Facebook Google+ Twitter

Poligon Kongo

Jutro (7 kwietnia) przypada ustanowiony przez ONZ Międzynarodowy Dzień Pamięci o ludobójstwie w Rwandzie. Warto przy tej okazji przypomnieć sobie tę jedną z największych tragedii i porażek ONZ w historii. Temat ten, rzadko poruszany przez media, niewspominany jeszcze przez podręczniki historii, jest jak najbardziej aktualny – skutki rwandyjskiej masakry z 1994 roku są odczuwane do dzisiaj.

Do eskalacji konfliktu między zamieszkującymi tereny Rwandy plemionami Tutsi i Hutu doszło 6 kwietnia 1994 roku, kiedy, wg różnych źródeł, zginęło od 800 tyś do ok. 1 mln osób. Jego geneza sięga daleko wstecz, jeszcze przed okres okupacji niemieckiej i belgijskiej, poprawnie politycznie nazywaną kolonializmem. Ludy zamieszkujące te tereny, nacechowane mentalnością plemienną, zwalczały się od zawsze, a XX wiek w Rwandzie to w zasadzie okres nieustannej wojny domowej. W 1993 roku, w czasie krótkiego okresu pokoju, niechęć Hutu do Tutsi zaczęła gwałtownie narastać. Trwało to aż do kwietnia 1994, gdy prezydent Habyarimana (pochodzący z Hutu) zginął w zamachu. O atak oskarżono Tutsi. To wydarzenie stało się bezpośrednim pretekstem do masakry. Uzbrojeni w maczety i magazynowaną od dawna broń palną, Hutu zaczęli mordować przedstawicieli znienawidzonego plemienia.

Demokratyczna Republika Konga terenem kolejnym walk

Kongijscy żołnierze szukają rebeliantów z FDLR / Fot. PAP/RICKY GARE   Mniej więcej tyle o Rwandzie wie polska opinia publiczna, wiedzę czerpiąc ze sporadycznych nawiązań w mediach i, skądinąd godnych polecenia, filmów fabularnych, takich jak „Shooting dogs” Michaela Catona-Jonesa czy „Hotel Ruanda” Terry’ego George’a. Jednak doniesienia medialne są rzadkie, a filmy nie pokazują czasów obecnych. Konsekwencje ludobójstwa są nadal odczuwalne. Wojska rządowe (przy władzy są Tutsi) wciąż walczą z partyzantami Hutu. Obecnie największym terenem walk jest granicząca z Rwandą od zachodu Demokratyczna Republika Konga (nie mylić z leżącą jeszcze dalej na zachód Republiką Konga), gdzie po zniszczeniu sił Hutu przez Rwandyjski Front Patriotyczny, z obawy przed zemstą, schroniła się większość członków Hutu. Część uciekła do Tanzanii, Ugandy i Burundi.

Na terenie DR Konga działa ugrupowanie bandytów nazywające się Demokratycznymi Siłami Wyzwoleńczymi Rwandy (FDLR). Ich celem jest odzyskanie władzy w Rwandzie, jednak ich ofiarami są przede wszystkim cywile DR Konga, niekoniecznie lokalni Tutsi. 20 stycznia b.r. armia Rwandy, nie po raz pierwszy, wkroczyła na tereny kongijskie z zamiarem rozprawienia się z bojówkami. Niekochające się przesadnie państwa, tym razem połączyły siły w celu wytropienia członków FDLR. Żołnierze pobiegali przez miesiąc po dżungli, postrzelali do rebeliantów, którzy w odwecie zamordowali kolejne grupy cywilów, urządzili uroczystą paradę w Gomie i wrócili do siebie. Cel, czyli zniszczenie kongijskich baz FDLR, nie został osiągnięty, choć „siły rebeliantów zostały poważnie osłabione”. Jest jasne, że ofensywa powinna trwać dłużej, jednak sam fakt zaistnienia nawet tak krótkotrwałego porozumienia pomiędzy mającymi tak burzliwą historię państwami, jest godne podziwu.

Śmieszne sankcje ONZ

Do konfliktu, od czasu do czasu, włącza się także ONZ. W marcu nałożyło sankcje (o zgrozo!) na czterech oskarżonych o zbrodnie wojenne przywódców FDLR. Teraz panowie Callixte Mbarushimana, Stanislas Nzeyimana, Pacifique Ntawunguka i Leopold Mujyambere będą mieli utrudnione podróżowanie po świecie i lekkie kłopoty finansowe. Stosowne kroki wobec ludzi, podobno odpowiedzialnych za masowe gwałty, rekrutowanie dzieci i morderstwa.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.