijska na igrzyskach w Pekinie. Posterunkowy z Czerwionki-Leszczyn ma duże szanse na wyjazd w roli trenera.

Adrian Karpeta

Klasztor Shaolin to świątynia buddyjska wybudowana około 495 roku za czasów dynastii Wei. Powstała w górskim masywie Sung (prowincja Henan) dla świątobliwego mistrza buddyjskiego Bhadry. Shaolin bardzo szybko stał się prężną akademią treningową i areną wymiany doświadczeń przybywających tam mnichów. Eksperci walki mogli podnieść tam swój niski nieraz status społeczny. Shaolin działa prężnie do dzisiaj. A w ostatnich latach bardzo się skomercjalizował. Wokół klasztoru powstało mnóstwo szkół walki, w których za odpowiednią opłatą (15-20 tys. złotych miesięcznie) można szkolić się pod okiem mistrzów.

Mnisi z klasztoru Shaolin kłaniają się sobie, trzymając przed czołem jedną wyprostowaną dłoń. To na cześć pewnego chłopca. Dzieciak bardzo chciał zostać przyjęty do tej buddyjskiej świątyni. Władze klasztoru nie chciały się na to zgodzić. Młody Chińczyk stał uparcie pod bramą. W końcu usłyszał, że zostanie przyjęty, kiedy śnieg nabierze czerwonej barwy. Następnego dnia mnisi zobaczyli czerwień na śniegu wokół chłopca, który powitał brać klasztorną tylko jedną ręką. Okazało się, że drugą rękę sobie odciął, aby śnieg był czerwony. Został przyjęty do wspólnoty.

D.P
D.P.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Co do tej czerwieni śniegu, chłopiec ów mógł walnąć się w nos; efekt byłby ten sam, ale spustoszenie ciała mniejsze;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Został przyjęty do wspólnoty.
D.P
D.P.

Dlaczego podwójnie DP
Brawo dla Polaka!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Strasznie ciekawe! podoba mi się, nie wiedzialem, że mamy tak zdolnych policjantów:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.