Facebook Google+ Twitter

Polityczno-sportowy kocioł

Transfery ze sportu do polityki stają się normą w polskich realiach. Czy dobra kondycja i znane nazwisko wystarczą by sprawować władzę i czy działa to w drugą stronę?

Gdy Grzegorz Lato ubiegał się w wyborach parlamentarnych o mandat senatora RP, budziło to raczej społecznie pozytywne reakcje. Dla polskiej piłki zrobił co mógł, więc się sprawdził i może nas reprezentować na szczycie. Ostatnie wydarzenia w Polskim Związku Piłki Nożnej i afery korupcyjne w naszym piłkarskim światku pokazały, że polski sport wiele od polityki się nie różni. Stąd, nie znajdując już miejsca dla siebie, bądź chcąc uciec z niestabilnego gruntu, łatwo przejść do polityki. Można postawić pytanie czy taki ruch nie jest zbyt ryzykowny? Czy reputacja uznanego sportowca czy działacza poprzez mariaż z polityką nie zostanie naruszona?

Trener-polityk w barwach biało-czerwonych


Próba odpowiedzi na powyższe dylematy w zakłopotanie może wprowadzić Janusza Wójcika. Uznany polski trener, zdobywca srebrnego medalu olimpijskiego z Barcelony, w polityce dużo stracił. Być może zbyt łatwo uległ strategii Andrzeja Leppera przyciągania znanych nazwisk do swojej partii. W barwach Samoobrony Wójcik ani nie zabłysnął jako parlamentarzysta, ani nie przyczynił się do poprawy wizerunku posła swoimi promilowymi ekscesami. W przedwczorajszych wyborach poseł uzyskał całkiem niezłą sumę głosów, ale jego formacja nie przekroczyła progu wyborczego. Niejeden wybraniec narodu przekonał się, że ciężko jest przełknąć gorycz porażki i powrócić do tego co się robiło wcześniej. Szczególnie w świecie sportu. Tutaj nie ma miejsca na przerwę. Trzeba wszystko zaczynać od nowa. Janusz Wójcik do końca rundy jesiennej, a więc przez kolejne trzy spotkania będzie trenerem drugoligowego Znicza Pruszków. Po trzech porażkach z rzędu ławkę trenerską musiał opuścić Leszek Ojrzyński. Czy trzymeczowy kontrakt to strach Wójcika przed dłuższym związaniem się z drugoligowcwem? Może to forma przeczekania, aż wszyscy dowiedzą się, że trener - polityk wraca do sportu i zarzucą go ofertami? Jedno jest pewne. Sport to ciężki kawałek chleba. Tutaj każdy przestój karany jest powrotem do szeregu.. Może więc polityczna lekcja jest jakąś formą nauczki.

Gra się nie kończy


Można dalej wyliczać przykłady osób, które swoją popularność jako sportowcy przełożyli na głosy wyborcze. Roman Kosecki walnie przyczynił się do efektownego zwycięstwa polskich parlamentarzystów w pamiętnym spotkaniu z dziennikarzami TVN. Można nieco usprawiedliwić stronę dziennikarską, że w swoje szeregi nie angażowała sił z zewnątrz. Dziennikarz to dziennikarz. Czy polityk to polityk? Okazuje się, że niekoniecznie.

Przedwczoraj bardzo efektownego wstąpienia w polityczne szeregi doczekał się kolejny sportowiec - Andrzej Szewiński. To osoba nie tylko z błyskotliwą, siatkarską karierą, ale również z bardzo znanym nazwiskiem. Nikomu chyba nie trzeba przypominać o jego mamie, złotej medalistce olimpijskiej w biegach i ambasadorze polskiego sportu w świecie. Andrzej Szewiński w okręgu częstochowskim uzyskał ponad 81 tysięcy głosów w wyborach do Senatu z listy Platformy Obywatelskiej. Wypada życzyć świeżo upieczonemu senatorowi aby jego działalność i aktywność polityczna pozwoliły na zerwanie ze stereotypowym wizerunkiem byłych sportowców, którzy wyniesieni na sztandarach boiskowych osiągnięć zasilają partyjne szeregi, z mizernymi jednak skutkami.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.