Facebook Google+ Twitter

Polish Chinatown, czyli kilka słów o życiu polonii irlandzkiej

Z niecierpliwością czekam na powstanie polskiego banku, lokalnego urzędu pracy, a może nawet polskiego osiedla, zbudowanego przez polskiego developera. A potem Urzędu Marszałkowskiego na uchodźstwie czy Sądu Powszechnego na emigracji.

Którejś soboty stałem zamyślony w kolejce u rzeźnika. Nie wiem, czy byłem bardziej zajęty
przyglądaniem się smacznie wyglądającym serdelkom, czy może zatopiony w weekendowej
bezmyślności, ale zupełnie nie usłyszałem jego pytania. Dopiero, gdy mięsista ręka zza lady
złapała mnie za kołnierz płaszcza, ocknąłem się z letargu. "Śpisz?" - zapytał rzeźnik z gromkim
śmiechem patrząc w moim kierunku. " Nie, tak tylko... się zamyśliłem" - odpowiedziałem
zaskoczony.

Po wymianie zwyczajowych uprzejmości, rzeźnik zadał mi dziwne pytanie: "Słuchaj,
mógłbyś mi powiedzieć, co to za sklep otworzył się tam przy skrzyżowaniu?". "Jaki znowu sklep" – pomyślałem, bo zupełnie nie wiedziałem, o co może mu chodzić.

Kupiłem parówki, żeberka i pośmiałem się chwilę z własnego zamyślenia, ale zagadka zaczęła
kiełkować potrzebą rozwiązania. Po kilku minutach opuściłem rzeźnika i ruszyłem w kierunku
rzeczonego skrzyżowania. Sobotni gwar na ulicy ocucił mnie z resztek senności. Matki z dziećmi,
powolni renciści, młodzi czeladnicy w warsztatach usługowych i dostawcy; wszyscy kotłowali się na ulicy Belmont. Idąc w kierunku wspomnianego sklepu, nadkładałem wprawdzie drogi, ale miałem poczucie, że warto.

I rzeczywiście. Już z daleka zobaczyłem powód zainteresowania znajomego rzeźnika. Nowo wykończona sklepowa wystawa zdecydowanie wyróżniała się na tle pozostałych. Wielki, lśniący szyld rzucał się w oczy nawet najbardziej zamyślonym przechodniom.

"Ekstrawaganckie fryzury", tak głosił napis nad szerokim szklanym frontem na skrzyżowaniu Belmont i Upper Road w Belfaście. Powiem szczerze, że długą chwilę stałem szczerze zszokowany. Oczywiście, szok wynikał z faktu, że napis był napisany poprawną polszczyzną w kraju, w którym językiem urzędowym jest język angielski.

Stojąc chwile i zastanawiając się, co mam o tym myśleć, widziałem również, jak rdzenni mieszkańcy Belfastu zwalniają kroku przy dziwnej wystawie. Właściwie nikt z przechodniów nie pozostawał obojętny na widok oryginalnej polszczyzny. Reakcje były różne - jedni z niedowierzaniem odwracali głowy, inni zafrasowani przystawali na chwilę, a jeszcze inni znacząco kiwali głowami, to dziwiąc się, to nie dowierzając.

Rozwój polskiej przedsiębiorczości od zawsze naznaczony jest naszą polską bezwzględnością w podkreślaniu swojego przywiązania do kraju lub może lokalnego patriotyzmu. Już wcześniej widziałem szyldy polskich sklepów: "Marianna", "Ada" czy "Polonia". Widziałem też szyld polskiego rzeźnika "Pol-Mięs" oraz polskiej restauracji "Poznań". Widząc jednak "Ekstrawaganckie fryzury" doznałem niemiłego wrażenia, że wstyd mi wobec innych mieszkańców Belfastu, iż jestem jednym z nielicznych, który rozumie, co jest tam napisane. W końcu 30 tysięcy mieszkających tu Polaków trudno przeciwstawiać kilkuset tysiącom mieszkających tu Irlandczyków i Brytyjczyków.

Paradoksalnie, jednym porównaniem do tego surrealizmu było wspomnienie widoku chińskiej dzielnicy w centrum Hawany. Prowadzi do niej całkiem spora "chińska brama", a wytyczona wśród karaibskich palm i kolonialnych kamienic zabytkowego miasta chińska dzielnica tworzy bardzo specyficzny klimat. Widok chińczyków, ciągnących swoje małe wózeczki wśród czarnoskórych sierot komunizmu, jest widokiem równie surrealistycznym, jak widok szyldu
"Ekstrawaganckie fryzury" w Belfaście - bynajmniej nie w mieście miłości.

Jako że Irlandczycy niejedno już w życiu widzieli, polskie szyldy nie robią na nich zabójczego wrażenia. No, może z wyjątkiem tych, które godzą w lokalne interesy. Być może jednak
większość mieszkających tu osób traktuje Polaków podobnie jak wspomnianych wcześniej chińczyków - jako spokojną i bardzo zamkniętą kastę robotników, mających swoją własną wyizolowaną kulturę, społeczność i przedsiębiorczość. A że sami Polacy niewiele robią, aby się z lokalnym społeczeństwem integrować, taki obraz utrwala się w brytyjsko-irlandzkiej świadomości.

