Facebook Google+ Twitter

Politycy podczas kampanii. Zwyczajni - niezwyczajni

  • Piotr B
  • Data dodania: 2007-10-16 19:04

Konferencje prasowe, debaty, spoty telewizyjne, festyny, ulice pełne plakatów i ulotek - oto nieodłączne elementy kolejnych kampanii wyborczych.

Służą one jako swoiste nośniki informacji, mających dotrzeć do elektoratu, by "ułatwić" mu wybór "jedynej słusznej opcji politycznej". Tegoroczna kampania wyborcza nie różni się, pod tym względem, specjalnie od poprzednich (może poza rolą debat telewizyjnych pomiędzy liderami najważniejszych partii). Banalne hasła, ogólnikowe programy, drobne złośliwości lub brutalne ataki werbalne wobec przeciwników, to część krajobrazu przedwyborczego, do której zdążyliśmy się już przyzwyczaić.

W potoku słów, którymi co cztery lata (czasem co dwa) zalewają nas politycy, nieustannie przewija się także pewien zwrot, mający zapewne służyć pokazaniu, jak wielkie zrozumienie dla naszych problemów mają poszczególne partie. Otóż, kandydaci do parlamentu uwielbiają nazywać swych potencjalnych wyborców "zwykłymi ludźmi". Wykorzystują niemal każdą okazję, by ukazać swych przeciwników jako przedstawicieli jakiejś oderwanej od reszty społeczeństwa elity, zaś siebie samych umiejscowić w pobliżu (choć nie do końca wśród) owych "zwykłych ludzi" i spraw ich dotyczących.

Prym w takiej retoryce wiedzie chyba Donald Tusk, który, w swych publicznych wypowiedziach, nadużywa tego sposobu na wyrażanie empatii wobec obywateli. W efekcie może to obrócić się przeciwko przewodniczącemu PO oraz osobom, stosującym podobny zabieg językowy. Zbyt częste podkreślanie przez polityków, że My - Naród, jesteśmy jakimiś "zwykłymi" (a może przeciętnymi) ludźmi może bowiem doprowadzić do wytworzenia się (lub utwierdzenia) w umysłach obywateli przekonania o istnieniu w Polsce podziału na "nas" i "ich" (co może także budzić niebezpieczne skojarzenia z relacjami: społeczeństwo - władza w czasach PRL).

Na nic wówczas zdadzą się zapewnienia polityków, że identyfikują się oni z narodem, a nie z elitą. Dla "zwykłych ludzi" klasa polityczna będzie się prawdopodobnie jawić, w takiej sytuacji, jako odległa, obca i zła kasta. Zalecałbym zatem umiar w wykorzystywaniu sposobów na bratanie się z wyborcami. Ostatecznie, to oni mają wiedzieć, który z kandydatów jest bliższy ich sercu.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.