Zaloguj

Zarejestruj się

Zaloguj przez Facebook

Pozycja materiału w rankingach:

2892 miejsce

Dział: Polska

Ocena: 0pkt

Oceń:

Poligon Kongo


Jutro (7 kwietnia) przypada ustanowiony przez ONZ Międzynarodowy Dzień Pamięci o ludobójstwie w Rwandzie. Warto przy tej okazji przypomnieć sobie tę jedną z największych tragedii i porażek ONZ w historii. Temat ten, rzadko poruszany przez media, niewspominany jeszcze przez podręczniki historii, jest jak najbardziej aktualny – skutki rwandyjskiej masakry z 1994 roku są odczuwane do dzisiaj.


Ofensywa zakończona, FDLR rzekomo zdziesiątkowana, a w kongijskie prowincji Kivu, ulubionej kryjówce rebeliantów - jak donosi organizacja humanitarna Oxfam - ze strachu przed mszczącymi się bojownikami, dziesiątki tysięcy ludzi opuszcza domy. Organizacja informuje także o tym, że zagrożeniem dla cywilów jest również bohaterska, choć słabo opłacana, więc chętnie „wzbogacająca się” w napotkanych wioskach, armia rządowa.

Poligon Kongo

Jak widać, kwestia konfliktu Tutsi i Hutu absolutnie nie skończyła się po masakrze z 1994. W Rwandzie jest względnie spokojnie tylko dlatego, że centrum walk przesunęło się o parę kilometrów. Kongo najwyraźniej jest dobrym polem walki dla wielu rebeliantów, bo bojownicy Hutu nie są jedynym lokalnym problemem zbrojnym.
 / Fot. PAP/ NICOLAS POSTAL
Jeszcze do marca b.r. w Kivu działał CNDP (Narodowy Kongres Obrony Ludu). Rebelianci, należący do tego ugrupowania, to Tutsi, walczący z kongijskim rządem. Ich przywódca, generał Laurent Nkunda nie uznawał porozumienia o zakończeniu wojny domowej z 2003 roku. Na szczęście ten konflikt został,miejmy nadzieję, że na trwałe zażegnany – w marcu podpisano rozejm.

Również do marca b.r. w DR Konga szalały wojska ugandyjskie i południowosudańskie. Tym razem celem operacji, o kryptonimie Lightning Thunder, było schwytanie słynnego Josepha Konyego, lidera Lords Resistance Army. Nie udało się to, choć naturalnie „siły wroga poniosły znaczące straty”. Akcja miała szansę odnieść skutek, ale tym razem rząd w Kinszasie stracił cierpliwość i poprosił obce armie o opuszczenie terenów Konga. Zobowiązał się również do kontynuowania pościgu na własną rękę.

Jak widać Kongo stało się wręcz poligonem dla afrykańskich bandytów, wojowników, rebeliantów wszelkiej maści (zazwyczaj po prostu morderców). Jak zwykle giną przede wszystkim cywile, ONZ wydaje sankcje, a publiczne media w państwach, interesujących się Afryką ze względu na swoją kolonialną przeszłość, chętniej mówią o zdumiewającym rozwoju gospodarczym na południu kontynentu niż o kolejnych bezimiennych ofiarach.


Źródła:
Reuters
BBC
Afryka24
Afryka24
Afryka24

Kongijscy żołnierze szukają rebeliantów z FDLR / Fot. PAP/RICKY GARE

Zobacz także:

Dominik Tomaszczuk OFFline profil autora

Autor: Dominik Tomaszczuk

Napisz do autora

Artykuły (238) Galerie (15) Średnia ocen (3.91)

Wiek: 27 | Miejscowość: Warszawa | Kraj: Polska

O mnie: :) http://brlfoto.blogspot.com/

Ostatnie artykuły autora:


Komentarze: 0

odśwież

Maksymalnie 4000 znaków. (możesz jeszcze wpisać: 4000)

Reklama

Najpopularniejsze

Reklama
Copyright 2012 Wiadomosci24.pl
Realizacja serwisu: Gratka Technologie Sp. z o.o.