Przyszło mi jednak do głowy coś zupełnie innego. Po pierwsze: jak wielkie społeczne wzburzenie wśród Polaków wzbudziłby ukraiński supermarket w centrum Krakowa. Nie jakiś tam mały, lokalny sklepik, ale duże delikatesy z kolorowym neonowym szyldem "Продовольчий магазин". Czy w tym przypadku Polacy mogliby spokojnie spać wiedząc, że potencjalni "potomkowie Bandery" rozłożyli się dzikim obozem pod Wawelem?

I druga sprawa, czy któryś z Polaków kiedykolwiek zrobiłby w tym markecie zakupy? Przecież nawet mając świadomość, że ceny są niższe, obsługa milsza, choć zaciągająca z lekka po ukraińsku, a produkty smaczniejsze, mniej skażone "europejskimi normami czystości".
Czy skażeni narodową dumą Polacy, daliby zarobić "Ukraińskiemu wrogowi"?

Wydaje się, że odpowiedź na obydwa pytania nie jest specjalnie trudna do odgadnięcia. Śmiem twierdzić, że ukraiński supermarket w centrum Krakowa po każdej nocy musiałby mieć wstawiane szyby w wystawach, a policja cierpliwie wydawałaby kolejne komunikaty o niewykryciu sprawców przestępstwa z powodu małej szkodliwości społecznej.

Wracając z oględzin "Ekstrawaganckich fryzur" zacząłem zastanawiać się, jak szeroki może być realnie proces polonizacji. Czy obejmuje on tylko chwilowe fanaberie polskich emigrantów, czy może jest iskrą w zupełnie nowym trendzie tworzenia polskich chinatownów na całych wyspach? ... A może i na całym świecie?

Bo skoro mamy polski sklep, piekarnię, mięsny, fryzjera, agencje wynajmu nieruchomości, dilera samochodów, restaurację, gazetę, stowarzyszenie, radio, lekarza, dentystę i kilka innych biznesów, to przecież skonsolidowanie może w niedługim czasie skutkować zajęciem całej ulicy, albo nawet dzielnicy - właśnie przez Polaków, albo tylko przez Polaków. I wtedy geograficzna nazwa East-Belfast będzie miała podwójne, metaforyczne znaczenie. Być może nawet cała dzielnica zostanie przemianowana na "Wschodnia-Bielość", bo skoro większość biznesów,
to biznesy polskie, to nazwa chyba również powinna być z-polska.

I tak w UK zaczną za kilka lat powstawać nowe polskie miasteczka: Londonść (London), Liwerpuliczk (Liverpool), Glazgownica (Glasgow), Mińcieser (Manchester), Bielość (Belfast), Jutyń (Luton), Brystolin (Brystol), czy Dryblin (Dublin w Irlandii).

Cokolwiek myśleć, nie sądzę, aby kierowanie polskiej przedsiębiorczości na tory tworzenia chinatownów, dawało w dłuższej perspektywie jakieś korzyści. W Belfaście, podobnie pewnie jak w wielu innych miastach na terenie UK, można spotkać sklepy i biznesy prowadzone przez wiele różnych narodowości, od Hindusów zaczynając, aż po Skandynawów kończąc. Bezsprzecznie jednak, jedynie Chińczycy i Polacy preferują nazywanie swoich biznesów w ojczystym języku. W przypadku Chińczyków jest to tyle mało rażące, że kulturowa odmienność, i zainteresowanie dalekim wschodem wzbudzają pewną dozę ciekawości. Jeśli chodzi natomiast o wschodnioeuropejską falę lokalnego patriotyzmu, jest ona odbierana raczej, jako auto-ksenofobia.

Mam wrażenie, że Polacy dużo częściej decydują się na świadomy wybór izolacji, która nie wymaga od nich zaangażowania w pracę nad sobą, tak w kwestii językowej, jak żadnej innej. Ktoś, kto nie wnosi nic od siebie do lokalnej społeczności, jest przecież pomijany lub, inaczej mówiąc, niezauważany. Ktoś jednak, kto obnosi się w lokalnej społeczności swoją
odmiennością, wskazując jednocześnie, że nie jest zainteresowany jakimikolwiek relacjami skazuje się na szykany i traktowanie jako odmieńca. Te dwie postawy przenikają się i nakładają wśród Polonii w UK.

Z niecierpliwością teraz czekam na powstanie polskiego banku, apteki, lokalnego urzędu pracy, a może nawet centrum handlowego lub polskiego osiedla, zbudowanego przez polskiego developera. A potem Urzędu Marszałkowskiego na uchodźstwie, polskiego Sądu Rejonowego, a także jakiejś izby handlowej i jakiegoś polskiego uniwersytetu.

(nazwy ulic oraz firm zostały zmienione)

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.